CO ZNAJDZIEMY W KRINGLOOPIE

A w zasadzie, czego nie znajdziemy? Kringloopy to jedna z wizytówek Holandii. Wcześniej słyszałam o wystawkach. I jakiś czas temu jeszcze się zdarzały. Teraz nic o nich nie słychać. Za to słyszałam, że Polacy jeżdżą do „dziadów”… Myślę: co to te dziady do cholery? O starszych ludzi chodzi, czy co? Pytam się. A oni na to, że to te sklepy z używanymi rzeczami 🙂 Potem dowiedziałam się, gdzie te całe „dziady” można spotkać w okolicy, gdzie mieszkam. Okazało się, że w Hellevoetsluis są 2, a po przeprowadzce do nowego mieszkania, „dorobiłam się” jednego zaraz obok domu 🙂 Teraz, kiedy przejeżdżam obok, to zawsze wiem, kiedy jest nowy towar. Wystarczy, że zerknę w okno wystawowe, bo co dostawa, to inna aranżacja 🙂 Więc ja sobie tam zawsze chodzę i zawsze coś upatrzę 🙂 Teraz byłam znowu, bo cierpię na brak doniczek a kwiaty na balkon kupione. No i wynalazłam doniczkę- wannę, w której posadziłam chryzantemy. A te były w markecie na przecenie 🙂

Piękne kolory!

Polacy uwielbiają kringloopy, pewnie dlatego, że u nas, w Polsce takich sklepików brak. Owszem, są pchle targi, ale nie od wtorku do soboty. A kringloopy otwarte są od wtorku. Znaleźć w nich można wiele perełek. Czytałam, że Polacy podjeżdżają wielkimi samochodami, kupują hurtowo i sprzedają w kraju za duże pieniądze. Widziałam i ceny są faktycznie wysokie. A Holendrzy oddają te swoje stare piękne meble, gadżety, dekoracje, itp, bo wolą kupić nowe w Ikei 😉 Zrobiłam kilka zdjęć, na których widać, jaki towar leży na półkach u „dziada”. Chciałam pokazać rzeczy do kuchni i parę dekoracyjnych. Zawsze lubię spojrzeć na kubki, czy talerze. I zawsze mam ochotę na kolejny kubek, chociaż miejsca w szafce już brak :/ A poza tym widać, że są to rzeczy w dobrym stanie, niemal jak nowe 🙂

Talerze, półmiski a nawet całe serwisy poukładane kolorami i wzorami 🙂
Tace i tacki- do wyboru, do koloru 🙂

Przed urlopem w Polsce, zawsze robię składowisko upolowanych rzeczy i potem rozdaję Rodzince. Uważam, że lepiej dać coś oryginalnego, ciekawego, ładnego z takiego sklepu, niż jakieś badziewie, które spotkać można wszędzie 🙂

BIAŁE KUCHNIE W HOLENDERSKICH DOMACH

Biała kuchnia pasuje w sumie do każdego domu. Jasne meble nadają lekkości wnętrzom. Są ładne i funkcjonalne, dają klimat. Ja raczej nie jestem zwolenniczką białych mebli, ale kuchnia w stylu holenderskim akurat mi się podoba 🙂 Jest trochę podobna do tej w stylu skandynawskim, ale cechuje ją wiele bibelotów, drewna, niebieskich akcentów i tych w kolorach ziemi. Kuchnia holenderska, to połączenie nowoczesności z tradycyjnym wnętrzem, a to sprawia, że jest przytulnie 🙂 Poniżej zdjęcia kuchni z większych domów, gdzie jest miejsce i na drewniany stół i na kredens. A kredensy ze szkłem, porcelaną, to w holenderskich domach norma.

Meble kuchenne, płytki i stół w bieli. Blat i kredens w kolorze drzewa. Mnie najbardziej podoba się ten niewielki stoliczek z koszyczkami. Stoi sobie tam w kącie i wygląda 🙂 Nad nim pleciona ozdoba, a na nim kwiaty i lampka. Stół niewielki ze świetnymi krzesłami, mieści się bez problemu. I wystarczy na nim postawić taką drewnianą tacę z kubeczkami w niebieskie (a jakże) wzorki i jest pięknie 🙂

Tutaj znowu stoliczek 🙂 Na nim stoją naczynia emaliowane, na które jest teraz szał i puszki. A te rzeczy Holendrzy uwielbiają, zresztą ja też 🙂 Pod spodem, na podłodze stoją plecione koszyki- także standard u Holendrów. Zamiast kredensu, nad zlewem, wisi oszklona szafka, która eksponuje naczynia. Pod okapem, nad blatem wiszą serca, stoi zając… Holendrzy uwielbiają ozdoby 🙂

Ta kuchnia nie jest ogromna, ale bardzo przytulna. Ponownie widzimy nieduży stół w kolorze drewna, ze świetnymi krzesłami. Na nim stoi skromny wazon z kwiatami (podejrzewam) magnolii. Holendrzy uwielbiają kwiaty w domu i niemal w każdej kuchni zobaczymy wazony ze świeżymi kwiatami 🙂 W oczy rzucają się także plecione koszyki i dwie nieduże lampy wiszące nad zlewem, które dają ciepłe światło.

Tym razem zwróciłam uwagę na płytki na ścianie, które mają granatowe wzorki, 2 talerze wiszące nad oknem z motywem roślinnym, wieszak- świetny!- na kuchenne ściereczki i drewniane blaty. Nad drzwiami znajdziemy półkę na garnki i kawałek ceglanej ściany.

Zrobiło się sielsko 🙂 Na pierwszy ogień idzie stół: okrągły, przykryty obrusem w kratkę, z krzesłami, które tutaj pasują idealnie. W oknie wiszą krótkie, skromne zasłonki, na parapetach kwiaty. Płytki na ścianie we wzorek a meble kuchenne skromne. Nad zlewem dwie małe lampki a nad stołem stylowy żyrandol. No i trzeba wspomnieć o krokwiach pomalowanych na zielono. Pięknie!

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy: kury i koguty 🙂 Widzimy je na ścianie pod stylowym kamiennym okapem i na obrusie na stole. Kuchnia bez szafek na ścianach. Jedynie mała półeczka w kącie. Zamiast tego, duże okna. Jedyne, co akurat mnie się nie podoba, to te „fotele” przy stole. Jak dla mnie za ciężkie :/

Kuchnia spora, bo zmieścił się w niej wielki drewniany stół (z koszmarnymi fotelami). Meble nowoczesne, połączone ze stylowo zabudowanym okapem, na którym stoją bibeloty. W oknie kolorowa zasłonka. Na podłodze dywan. Obok kuchenki gazowej stoi coś, co zauważyłam od razu: kanka na mleko! Świetny gadżet do kuchni. Holendrzy wstawiają do niej kwiaty, lub łychy kuchenne 🙂

Tutaj zbliżenie na kankę: oczywiście obrazek niebieski, prawdopodobnie holenderskich kobiet, lub pary

Co tutaj mamy? Duużo drewna: sufit i piękne grube blaty, cudne płytki na ścianie i podłodze. Kamienny zlew i okap z falbanką. Na okapie różne puszki (uwielbiam!) Szafki małe i skromne. Nad zlewem półeczka z przyprawami a pod nią aniołek. A w tle, pod schodami, znowu widzę koszyki 🙂

Biel, biel i drewno. Ta kuchnia jest mega skromna, jakby złożona z samych rzeczy, których ktoś się pozbył: stół z przetartym blatem, stare krzesła, lichtarz wiszący między oknami… Znowu widzę na parapecie cudeńko: emaliowany dzbanek z łychami 🙂 No i te drewniane beki… 🙂

Dolne szafki zwykłe, proste. Ale te wiszące z szybkami, to już hit! Oprócz tego mnóstwo drewna, co strasznie mi się podoba. Wreszcie nie ma płytek na podłodze 🙂

Kuchnia niewielka, ale przyjemna. Meble nowoczesne. Znajdziemy czerwone akcenty, kota na parapecie i dwa plecione koszyczki, wiszące obok kuchenki. Podłoga drewniana 🙂

Także tutaj kuchnia mała, jakby wyjęta z mieszkania w bloku. Blaty drewniane, koloru wenge. Płytki na ścianie typu metro, czyli popularna cegiełka. Obok okapu, wieszaki z koszyczkami metalowymi na doniczki z ziołami. Szafki z szybkami a pod nimi, na blacie, stoją 3 pojemniki na kawę, herbatę i cukier. Hit!

Warto zajrzeć do czyjejś kuchni i garów 😉

BLOGI, KTÓRE LUBIĘ CZYTAĆ

Bardzo lubię czytać blogi. Zanim zaczęłam pisać swój (a w moim przypadku, to dopiero nieco marny początek), natknęłam się na kilka fantastycznych blogów, gdzie zawsze znajdzie się ciekawy artykuł, zawsze coś mnie zainteresuje. Trzy z moich ulubionych blogów są m.in o modzie. Na szczęście nie tylko, bo ubrania na blogach rzadko mnie interesują.

https://makelifeeasier.pl/ to blog Kasi Tusk 🙂 Jest nie tylko o ubraniach, ale o stylu życia w Trójmieście, zakupach, wnętrzach, urodowych trikach a nawet fajnych przepisach kulinarnych. Warto tam zajrzeć, nawet tylko po to, żeby obejrzeć piękne zdjęcia Bałtyku, czy Sopotu 🙂

https://beauty-fashion-shopping.pl/to blog Pauli Jagodzińskiej. Paula prowadzi bloga razem z mężem. Pokazują swój dom, opisując, jak jest urządzony. Lubię tam czytać o dodatkach we wnętrzach. Oprócz tego mnóstwo relacji z podróży i recenzje przeczytanych książek, co bardzo mi się podoba 🙂

https://fashionable.com.pl/to blog Ani Zając, która także prowadzi go z mężem. Głównie pisze o modzie i urodzie. Oprócz tego znajdziemy relacje z podróży i mnóstwo porad dotyczących wystroju wnętrz i dodatków takich, jak np zastawy stołowej, czy urządzeniu werandy 🙂

Teraz czas na blogi typowo podróżnicze. Lubię czytać szczególnie te o emigracji do innego kraju, gdyż sama także nie mieszkam w Polsce. Bardzo interesuje mnie życie innych na obczyźnie: gdzie dokładnie mieszkają, czym się zajmują, co im się podoba, co ich zaskoczyło 🙂

http://odkrywajacameryke.pl/ to moje ostatnie odkrycie 🙂 Pani Kasia od 5 lat mieszka w Stanach a na swoim blogu opisuje początki za oceanem. Oprócz tego mnóstwo porad dotyczących kupna biletu na samolot, starania o wizę,itp. Bardzo ciekawie czyta się o zwyczajach Amerykanów, ich życiu i licznych niespodziankach po zderzeniu z amerykańską kulturą. Polecam!


https://blogwartzachodu.pl/ to blog podróżniczo- emigracyjny prowadzony przez Marcina. Zwiedza Holandię i Niemcy, a także inne zakątki Europy. Niedawno polecał niemiecki Aachen, który też chcieliśmy odwiedzić. Dlatego z przyjemnością przeczytałam wpis o tym mieście i jeżeli wreszcie będzie to możliwe- to jedziemy 🙂

https://www.busemprzezswiat.pl/– moi ulubieńcy 🙂 Lubię czytać ich podróżnicze relacje i opowieści, oglądać piękne zdjęcia 🙂 No i oczywiście czytać książki- posiadam 3.

https://www.primocappuccino.pl/– wszystko o Italii: o włoskim życiu, języku, miejscach. Wszystko to, o czym nie wspominają przewodniki 🙂

Oprócz powyższych blogów, lubię też zajrzeć na:

*https://www.podrozepokulturze.pl/

*https://filmowepodroze.pl/

*https://zaleznawpodrozy.pl/

A teraz blog wnętrzarski, ale nie byle jaki, bo inspirowany filmami z Hollywood 🙂 Strona o aranżacji wnętrz i stylu życia, głównie z kina. Można podpatrzeć, jak wyglądają domy i mieszkania bohaterów znanych filmów i seriali 🙂 Zapraszam do https://learningfromhollywood.pl/

I blog dotyczący tylko roślin 🙂 Zaczęłam hodować różne liściaste kwiaty, więc potrzebowałam porad, jak o nie dbać. Na tym blogu znajdziemy wszystko. Polecam! http://leafmealone.pl/

Oprócz książek, warto też czytać blogi 🙂

ŁOWICKI WZÓR

Łowicz, to miasto położone nad rzeką Bzurą, słynące z kultury lokalnej. Jej unikatowym elementem jest gwara łowicka oraz folklor, który znany jest nie tylko w kraju, ale też poza jego granicami 🙂 Łowicki folklor obejmuje m.in niepowtarzalne ręczne wycinanki. Stanowi inspirację dla sztuki użytkowej i wielu designerskich projektów. Znakomicie wpisuje się w bieżące trendy.

Ja od razu zakochałam się w tym wzorze. W internecie znajdziemy wiele sklepów oferujących gadżety z łowickim motywem 🙂 Kiedyś, w Sopocie zostawiłam swoje etui z okularami. Potrzebowałam nowego i przypadkiem natrafiłam na sklep oferujący różne rzeczy z kolorowym wzorem. Zaczęło się od etui, a zakończyło na filiżance i kubku. Zbieram kubki, ale teraz dołączyły filiżanki 🙂 Kupiłam te rzeczy w sklepie folkstar.pl. Wysyłają za granicę 🙂 Paczka do mnie dotarła po niecałych 2óch tygodniach. Oprócz wzoru łowickiego, znajdziemy nawet opolski i motyw bałtycki 🙂

Kubek termiczny
Wszystko zapakowane w piękne pudełeczka 🙂

Trzeba się kiedyś wybrać do Łowicza 🙂

BIBLIOTECZKI I REGAŁY Z KSIĄŻKAMI HOLENDRÓW

Polska ma na koncie 4 literackie Noble, Holandia- 0. Mimo to, Holendrzy czytają częściej i więcej. A już na pewno kupują mnóstwo książek, czego dowodem są ich nierzadko duże biblioteczki, regały i półki wypchane książkami. Najczęściej znajdują się one w salonach w towarzystwie foteli i lamp, aby umilić czytanie 🙂 Oprócz książek, na półkach stoją różne bibeloty, zdjęcia. Regały książkowe dodają charakteru holenderskim wnętrzom i znajdują się niemal w każdym domu. Moja „biblioteczka” jest jeszcze skromna z racji małych gabarytów mieszkania, ale w przyszłości, planuję jedną ścianę przeznaczyć na regały 🙂 Dlatego chętnie podpatruję, jakież to rodzaje półek i foteli upodobali sobie Holendrzy. Poza tym, warto przyjrzeć się meblom i dodatkom wokoło biblioteczki, bo i tam można wyhaczyć ciekawe połączenia. Oto garść inspiracji 🙂

Oranżeria przekształcona w biblioteczkę. Przy regałach fotel, lampy i komody. Do tego wielki stół 🙂 Miejsce i do pracy i do spożywania obiadów. Wszystko ze sobą ładnie się łączy.
Tutaj olbrzymi salon z kominkiem. A w salonie jadalnia+ biblioteczka. Na podłodze płytki, do tego mnóstwo drewna. Niebieski kolor kanapy i żyrandola to taka wisienka na torcie 🙂
Tu już nowocześniej. Kominek z lustrem i wazonem glamour, białe proste regały i kanapa+ czarny dywan i biurowe fotele.
Znowu biel, tym razem wszędzie. Najbardziej urzekł mnie parapet, pod którym wbudowane są półki, a na nich piękny wazon z pięknymi kwiatami. Żadna przestrzeń się nie zmarnuje 🙂
Tutaj kącik czytelniczy: zwykłe półki z książkami, na przeciwko kominek. Na kominku niebieski akcent a na podłodze 2 poduchy. Można i tak 🙂
Regał w stylu kolonialnym w jasnych wnętrzach. Obok stolik z lampą i wygodny fotel a la uszak w całkiem odmiennym kolorze.
Kolejny regał kolonialny i kolejny fotel wybijający się kolorem 🙂
Biblioteczka w salonie, oszklona, pełna książek i bibelotów. Obok nowoczesna lampa i puf.
Jadalnia połączona z książkami 🙂 Stół mały i okrągły- nie zabiera dużo miejsca. Obok oczywiście znowu lampa (ja mówię na nią „trójnóg” i jest na mojej liście must have.
Nowoczesny prosty regał z nowoczesną lampą. Na podłodze dywan w szarościach, a na nim kanapa też w tym kolorze. I ten fotel!!!
Ciężkie regały kolonialne z drabinkami- typowo biblioteczny styl. Fotele nie mój klimat, ale „zrobiły robotę” 🙂
Kolejny kącik czytelniczy: po prawej stronie proste półki, po lewej ciężkie, zdobione z szufladami. Na środku skórzany fotel i mały stolik, a pod oknem, metalowy stojak na gazety 🙂

Tutaj zupełnie odmiennie, bo za drzwiami widzimy sypialnię w stylu rustykalnym, a biblioteczka znajduje się w a la garderobie, o czym świadczy wbudowana szafa z drzwiczkami „shutterami”. Jestem na tak 🙂

Miłego czytania! 🙂

EFTELING- NAJWIĘKSZY I NAJSTARSZY PARK ROZRYWKI W HOLANDII

Czytałam ostatnio, że Holendrom podczas epidemii, najbardziej brakuje zabawy w parkach rozrywki. Wszystkie są zamknięte, a Efteling zawsze jest oblegany. Nam udało się go odwiedzić 2 lata temu i każdy, kto jest w Holandii, powinien chociaż raz tam pojechać 🙂

Efteling otwarto w 1952r (3 lata później dopiero, powstał amerykański Disneyland) i nazywał się Het Sprookjesbos, czyli „Baśniowy Las”. Od tamtej pory szybko się rozwija i konkuruje z paryskim Disneylandem. Efteling w 1972r zdobył nagrodę najlepszego parku rozrywki w Europie. Na cały kompleks Efteling składa się: park rozrywki, 4-gwiazdkowy Efteling Hotel, Bosrijk- wioska wakacyjna z basenem, pole golfowe. Do popularnych rozrywek dla dużych, należą: Python, Pegasus, Vliegende Hollander(Latający Holender), Pirania River i Baron 1898 i „Joris en de Draak”(drewniany rollercoaster Św Jerzy i Smok. Oprócz ekstremalnych „karuzel”, znajdziemy też bajkowy las dla dzieci „Het Sproojebos” z postaciami z bajek, Fatamorganę. Oprócz tego liczne sklepiki i restauracje. Jeden dzień, to za mało, żeby zobaczyć wszystko. Park jest ogromny, piękny i niemiłosiernie zatłoczony. Najlepiej jechać tam w tygodniu. Latem w ciepłe dni, kolejki kilometrowe. Warto zostać do wieczora, bo wtedy obejrzymy piękny pokaz w rytm muzyki podświetlanych na kolorowo fontann. My zostaliśmy tam niemal do 22:00 i załapaliśmy się nawet na pokaz tańca brzucha 🙂 Bilet wstępu do tanich nie należy- koszt ok 40euro, w zależności od pory roku. Latem najdrożej. W cenie biletu jest wstęp na wszystkie atrakcje i to po kilka razy 🙂 Za parking zapłaciliśmy 10 euro.

Podsumowując: trzeba tam pojechać i zobaczyć te wszystkie fantastyczne rzeczy na własne oczy!

Joris en de Draak
Latający Holender- mój ulubiony 🙂
Pirania- suchym się nie wychodzi 🙂 Nie wiem, jakim cudem udało mi się zrobić zdjęcie…
Python
Baron
Po lewej- koło widokowe
Widok z koła

MARKA „CIEN” Z LIDLA

Epidemia wszędzie, ale do sklepu trzeba się czasem wybrać po produkty, które są akurat potrzebne. W tej chwili omijam drogerie, zakupy najczęściej robię w Lidlu, gdzie jest spory wybór np kosmetyków. A że skończył mi się szampon i żel do mycia twarzy, więc pognałam na dział i złapałam parę dodatkowych rzeczy na zapas. Wcześniej rzadko sięgałam po kosmetyczne produkty z Lidla, ale teraz postanowiłam się w nie zaopatrzyć, aby uniknąć biegania po innych sklepach.

Szampon do włosów farbowanych „Colour Brilliance”- farbuję włosy, więc takich szamponów nigdy dosyć. Ta czerwona butla skrywa pięknie pachnący szampon i nie trzeba dużo do zrobienia piany i umycia włosów.

Szampon „Fruit & Vitamin”- do codziennego mycia włosów normalnych. Zapach przypomina gumę Turbo 😉 a to zapach owocowy, prawdopodobnie brzoskwiniowy. Dobrze odświeża i czyści włosy.

Odżywka do włosów „Oil care”- ze spłukiwaniem i olejkiem macadamia. Pięknie pachnie i dobrze odżywia. Zalecane jest trzymanie jej na włosach ok 3min. Ja zawsze trzymam ok 10min. Nakładam tylko na końcówki, bo te zawsze mam suche. Po spłukaniu, włosy ładnie pachną i są dobrze odżywione i nawilżone 🙂

Żel do mycia twarzy „Hydro effect”- z kwasem hialuronowym, delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę. Dobrze się pieni. Używając pierwszy raz, zastanawiałam się, co przypomina mi zapach kosmetyku… I już wiem! Kojarzycie zapach w pociągowym wc? Właśnie ten zapach żelu skojarzył mi się ze środkiem czyszczącym 😀 Zastanawiałam się, czy to dobry pomysł, myć buzię takim zapachem, ale ze skórą nic złego się nie dzieje, a do zapachu się przyzwyczaiłam he he 🙂 Najważniejsze, że działa!

Płyn micelarny „Micellar water fresh”- do skóry mieszanej i normalnej. Z wodą z kwiatów chabru i gliceryną, bezalkoholowy. Najpierw „tapetę” zmywam płynem 2-fazowym a teraz także i tym płynem. Skóra jest skutecznie odświeżona i oczyszczona.

Do tego dobrałam jeszcze zmywacz do paznokci- duża wydajna butelczyna i 2 rzeczy dla dzieci marki „Lupilu”: chusteczki nawilżające, które przydają się np do czyszczenia syfu po moich papugach 🙂 i krem „Baby nappy cream”, który jest dobry do nakładania na noc na dłonie 🙂 Warty kupna jest także zapach do wc kwiatowy marki W5 „Floral fantasy” 🙂

Mydło w płynie migdałowe- wiadomo, mydło ważna rzecz! Tak było, JEST i powinno być. W toalecie zawsze na umywalce stoi butelka mydła. Do tej pory kupowałam te z Actiona. A teraz skusiłam się na lidlowskie o zapachu migdałowym. I to był strzał w 10! Bardzo dobrze się pieni, oczyszcza a dłonie cudnie pachną migdałami 🙂 Od tej pory, tylko to mydło! Polecam!

Spokojnej kwarantanny i dużo mydła! 🙂

PASEN, CZYLI WIELKANOC

Holendrzy nie traktują świąt Wielkanocy tak religijnie, jak Polacy. Elementem świąt są dni wolne od pracy i krótki odpoczynek w Niedzielę Wielkanocną- Eerste Paasdag i Poniedziałek Wielkanocny- Tweede Paasdag.

Przed świętami Holenderki szturmują Actiona w poszukiwaniu ozdób wielkanocnych, a te pojawiają się już nawet 3 m-ce przed Wielkanocą. Domy dekorowane są kompozycjami z tulipanów, żonkili, czy hiacyntów. Do tego mnóstwo zajączków i kolorowych jajek.

Wielkanoc w Holandii, to święto jajek czekoladowych 🙂 Tradycją jest paaseieren zoeken, czyli szukanie czekoladowych jajeczek w ogródku. A ukrywa je paashaas- wielkanocny zając. Przy śniadaniu wielkanocnym, które jest w niedzielę, odbywa się eitje tik, czyli stukanie ugotowanym jajkiem w drugie jajko. Trzeba uważać, aby skorupka nie pękła, inaczej się przegrywa 🙂

Kolejną tradycją są wielkanocne ogniska- paasvuur. W prowincjach wschodnich i północnych rozpalane są wielkie ogniska. Zbieranie materiału (palet, desek, gałęzi) trwa wcześniej nawet parę miesięcy. Im większy ogień, tym lepiej. Jest to zwyczaj wywodzący się z czasów pogańskich. Do Księgi Rekordów Guinnessa w 2012r wpisało się ognisko z miejscowości Espelo, które miało prawie 46m wysokości!

Na świątecznym stole Holendrów nie może zabraknąć paasstol, czyli słodkiej bułki z dużą ilością bakalii i marcepanu (oni w ogóle mają świra na punkcie marcepanu). Do tego duuuuużo jajek, pieczywo, masło w kształcie baranka, ser i wędlina.

„Pasja według Świętego Mateusza” to dzieło Jana Sebastiana Bacha zawsze wykonywane w Concertgebouw w Amsterdamie w Wielki Piątek. Podobno trzeba tam być przynajmniej raz w życiu.

W Niedzielę Wielkanocną sklepy są zamknięte, więc Holendrzy spędzają czas z rodziną: na spacerach lub na przejażdżkach rowerowych. W Poniedziałek Wielkanocny niemal wszystko już otwarte, w tym woonboulevard, czyli sklepy z wyposażeniem wnętrz, więc Holendrzy ruszają najczęściej właśnie tam 😉

Jajek i tulipanów nigdy dosyć w Wielkanoc 🙂 Wesołych Świąt! Fijne Pasen!

STROOPWAFEL

Stroopwafel, czyli wafel z syropem- to rodzaj holenderskich ciastek. Na jeden stroopwafel składają się dwie okrągłe waflopodobne warstwy oraz nadzienie z syropu, brązowego cukru i masła pomiędzy nimi. Do nadzienia mogą zostać dodane substancje smakowe, np. cynamon, karmel lub wanilia. Tradycyjna metoda ich przygotowania polega na przecięciu świeżo upieczonego, gorącego wafla przez środek na pół, rozsmarowaniu nadzienia po wewnętrznej stronie i połączeniu.

Stroopwafel, to stary holenderski przysmak, wynaleziony w 1784r w Goudzie przez tamtejszego piekarza Gerarda Kamphuisena. Jeden z najstarszych zachowanych przepisów podaje, że wafle pieczono używając resztek ciast. Stroopwafle były bardzo tanie, dlatego nazywano je ciastkami dla ubogich. Do 1870r wafle były popularne jedynie w Goudzie i okolicach. Dzięki sprzedaży podczas targów i uroczystości na rynku, zyskały popularność w całym kraju. Obecnie są najpopularniejszym dodatkiem do kawy i herbaty w całej Holandii.

Holendrzy zwykle jedzą je popijając filiżanką kawy, herbaty lub kakao. Niektórzy przed konsumpcją kładą je na kubku z gorącym napojem, aby roztapiający się w ten sposób karmel, zmiękczył ciastko i wydobył jego smak 🙂 Praktykowane jest także podgrzewanie wafli w kuchence mikrofalowej, lub podsuszanie, trzymając je w otwartym opakowaniu.

Dzisiaj stroopwafle można kupić praktycznie w każdym supermarkecie. Poza granicami kraju, fabrykę ciastek otwarto w 2009r w Casablance. Zdobyły także popularność w Niemczech i RPA. W Nowym Jorku sprzedawane są miniaturowe wafelki, częściowo pokryte czekoladą pod nazwą Dutch Moon Cookies 🙂

W 1979r powstała nawet holenderska grupa muzyczna pod nazwą The Amazing Stroopwafels, a w Polsce oryginalne ciastka można kupić od 2009r.

Waflownica żeliwna do pieczenia ciastek
Są pyszne!

KRYZYS W BRANŻY KWIATOWEJ

Holandia kojarzy się z tulipanami i wieloma innymi kwiatami. Niestety nad tym sektorem zawisły czarne chmury. Koszmarny wirus powoduje plajtowanie szklarni z kwiatami, zamykanie kwiaciarni i zwalnianie ludzi. Nie ma popytu na rośliny. Kwiaty są masowo wyrzucane do kontenerów, lub sprzedawane po bardzo zaniżonej cenie. Ostatnio nawet, służba zdrowia otrzymała bukiety w ramach podziękowania za pomoc ludziom…Widziałam osoby wracające z pracy z bukietami pięknych kolorowych róż…Na Marketplace jest mnóstwo ogłoszeń o sprzedaży różnych, różnorakich kwiatów: doniczkowych i bukietów, tulipanów, bratków a nawet palem.

Sytuacja jest dramatyczna. W jednej z największej firm Royal Flora Holland, w piątek 13 marca (!) trzeba było zniszczyć 20% towaru, bo nie było chętnych do kupienia. Ceny kwiatów zmalały o połowę. Firma organizuje ok 30 aukcji kwiatów i roślin dziennie o wartości ok 8 mln euro. Holenderski sektor kwiatowy zatrudnia 150 tys ludzi a ok 35% światowego eksportu kwiatów o wartości 6,2 mld euro rocznie, przechodzi przez Holandię.

Na lotnisku Amsterdam-Schipol, o tej porze roku jest mnóstwo stoisk tulipanów, amarylisów i innych kwiatów ogrodowych. Ceny nie są duty-free, ale stawia się na jakość: ogromne kielichy tulipanów, albo 4 pałki amarylisów- każda po 5 kwiatów.

W piątek, 13 marca, słynny ogród Keukenhof, odwiedzany przez miliony turystów rocznie, ogłosił, że będzie zamknięty do końca kwietnia. Udało nam się go odwiedzić w zeszłym roku. Kwiaty kwitną do połowy maja, więc dla własnego bezpieczeństwa lepiej odpuścić tę atrakcję teraz w ogóle.

Holenderski kwiaciarz Paul Deckers, który od 34 lat dostarczał kwiaty do Watykanu z okazji wielkanocnego kazania papieża na placu Świętego Piotra, poinformował na swej stronie w Facebooku, że w tym roku nie będzie dostawy z Holandii.

Szybka wyprzedaż