WILLA, JAK Z HOLLYWOOD

Oprócz pięknych, ciepłych wnętrz w domach krytych strzechą, w Holandii można też znaleźć wille pełne przepychu, z dodatkami w stylu glamour i w kolorze złota. Nawet ogród wygląda, jakby znajdował się w Los Angeles 🙂 Wnętrze wygląda, jak wyjęte z serialu „Dynastia” 😁 Dla jednych, to hit a dla innych kit.

Już drzwi wejściowe robią wrażenie: szerokie, dwuskrzydłowe, przeszklone. Po wejściu do domu, pierwsze, co widzimy, to duży, kamienny wazon z kwiatami. Na filmach widziałam takie, stojące na okrągłych stolikach.

Korytarze lśnią. Zasłony, obrazy i stoliki z kwiatami w kolorze złota+ wielkie szklane drzwi.

Salon także pełen złota, do tego beże, brązy i trochę bieli. Wszystko poprzetykane zielonymi roślinami i kwiatami w wazonach.

Kuchnia o-gro-mna! Chyba pierwszy raz w holenderskim domu widzę taką kuchenną przestrzeń 😜 Na środku wielki stół, meble w białym kolorze z czarnymi blatami i złotymi gałkami. Taki też jest żyrandol. Kuchnia posiada AŻ trzy okna z błękitnymi zasłonami. Znalazło się też miejsce na duże rośliny doniczkowe 🙂

Sypialnie duże z pięknymi oknami od sufitu do podłogi. Oczywiście też w kolorach beżu i złota. Garderoba nie jest przestronna, ale za to z szafą na całą długość ściany. Gdybym miała wybierać między sypialniami, to zdecydowałabym się na tą drugą 🙂

Na koniec zostawiłam zdjęcia łazienki, która zwaliła mnie z nóg 😳 Taką nie pogardziłaby niejedna gwiazda Hollywood 😁

Zdziwiło mnie to, że jest tutaj tylko prysznic. Spodziewałam się raczej wypasionej wanny. Zatkało mnie na widok stolika i krzeseł a także złotych zasłon. Resztę jeszcze bym przeżyła 😜

Ogród pewnie wyszedł z pod ręki wykwalifikowanego ogrodnika 🙂 Starannie przycięty żywopłot, mrozoodporne palmy (a tych akurat w Holandii jest wiele w ogródkach), zadbany, sporych rozmiarów staw, mnóstwo kamiennych figurek, latarnia, niebieski domek ogrodowy i piękny taras z donicami pełnymi kwiatów 🙂

Gdybym miała cokolwiek wybrać z tego domu pełnego błysku, to wybrałabym ogród 😊 Mimo, że oprócz roślin, posiada wiele elementów dekoracyjnych, to jednak ma urok. Sam dom, to dla mnie kit, bo po prostu nie lubię takiego przepychu i stylu.

PIĘKNE WNĘTRZA NA WSI

Są w Holandii takie malutkie miejscowości, że nawet sklepu nie ma. Są za to szklarnie, pola uprawne i ścieżki rowerowe 🙂 Oprócz tego, stoją naprawdę okazałe domy z czerwonej cegły, z dachami krytymi strzechą, pięknymi okiennicami i dużymi ogrodami. W środku jest sielsko i przytulnie.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to dużo drewna, cegła i płytki. Ja fanką płytek (oprócz tych w łazience i trochę w kuchni) nie jestem, ale te brązowe na podłodze mi się podobają. Cegła też świetnie wygląda w domu, a o drewnie nawet nie wspomnę, bo wiadomo, że to jest coś, co nadaje wnętrzu totalnego klimatu. A ja lubię wszystko, co drewniane 😊

Salon jest oczywiście duży, cały w płytkach i drewnianych krokwiach. Podobają mi się też duże okna z zasłonami i kominek. Jedyne, co ja bym zmieniła, to stolik: tu jest szklany, a dla mnie najlepszy by był drewniany, np skrzynia.

Jadalnia, standardowo połączona z salonem. Duży, drewniany stół i rattanowe krzesła. Nie jestem fanką tak wielkich krzeseł, ale rattan jeszcze zniosę 😜 Z sufitu zwisają oczywiście, bezpośrednio nad stołem lampki a na stole świeże kwiaty. Mnie się podoba 🙂

Kuchnia też bardzo mi się podoba 🙂 Jest na tyle duża, że mieści się w niej spory stół z krzesłami. Fantastyczne okna i szafki kuchenne+ stylowy okap i zlew vintage, który jest teraz szalenie modny. Ja bym oczywiście zrobiła dwie rzeczy po swojemu: w oknach delikatne, krótkie firanki i inny kolor mebli. Holendrzy się kolorów nie boją, więc nie dziwi mnie tutaj pistacjowy.

Korytarz- bajka 😊 Długi, podłoga drewniana, drewniane poręcze schodów i drewniana komoda. Sama bym takiej z chęcią poszukała na pchlim targu albo w kringloopie. Ten korytarz kojarzy mi się z filmami produkcji amerykańskiej, bo tam też mają takie długie korytarze- szczególnie w horrorach 😜

Pokój do pracy- marzenie 😊 Stylowe biurko i regały. Do tego wygodny fotel z malutkim stoliczkiem, idealne do czytania. Ja od siebie dodałabym inną lampę, taką z dużym abażurem.

Jedna z sypialni. Piszę jedna, bo ta wydała mi się najciekawsza, a jest ich w tym domu kilka. Tu nowoczesna przesuwana szafa miesza się z okrągłym retro stolikiem kawowym. Łóżko należy raczej do tych nowoczesnych, ale z tego, co widzę, szafki nocne, już nie. Widać też białą komodę, a na niej puszki vintage i radyjko chyba w stylu retro 🙂

W łazience też widać styl retro, np mała drewniana szafka, stojak na ręczniki, czy płytki. Niestety więcej zdjęć nie posiadam i nie widać, czy jest tu wanna, czy prysznic i jak wyglądają :/

Wiadomo: tuinhuis, czyli domek ogrodowy musi być 🙂 Ten jest naprawdę sporych rozmiarów, posiada zadaszenie, pod którym stoi mały stolik z krzesłami. Bezpośrednio przed domem, znajdują się dwa zestawy wypoczynkowe: jeden drewniany z dużym stołem a drugi rattanowy, obydwa z wielkimi parasolami. Wsystko otoczone zielenią: drzewa, krzewy, kwiaty, winorośl 🙂

Miejsce na mini oczko wodne też się znalazło 😊 Otoczone jest paprociami, wybija z niego malutka fontanna a obok stoi kamienna czapla.

Gdybym miała kupę kasy, to tak wyglądałby mój dom marzeń 😊

BREDA- „POLSKIE” MIASTO

Dzień Chłopaka wypadł akurat podczas naszego urlopu, więc wpadłam na pomysł, żeby pojechać do Bredy. Pan Mąż mógł wreszcie zobaczyć czołg Pantera 🙂

Breda leży w prowincji Noord Brabant, czyli w Brabancji Północnej. Wyczytałam ciekawostkę: dla rodzimych mieszkańców tej prowincji, ich kraj kończy się na rzece Mozie. Wyżej zaczyna się kraina, gdzie mieszkają „Hollanders”, czyli niesympatyczni ludzie z północy 🙂 Breda jest trochę holenderska a trochę flamandzka i bliżej jej do belgijskiej Antwerpii.

Troche historii

Breda ma ogromny związek z Polakami. W czasie niemieckiej okupacji, we wrześniu 1944r, mieszkańcy Bredy skrycie słuchający radia BBC, słyszeli o Powstaniu Warszawskim i bohaterskiej walce Polaków o swoją stolicę i sami czekali na wyzwolenie. 29 października 1944r do ich miasta wkroczyli polscy żołnierze. Mieszkańcy gorąco powitali Pierwszą Polską Dywizję Pancerną pod dowództwem Gen Stanisława Maczka. Żołnierze byli skoszarowani w mieście do wiosny 1945r. Wyzwolili Bredę a na ich cześć, w ratuszu znajduje się tablica upamiętniająca wyczyn polskich bohaterów. Jedna z głównych ulic nosi nazwę Generaal Maczekstraat.

W parku, przy ulicy Gen Maczka, postawiono pomnik upamiętniający wyzwolicieli, z polskim orłem zmagającym się z niemieckim i napisem: „W podziękowaniu naszym polskim wyzwolicielom 29 października 1944”.

Po drugiej stronie ulicy, stoi niemiecki czołg Panther- prezent polskich żołnierzy dla miasta. 70letnia tradycja zrobiła swoje i czołg nazywany jest po prostu „polskim czołgiem”.

W Bredzie znajdują się trzy polskie cmentarze wojskowe, gdzie spoczywają polscy żołnierze. Główny cmentarz nosi oficjalną nazwę: Polski Honorowy Cmentarz Wojskowy w Bredzie. Znajduje się przy ulicy Ettensebaan 30, gdzie spoczywa sam Gen Maczek. Gen Stanisław Maczek zmarł 11 grudnia 1994r w wieku 102 lat w Szkocji. Jego życzeniem było być pochowanym wśród swoich żołnierzy. Na cmentarzu, co roku odbywają się uroczystości z okazji wyzwolenia Bredy. Na cmentarz można wejść i zapalić znicz.

Centrum

Grote Markt, czyli rynek, to centrum miasta z licznymi knajpami, restauracjami i barami. Obok rynku stoi Grote Kerk, czyli Duży Kościół- piękna gotycka budowla z 1410r. Wieża kościoła ma 97 metrów i można na nią wejść. My nie skorzystaliśmy.

Stare miasto otacza kanał z parkiem i zamkiem Kastel van Breda, w którym mieści się Królewska Akademia Wojskowa. Historia zamku ma swoje początki w 1353r Był on posiadłościa królewskiego rodu Orańskiego. Zwiedzać go można tylko z przewodnikiem. Zrobiłam zdjęcie tylko częściowo, bo reszty nie wolno fotografować- pan pokazał ręką, że jest zakaz.

Do zamku prowadzi nieduży most, przy którym umieszczonych jest mnóstwo kłódek z imionami ludzi 🙂

Wizyta w Bredzie nie trwała długo, bo chcieliśmy zobaczyć głównie pamiątki na cześć naszych żołnierzy. Będąc blisko miasta warto tam podjechać i zwiedzić chociaż to, co my 🙂

STYLOWY DOM

Holendrzy mają swój styl i dla mnie jest to styl, który warto naśladować 🙂 Ich domy i mieszkania są estetyczne, posiadają meble i dodatki, które nigdy nie wyjdą z mody, np drewno.

W Holandii jest mnóstwo domów krytych strzechą, z dużymi oknami i pięknymi ogrodami 💚 W moim mieście, znajduje się dzielnica Cita Romana, w której są tylko takie domy- wszystkie białe, z dachami ze strzechy. Takie domy mają zazwyczaj duże, piękne salony z kominkami, ogromnymi oknami i mnóstwem drewna. Uwagę trzeba też zwrócić na meble i dodatki 😊 Kiedyś miałam inny gust: podobały mi się nowoczesne meble i dodatki. A w zasadzie, niemal zero dodatków. Teraz lubię wnętrza z dużą ilością drewna, ciepłe światło, dużo poduszek i kwiatów. Czyli, tak, jak jest w holenderskich domach- np tym na zdjęciu wyżej. A poniżej gustowne pomieszczenia 😊

Salon jest ogromny, z drewnianą podłogą i sufitem. Na jednej ścianie wielki kominek a przed nim komplet wypoczynkowy z poduchami, otoczony lampami. Ława też jest pokaźnych rozmiarów. Niemal zawsze stoją na takich ławach świece. W salonie dojrzeć też można sekretarzyk i brązowy kredens. Całości dopełniają olbrzymie okna z zasłonami, które raczej nie są zasuwane 😛

Kuchnia także ma porządny metraż. Jest na tyle duża, że mieści się w niej wyspa i stół z krzesłami i ławą. Pistacjowy kolor i okna nadają lekkości i nie przytłacza to pomieszczenia, mimo tylu mebli.

Salon najwyraźniej jest podzielony na mniejsze części, bo znajdują się tam jeszcze dwa małe stoliki. Każdy z nich stoi przy dużym oknie. Mnie odpowiada ten pierwszy, bo kolor ścian jest jasny, na suficie krokwie, na parapecie lampy a w ścianę wbudowana jest witryna.

Schody są szerokie ze świetną drewnianą poreczą. Do tego okno z zasłonami i niewielka komoda z obrazem 🙂

Łazienka duuuża 🙂 Mieści się w niej i wanna i prysznic. Wszystko w jasnych płytkach, co jeszcze bardziej powiększa przestrzeń. Na uwagę zasługują dwie umywalki zabudowane w drewnie- jasnym. W łazienkach zazwyczaj są małe okienka. Tu: wielkie z zasłonami 🙂

Sypialnia takich rozmiarów, to marzenie pewnie wielu ludzi 🙂 Jest miejsce na ogromne łóżko i nawet szafę. Z tym, że tutaj tej szafy nie ma. Są za to dwa duże (a jakże) okna, fotele a nawet mała kanapa.

Gabinet z pięknym stylowym biurkiem. Do tego kominek, regał z książkami, fotele i obrazy na ścianach. Ja bym oczywiście dostawiła więcej półek na książki 😛 Poza tym, przy takim oknie, z widokiem na ogród, to można sobie popracować… 😊

Dom ogólnie prezentuje się świetnie i uważam, że nawet amerykańska willa nie „dorasta mu do pięt” 😜

MINĄŁ WRZESIEŃ…

Urlop się skończył i trzeba było wrócić do pracy. Za oknami jesień pełną gębą 🍁🍂☔. Pierwszy tydzień mieliśmy gorący. Reszta deszczowa. Teraz wieje i leje na zmianę. W nocy, ostatnio nawet burza była 😊

Najważniejsze, że udało nam się w miarę uporządkować ogródek. Chwastów wyrwaliśmy od groma. Było trochę ostów, pokrzyw, nawet poziomki! Reszta, to trawa i bambus. Ktoś był taki „mądry” i obsadzil tym całe podwórko. W zasadzie, to może i niecałe, bo wystarczy tego trochę i potem bez problemu się rozrasta. Bambus zawsze mi się podobał. Tyle, że ten nie był kontrolowany i jest go teraz pełno. Jego pędy przebijają się nawet między płytami chodnikowymi. Wypuszcza je wszędzie a wyciąć go, to nie lada wyczyn 😬😒 Najgorsze zostało potraktowane sekatorem. Reszta na wiosnę. Znajomy Holender opowiedział nam o torturach bambusem w Wietnamie. Podobno nacinali ludziom skórę a roślina wbijała się w ciało. Znalazłam nawet informację o tym w internetach. Nie chcę już bambusa! Oczko wodne niemal opróżnilam. Ale zaczęło lać i od nowa pełne. Ono też poczeka na wiosnę- będzie likwidowane. Ślimaków mnóstwo. Miały „raj na ziemi”, ale ogródek zrobił się łysy i się zwinęły.

Wybraliśmy się także do Xenosa (sklep z wyposażeniem: meble do domu, np komody i różne gadżety, m.in kuchenne). Szukałam chlebaka. Znalazłam ostatnią sztukę- obok ceny napisane było, że z bambusa 😳 Oprócz tego dzbanek. Biały, prosty, za 7 euro.

W Xenosie było też stoisko z drewnianymi rzeczami, typu łyżki kuchenne, solniczki, pieprzniczki, miski, miseczki, tace i różnych kształtów deski do krojenia 😊 Wyszłam z jedną deską i łyżką.

Natknęłam się też na regały z czarnymi rzeczami do kuchni 😊 Ciekawie wyglądały, ale darowałam sobie kupno, bo nic by nie pasowało do obecnego koloru kuchni.

I jeszcze regał z fajnymi gadżetami w holenderskie motywy 😀 Kupiłam rękawicę kuchenną w niebieskie wiatraki. Są to rzeczy, które warto kupić na pamiątkę.

Zrezygnowałam z zakupu białego biurka, które wypatrzyłam w kringloopie. Pojechaliśmy obejrzeć je jeszcze raz i wtedy zobaczyłam, że ma mnóstwo skaz, m.in brak gałek przy szufladkach, a dolne szuflady były zdezelowane tak, że odpadało im dno :/ No i cena była wysoka, bo aż 60 euro. Pan Mąż powiedział, że na jego wzór mogę zaprojektować sobie nowe i stolarz zrobi.

Papugi znalazły sobie nowe miejsce do rozrabiania. Upodobały sobie kuchnię, szczególnie koszyk z przyprawami. Obgryzają wszystko, jak leci.

A tak wygląda nasz pierwszy tydzień po urlopie 😜

ZAMIAST OSŁONKI NA STORCZYKA…

Ostatnio odwiedziła mnie dobra koleżanka. W prezencie, do nowego domu, dostałam od niej storczyka o pięknym kolorze.

Znowu trzeba było kupić osłonkę na tę plastikową doniczke, w której rośnie kwiatek. Skąd wziąć? Należy udać się do kringloopa 😁 Tak, wiem, siedzę tam często. Ale po co przepłacać w ogrodniczym, skoro tam za centy można cuda na kiju znaleźć 🙂 Wpadłam tam i poszłam w regał z drewnianymi pierdołami. W oko wpadły mi drewniane gruszki 🍐🍐 Mam już jabłka 🍎🍎 więc gruszki do kompletu też muszą być 😛

Potem przeniosłam wzrok na talerze, półmiski i inne takie… A że akurat rozkładali nowy towar, to przejrzałam to i owo. Co znalazłam? Za 2 euro taki płaski półmisek na ser 😊

Pan Mąż zaopatrzył się wcześniej w nożyce do cięcia żywopłotu. Trzeba było wyrównać tę zieleninę przed zimą. Jednak ciąć ✂✂ to, wcale nie jest taką prostą sprawą. Próbowałam sama. W kringloopie mąż znalazł za 12 euro elektryczne „nożyce”-trymer firmy Makita. Nie są nowe, mają ślady użytkowania, ale są w dobrym stanie. Teraz z żywopłotem pójdzie łatwiej 🙂

Co jeszcze było? A np taki wielki słój ozdobny z dużymi makaronowymi muszlami. Szkoda, że mam mało miejsca w kuchni…

Zegar na kuchenną ścianę: piękny, duży, ciężki, żeliwny 😊 Ja już zegar mam. Mały, niestety plastikowy, w kształcie patelni z jajkiem sadzonym 🍳

Wśród ozdobnych szkieł, popielniczek, karafek i innych kryształów, zerknęłam na takie małe coś we wzorek kart do gry 🃏

Zawsze oglądam też drewniane ozdoby, jak np afrykańskie maski, zwierzęta czy naczynia. Bardzo mi się podobają, bo pasują do stylu kolonialnego 😊 Ale nawet w kringloopie są pieruńsko drogie. Jedną taką maskę przyłożyłam do twarzy, jak w filmie „The Mask” 🎭😂

Aaaa, i na koniec muszę wspomnieć, że o osłonce zapomniałam… 😒😂

HAGA-SCHEVENINGEN

W pewien ciut wietrzny, deszczowy, ale ciepły dzień, wybraliśmy się do Hagi. Do tej pory byliśmy tam 2 razy- raz przejazdem, a za drugim razem w Madurodamie (parku miniatur). Teraz przyszedł czas na zobaczenie najpopularniejszego kurortu Holandii, czyli plaży, mola i deptaka w dzielnicy Scheveningen.

Scheveningen kiedyś było małą wioską rybacką. Z Hagą łączyła ją tylko jedna ścieżka. Z biegiem lat, zamożni mieszczanie zaczęli dostrzegać uroki pięknej plaży i nadmorskich spacerów. Dlatego wioska rozrastała się, bo zaczęto budować okazałe rezydencje. Scheveningen zyskało status kurortu dla bogaczy i wraz z rozwojem Hagi, stawało się coraz popularniejsze.

Na plaży wznosi się piękny hotel Kurhaus. Jego pełna nazwa brzmi Grand Hotel Amarath Kurhaus The Hague. Robi naprawdę duże wrażenie. Zresztą wg mnie jest podobny do naszego sopockiego Grand Hotelu 😊 Budynek wzniesiono w latach 1884-1885. Został zaprojektowany przez niemieckich architektów i posiadał wielką salę koncertową i 120 pokoi. Lata 60te przyniosły kurortowi kryzys, bo popularne stały się podróże zagraniczne. Holendrzy porzucili swoje plaże na rzecz tych zagranicznych. Hotel zaczął popadać w ruinę. Na szczęście nie dopuszczono do tego, znalazły się pieniądze na remont i został wpisany na listę zabytków. Ponownego otwarcia dokonała księżniczka Beatrix.

Widok od strony ulicy
Widok z plaży

Molo w Scheveningen, to kolejna wizytówka kurortu. Konstrukcja wcina się w morze na długość prawie 400 metrów i jest dwupoziomowa. Na dole mieszczą się sklepiki z pamiątkami i liczne bary i kafejki: można zjeść burgera, gofra albo wypić drinka. Na górze także jest kilka knajpek. Do molo przylega diabelski młyn i wysoka wieża, z której można skoczyć na bungee. Pierwsze molo zbudowane było z drewna i nosiło imię królowej Wilhelminy. Otwarte zostało w 1901r. Konstrukcja nie przetrwała jednak II wojny światowej. Molo, które widzimy dziś, zostało otwarte w 1959 r.

My nie zwiedzaliśmy całej Hagi. Jak wcześniej pisałam, chcieliśmy zobaczyć hotel, molo i bulwar. Czytałam, że w okresie letnim plażowiczów jest od groma i znalezienie miejsca parkingowego graniczy z cudem. My pojechaliśmy tam w tygodniu i pod koniec września. I tak ledwo udało mam się znaleźć wolne miejsce. Na szczęście udało się zaparkować blisko hotelu i mola. Stwierdziliśmy, że godzina nam wystarczy na zobaczenie najważniejszego. A guzik. Godzina, to mało. Nie przeszliśmy całego bulwaru z knajpami i sklepikami. Skierowaliśmy się od razu na molo. Spacer zaczęliśmy od górnej części, do której prowadzą schody z deptaka.

Po drodze stwierdziliśmy, że zrobimy sobie jazdę na diabelskim młynie. Pamiętam, że będąc w Trójmieście, jeździliśmy na takim w Gdyni i widok na port był super 🙂 Doszliśmy do końca mola, gdzie są dwa zejścia na dół: jedno do wieży widokowej ze skokami i drugie do koła. Bilet: 9€. W Gdyni zapłaciliśmy 50zl od osoby, ale to był sezon letni. I tu muszę napisać, że żałowałam, że w ogóle wlazłam do tej kabiny na młynie. Jak w Gdyni był dzień słoneczny i bezwietrzny, tak tu zachmurzony i na plaży wiało. Co za tym idzie? Bujało nami i niemal zeszłam na zawał 😳😬😵 Prawie oczu nie otwieralam i z samego szczytu plaży i morza nie widziałam. Czekałam, aż wreszcie się to ustrojstwo zatrzyma. A obrotów było chyba ze 4!

Po wyjściu z tego przeklętego koła, udaliśmy się dołem na plażę. Pan Mąż kupił gofra, bo mu pachniało 😀 I znowu przekonałam się, że holenderskie plaże są piękne i szerokie. Morze było wzburzone i wyglądało cudnie 😍🌊 W wodzie było sporo surferów. Ludzie nawet w kurtkach chodzili boso i miałam ochotę zrobić to samo 😊 Do hotelu od strony plaży, blisko nie podchodziliśmy. Wolałam gapić się na fale, mewy i muszle 🐚Chcemy tu przyjechać, gdy będzie ciepło i bezchmurnie, bo podobno zachody słońca są tu piękne 🌅

Pozwolę sobie porównać Scheveningen do Sopotu 😛 Obydwa hotele są piękne i położone na plaży. Holenderska plaża jest jednak ładniejsza, bo baardzo szeroka. Molo? Wygrywa to w Sopocie. Jest dłuższe (część spacerowa wynosi 511,5 m, a 458m wchodzi w morze), bardziej zadbane, czystsze i jest na nim tylko jedna restauracja, co jest dla mnie akurat plusem 🙂 Więc 2:2. Ale! W Sopocie, schodząc z plaży, mijając knajpy, schodzimy na ścieżkę rowerową i park, łączący Trójmiasto. Jest zielono i spokojnie. A w Scheveningen wychodzimy na ruchliwą ulicę pełną hoteli, barów i tramwajów. Zero spokoju i zieleni. Więc 3:2 wygrywa jednak Sopot 😊 Mimo to, uważam, że będąc w Holandii, warto odwiedzić kurort, jak i całą Hagę 😀

MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ KAWY

Ten wpis powstał na wieczór, a powinien rano przy kawie ☕☕ Dowiedziałam się niedawno, że 29 września mamy święto kawy 😊

Ja kawę lubię i piję codziennie rano. Musi być ta zwykła, czarna, fusiasta, gorąca i często ze zwykłym mlekiem. Kiedyś nie lubiłam jej pić, a teraz nie wyobrażam sobie dnia bez kubka kawy. Bo w kubku smakuje mi najlepiej 😄 Muszę też napisać słów kilka na temat picia tego napoju przez Holendrów, bo już dawno zauważyłam, że oni jej piją baardzo dużo…

W Holandii podobno wypija się codziennie 6,5 mln litrów tego napoju. I też miliony zarabia się na kawie. Jest tutaj nawet jej festiwal w Amsterdamie. Tu nie pija się samej wody, tylko kawę. To właśnie Holendrzy sprawili, że mała czarna jest teraz popularna na całym świecie 🌍🌎🌏 Początkowo napój znany był tylko w Afryce Wschodniej. Potem stał się znany w krajach arabskich. Znana nazwa „mokka” pochodzi od miasta Mokka w Jemenie. To właśnie z Mokki holenderscy żeglarze wywieźli w XVII wieku Coffea arabica na indonezyjska wyspę Jawę, gdzie roślina świetnie się przyjęła. XVII wiek był Złotym Wiekiem Niderlandów a wypełnione towarem statki ze sprytnymi kupcami pływały po morzach i oceanach całego świata. Wiedzieli, że na kawie da się zarobić. Dlatego rośliny kawowca wywieźli m.in do Sri Lanki i krajów Ameryki Południowej 🙂 Holendrzy twierdzą nawet, że pierwszym największym centrum sprzedaży i konsumpcji kawy był Amsterdam. Początkiem ogólnoeuropejskiej popularności kawy był rok 1715. Wtedy to burmistrz Amsterdamu podarował roślinę kawowca królowi Francji, Ludwikowi XIV. Od tamtej pory i Francja pokochała czarny napój. Początkowo na picie kawy mogli pozwolić sobie tylko najbogatsi. Potem to się wreszcie zmieniło i kawa była popularniejsza od piwa. Na początku XVIII wieku w dużych miastach takich jak Amsterdam czy Haga, zaczęły powstawać coffiehuizen, czyli pijalnie kawy. Holendrzy zarabiają na kawowym biznesie od początku. Jednym z największych producentów na świecie jest firma Douwe Egberts- założona w 1753 roku w małym fryzyjskim miasteczku Joure.

Już wiadomo, że kawa w Holandii była, jest i będzie. W pracy automat do kawy jest zawsze. Na każdej pauzie pija się kawkę. W domu goście częstowani są kawą. Najlepiej z ciasteczkiem 🍪☕ Ciastka są podawane w różnych, kolorowych, metalowych puszkach, które uwielbiam 😊 Holendrzy posiadają w domach ekspresy do kawy i to nawet takie bardzo nowoczesne. Ogólnie tradycją jest podawanie filiżanki kawy z ciastkiem. Jeżeli zaprosi się Holendra do siebie- także w dobrym tonie jest zaproponowanie kawki i ciastka. A takie mamy tu rodzaje ciastek:

Będąc w Holandii, warto zakupić kilka rodzajów tutejszych kaw, bo są naprawdę dobre 🙂

HURAAA! JESIEŃ 🍂🍁

Naszło mnie takie przemyślenie, że kiedy byłam mała, moją ulubioną porą roku było lato 🌞🌳🌾. I trochę też zima, szczególnie czas Bożego Narodzenia ❄⛄. Potem zmieniło mi się i lubiłam wiosnę 🌼🌻🌿 A teraz uwielbiam jesień 🍂🍁🎃🍄

Najbardziej lubię właśnie jesień, chyba dlatego, że wtedy kończą się upały, które ciężko znoszę. I dlatego też, że robi się szybciej ciemno, a ja lubię wieczory i noc. Wieczory z książką. I jest zmiana czasu, więc i pospać można tę godzinę dłużej 🙂 I dzisiaj jest taki kolorowo- jesienny wpis ze zdjęciami, które bardzo mi się spodobały.

W 2020 roku, na półkuli północnej, jesień zaczęła się 22 września i potrwa do 21 grudnia. Wiele osób mówi, że ta pora roku w Polsce, kojarzy im się zazwyczaj z nostalgią i smutkiem. Może ze względu na pogodę, krótkie dni i Święto Zmarłych, które ja akurat lubię. I lubię wtedy wygląd nekropolii, szczególnie wieczorem. A mnie jesień kojarzy się z przyjemnym chłodem, deszczem (a w Holandii, nie dość, że leje, to jeszcze porządnie wieje), kolorowymi liśćmi w parku, czy lesie, grzybami, wrzosami, dyniami, żołedziami,kluczami ptaków🍄🎃☔☁😊 Jest taki wiersz Juliana Tuwima pt „Wspomnienie”, w którym pisał, że „Mimozami jesień się zaczyna, złotawa, krucha i miła”. Utwór wykorzystał Czesław Niemen, wykonując go jako piosenkę.

Znalazłam też mnóstwo ładnych cytatów jesiennych. Oto kilka, które szczególnie mi się podobają:

„Gorycz poranka i słodycz jesieni dopiero w późnym wieku się ceni”- Jan Sztaudynger

„Życie ma swój ustalony biologiczny rytm. Od czasu do czasu burze przerywają jego bieg, ale wiosna, lato, jesień, zima, następują po sobie jak urodzenie, życie, śmierć. Tyle, że przyroda zmartwychwstaje. My-nie.”- Zofia Kucowna

Jesienią, jesienią, sady się rumienią, czerwone jabłuszka pomiędzy zielenią”- Maria Konopnicka

Jesień to druga wiosna, kiedy każdy liść jest kwiatem”- Albert Camus

„O szyby deszcz dzwoni, dzwoni. Deszcz dzwoni jesienny i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny”- Leopold Staff

Jesienią nie idź do jubilerów, aby zobaczyć złoto. Idź do parków!”- Mehmet Murat Ildan

Przysłowia nawiązujące do jesieni też są ciekawe i dotyczą zmian pogodowych, przepowiadających aurę na najbliższe miesiące pór roku 🌷🌞☔❄ Np takie:

Gdy w kwietniu ciepłe deszcze padają, pogodną jesień zapowiadają.

Bartłomiej ukazuje, jaka jesień następuje.

Gdy jesień zamglona, zima zaśniezona.

Na koniec sierpnia śniegiem okryte góry, jesień bez chmury.

Gdy łagodna jesień trzyma, będzie krótka, ostra zima 😊

A czy są filmy odpowiednie do obejrzenia akurat w jesienny wieczór i do tego z jesienią w tle? A są 😊🎥 Oto kilka tytułów, które polecam:

„Halloween„- jest kilka filmów z tym słowem w tytule. A ten jest najnowszy, bo z 2018r. Ostatnia konfrontacja Laurie Strate z prześladowca, przed którym uciekała 40 lat wcześniej. Dla fanów grozy, jak znalazł 😁

„Miłość w Nowym Jorku”- komedia romantyczna o 50- letnim playboyu, który pewnej pięknej jesieni poznaje 21- letnią Charlotte. Warto obejrzeć ze względu na jesienny Nowy Jork 🙂

„Kiedy Harry poznał Sally”- kultowa komedia romantyczna, w której spora część filmu rozgrywa się także w jesiennej scenerii Wielkiego Jabłka.

„Masz wiadomość”- kolejna komedia romantyczna z jesienią w tle na Manhattanie. Dwoje ludzi rywalizujących ze sobą w biznesie książkowym 📚

„Słodki listopad”- dramat, w którym nowojorski biznesmen- karierowicz, poznaje w listopadzie dziewczynę, która postanawia „naprawić” jego życie.

„Dziewczyna z pociągu”- film na podstawie książki- bestsellera. Jest to dobry thriller psychologiczny, który idalnie nadaje się na wieczór 🙂 Książkę czytałam 😊

Jesień ma mnóstwo zalet 😊 Pogoda nie dopisuje? Można ten czas spędzić pod kocem z filmem lub książką. Albo zrobić trochę porządków w domu, tak jak ja 😄 Nawet w typowo jesienny weekend można czas spędzić fajnie. A jeśli za oknem jest „polska złota jesień” , warto iść do lasu lub parku. Ubrać ciepły sweter, termos z herbatą i w długą 😁 Czasem można jeszcze na kocu posiedzieć. Ja postanowiłam ostatnie w miarę ciepłe dni spędzić na ostatnich pracach w ogródku: zasadzić cebulki tulipanów i żonkili, powiesić karmę dla ptactwa i zgrabić ostatnie liście 🍁🍂

W SKLEPIE OGRODNICZYM I DEKORACJA JESIENNA

Pogoda się zmieniła. Zaczęło padać, ale mnie to nie przeszkadza, bo lubię deszcz. Raz nawet burza była 🙂 Takie jesienne wieczory mi odpowiadają, szczególnie, że jeszcze trwa urlop. Postanowiłam wyciągnąć Pana Męża do wielkiego sklepu ogrodniczego, który mieści się w szklarni 🙂

Ja oczywiście oczopląsu tam dostawałam, bo roślin i dekoracji jesiennych ogrom. Ogólnie potrzebowaliśmy jakieś grabki do liści i szczote do zamiatania chodnika. Myślałam też o wrzosie i chryzantemach. Zakupiłam też dwa plecione koszyczki, żeby te wrzosy jakoś się prezentowały. Chryzantemy wsadziłam do koszyków kupionych w kringloopie. Do tego trzy małe dynie i przed domem jest jesiennie 🍂🍁😊

Była promocja na bratki: 10 sztuk za 4 euro! No trzeba było wziąć 🙂 Do tego dwie sztuki ozdobnych kapustek, cebulki tulipanów i żonkili. Jedne tulipany wzięłam czarne, bo zawsze takie chciałam. Reszta jest różnokolorowa. Posadzone na jesień, powinny na wiosnę wyrosnąć.

Na końcu podwórka mamy dwa drzewa, a w zasadzie to dwa wysokie pieńki i są to chyba wierzby, których tu pełno nad kanałami. Stwierdziłam, że powiesze na nich jedzenie dla ptactwa 🙂 W sprzedaży były m.in kolby z ziarnami i połówki kokosów, w których, w tłuszczu, zatopione są ziarna. Kupiłam to i zaraz idę wieszać 🙂 W sklepie było też mnóstwo innych rzeczy 🙂

W Actionie były także dekoracje jesienne. Do tego na równi z tymi na Halloween 🎃 i Boże Narodzenie 😄 Dwa tygodnie temu, kupiłam drewnianą tacę+ sztuczne liście i plastikowe dynie. Nie lubię plastiku, a te ozdoby to w sumie takie byle gówno, ale trudno, niech będą. Dobrze, że szyszki są naturalne i małe plastry drewna. Dodałam parę wkładów i w domu też ciut jesiennie 🙂

Jeszcze tylko trzeba ogródek dokończyć, doprowadzić do ładu i składu i zima może przyjść 😜