DINOWORLD- UTRECHT

Kiedy chodziłam jeszcze do podstawówki (czyli kupę lat temu 😉 był szał na dinozaury. Prawie każdy się nimi interesował, niektórzy zbierali plakaty z dinusiami, pisma, książki, albumy, naklejki… Ja też. Szkoda, że w szkole nie było lekcji poświęconych tym gadom. Pan Mąż też przechodził fazę dinozaurową (co zresztą zostało mu do dziś). Wyczytałam, że w Utrechcie będzie wystawa objazdowa Dinoworld! Jedziemy? Jedziemy! Co z tego, że my już dawno dorośli i to jest bardziej widowisko dla dzieci? Starzy też mogą oglądać 🙂 Zapakowaliśmy się w auto i pojechaliśmy. Bilet kupiliśmy na miejscu. Wystawa była na kilku halach, żeby pomieścić te gigantyczne stwory. A były podobno naturalnych rozmiarów. Niektóre się ruszały, ryczały i można było dotknąć np jęzora 🙂

MOJE HITY APTECZNE Z PL, KTÓRE POMAGAJĄ MI W NL

Nie miałam jeszcze okazji być w holenderskiej aptece. Kiedy jestem w Polsce, zawsze idę na zakupy do naszych aptek. Oprócz tabletek przeciwbólowych (wolę Etopirynę od Paracetamolu), witamin i syropu na grypę, targam torbę różnych maści i kremów do skóry. I nie tylko. Kosztują grosze a pomagają dużo. Mam swoje sprawdzone produkty 🙂

1.Maść nagietkowa- niemal do każdego problemu skórnego, np oparzenia, odmrożenia, trądzik, przyspiesza gojenie ran, szybciej znikają siniaki i otarcia. Przeciwdziała wolnym rodnikom, łagodzi stany zapalne, nawilża, odżywia. Na temat nagietka i produktów możecie wyczytać kupę rzeczy w internecie.

2.Dremosan- krem półtłusty do twarzy i ciała. Niweluje uczucie suchości skóry. Kosmetyk zawiera wit. A i E, glicerynę, które działają nawilżająco i zmiękczająco. Chroni skórę przed mrozem i wiatrem, a tu w Holandii pizga złem często.

3.Alantan dermoline- krem ochronny z wit. A. Kosmetyk przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry dorosłych i dzieci. Łagodzi skutki działania niekorzystnych warunków zewnętrznych, np wiatr, suche powietrze, detergenty. Suchej, wrażliwej skórze przynosi ulgę i ukojenie.

4.Witamina E w kapsułkach- nawilża skórę, czyni ją miękką i zmniejsza widoczność zmarszczek. Ja swoją mam zamiar stosować pod oczy. Najlepiej dodać kropelkę do kropelki kremu i wklepać. Stosować na noc 🙂 Można ją stosować jako krem na twarz, dodać do odżywki do włosów.

5.Olejek rycynowy- tutaj chyba nie muszę dużo pisać. Potrzebny jest mi do wzmocnienia rzęs. Stosuję go na noc. Smaruję także nim brwi, bo oprócz tego, że wzmacnia włoski, to jeszcze przyciemnia 🙂

OGRÓD KEUKENHOF

Wiosna za pasem, bo śniegu w Holandii jak nie było, tak nie ma 🙂 Na moim balkonie prawie zakwitły żonkile i hiacynty 🙂 Często leje i wieje (wręcz chce łeb urwać), ale czuć powiew wiosny. Dlatego dzisiaj wspomnę nasz zeszłoroczny wypad do Keukenhof. Zawsze chciałam zobaczyć to miejsce na własne oczy. Udało się i nie zawiodłam się. I trochę się też zawiodłam…

Keukenhof znaczy ogród kuchenny. Jest to must see w Holandii 🙂 Jedna z największych atrakcji, co roku odwiedzana przez setki turystów. Położona w miejscowości Lisse, rozciąga się na obszarze 32ha. Ogród co roku wiosną, rozkwita tysiącami kwiatów cebulowych: tulipanów (moje ulubione), hiacyntów, krokusów, żonkili, narcyzów… Jest największym ogrodem tego typu na świecie. Pierwsza wystawa roślin cebulowych odbyła się w 1949r z inicjatywy ówczesnego burmistrza Lejdy.

Do Keukenhof udaliśmy się dokładnie 11 maja. Trochę za późno, bo było już po polach tulipanowych (chodzi mi o te wielkie połacie, które można zobaczyć w internecie np z lotu ptaka). No, ale sam ogród prezentował się dobrze 🙂 Kupiliśmy w kasie bilety (przez neta taniej). Pani w okienku zapytała się, czy przyjechaliśmy autem. Tak. Więc sprzedała od razu bilet parkingowy, wręczyła tickety i mapkę. Załapaliśmy się na motyw hippisowski (co roku jest inny). Najpierw pawilon z różnymi kwiatami, m.in storczykami i dekoracjami w stylu dzieci kwiatów. Zapach oszałamiający 🙂 Dostaliśmy niemal oczopląsu. Po wyjściu na zewnątrz, spacerowaliśmy alejkami podziwiając tysiące kolorowych tulipanów. Było pięknie!

Oprócz tulipanów (których nazwy można odczytać z tabliczek), było mini zoo (kozy, pawie, papugi), mały labirynt (fajna zabawa), który prowadził do wysokiej altany, z której można podziwiać wspomniane wcześniej pola tulipanów. Były ławki, można siąść i coś zjeść. Jak dla mnie, ogród można obejść spokojnie w 3 godz.

Zwróciłam uwagę na to, że kielichy tulipanów były ogromne! Porównałabym je do wielkości kobiecej dłoni. To nie te małe, co rosną w naszych ogródkach albo sprzedawane są w sklepach. Nie, nie… No i te kolory! Wszystkie barwy tęczy. Kiedyś czytałam, że nie ma w Holandii tylko jednego koloru tulipana: niebieskiego. Faktycznie, nigdy nie widziałam. Zauważyłam też, że do jednego miejsca w płynącym „potoku” w ogrodzie, turyści wrzucają monety 🙂 Nigdzie o tym nie czytałam, a tych pieniędzy jest naprawdę sporo.

Co mnie rozczarowało troszkę? Tłumy, tłumy… Nie wiedziałam, że tam może być aż tylu ludzi! Jak zrobić zdjęcie, kiedy wszędzie widzisz twarze przed aparatem? Ja też jestem turystką, tak jak reszta, ale… No właśnie chyba każdego turystę wkurzają trochę inni turyści. Po drugie ceny. Za sam bilet zapłaciłam 18euro. A tam są jeszcze sklepiki z pamiątkami. Ceny kosmiczne. No, ale wiadomo: ogród musi zarabiać. Skusiłam się tradycyjnie na magnes i na mydło o nieziemskim zapachu. Zapachy mydeł były różne i polecam! Pachną obłędnie. Czuć nawet przez opakowanie. Warto wsadzić jedno do szafy w ciuchy 🙂

SKLEP DLA MELOMANÓW

Weszłam do tego sklepu na chwilę, żeby kupić dla Taty płytę Status Quo. Wpadłam i przepadłam. Kupiłam więcej płyt, także dla siebie 🙂 Jeśli ktoś lubi starą, dobrą muzykę. Szuka płyt swoich ulubieńców, to śmiało! Tam jest chyba wszystko. I cd i winyle. Do wyboru, do koloru. Można grzebać, szukać, wyszukiwać…Dla ułatwienia, nazwy zespołów, nazwiska piosenkarzy, ułożone są w kolejności alfabetycznej. I uwaga: opakowania płyt są puste. Przy kasie pan sprzedawca wkłada płyty do pudełek, więc swoje trzeba odstać.

Adres: Nieuwe Binnenweg 81-A, Rotterdam

Introduce Yourself (Example Post)

This is an example post, originally published as part of Blogging University. Enroll in one of our ten programs, and start your blog right.

You’re going to publish a post today. Don’t worry about how your blog looks. Don’t worry if you haven’t given it a name yet, or you’re feeling overwhelmed. Just click the “New Post” button, and tell us why you’re here.

Why do this?

  • Because it gives new readers context. What are you about? Why should they read your blog?
  • Because it will help you focus you own ideas about your blog and what you’d like to do with it.

The post can be short or long, a personal intro to your life or a bloggy mission statement, a manifesto for the future or a simple outline of your the types of things you hope to publish.

To help you get started, here are a few questions:

  • Why are you blogging publicly, rather than keeping a personal journal?
  • What topics do you think you’ll write about?
  • Who would you love to connect with via your blog?
  • If you blog successfully throughout the next year, what would you hope to have accomplished?

You’re not locked into any of this; one of the wonderful things about blogs is how they constantly evolve as we learn, grow, and interact with one another — but it’s good to know where and why you started, and articulating your goals may just give you a few other post ideas.

Can’t think how to get started? Just write the first thing that pops into your head. Anne Lamott, author of a book on writing we love, says that you need to give yourself permission to write a “crappy first draft”. Anne makes a great point — just start writing, and worry about editing it later.

When you’re ready to publish, give your post three to five tags that describe your blog’s focus — writing, photography, fiction, parenting, food, cars, movies, sports, whatever. These tags will help others who care about your topics find you in the Reader. Make sure one of the tags is “zerotohero,” so other new bloggers can find you, too.