Polak nie potrzebuje pozwolenia na zbieranie grzybów, a Holender nie potrzebuje zezwoleń na pływanie po morzu i wodach śródlądowych we własnym kraju. Podobno wyjątkiem są szybkie łodzie motorowe i te, które mają ponad 15m długości. Znam Holendra, który ma i dom i łódkę. Pływanie tą łodzią, to jego hobby. Teraz postanowił sprzedać i dom i tę łódkę. Dlaczego? Bo chce kupić jeszcze większą łódź i w niej po prostu mieszkać 🙂
Czytałam, że pierwsze łodzie zostały zamieszkane od razu po wojnie. Ludzie, po stracie domów, potrzebowali schronienia, więc zamieszkali w przycumowanych barkach, które przestały pełnić funkcje transportowe. Potem barki przejęli hippisi. I tak już zostało, bo pozostał sentyment do mieszkań na łódkach. W latach 90tych barki i łodzie zaczęły budzić zainteresowanie szerokiej klienteli. Teraz mieszkają na nich rodziny z dziećmi, emeryci, czy biznesmeni. Jest to bardzo popularne np w Amsterdamie, gdzie łodzie robią za hotele i znajduje się tam nawet jedyne na świecie Muzeum Łodzi Mieszkalnych 🙂 Mieszkanie na łódce, to po prostu styl życia i coś zupełnie normalnego w Holandii 🙂 Ale nie tylko. Nawet w Polsce, w Warszawie, do brzegu Wisły, stoi przycumowany łódko-dom, gdzie mogą zamieszkać 4 osoby. Łódź jest do wynajęcia za duże pieniądze, ale żaden hotel w stolicy nie ma takiej oferty. W internecie znalazłam informacje, że wielu Polaków zrezygnowało z mieszkania w tradycyjnych domach na rzecz łodzi. W naszym kraju pewnie wiele osób popukałoby się w czoło słysząc: Sprzedaję chałupę, przeprowadzam się na łódkę i będę pływał 🙂 W kraju tulipanów to nie jest udziwnienie, czy jakaś fanaberia. Dla nich to po prostu dom, tyle że na wodzie, nie stoi w jednym miejscu i nad głową nie ma sufitu. Jest pokład. A jak wygląda jedna z wielu tysięcy łodzi w Holandii pod pokładem? Oto kilka zdjęć 🙂
Luksusów może i nie ma. Jest za to zbieranina różnych mebli, mimo to, wnętrze wydaje się przytulne. Poza tym łódź jest na tyle duża, że można ją odpicować na wiele sposobów 🙂 Aha, koszt kupna takiej łajby, to ok 200 tys euro 😮
Miały i mają je w domach nasze babcie i mamy. Wpływają na aranżację. Mogą być nie tylko ozdobą i namiastką natury w naszych czterech kątach, ale też potrafią zdziałać wiele dobrego dla naszego zdrowia. Holendrzy lubią mieć wiele roślin w mieszkaniach: od małych kaktusów, po wielkie palmy. Zresztą dziwne byłoby, gdyby mieszkańcy kraju, który słynie z kwiatów, nie mieliby ani jednego kwiatka w domu 😉 Ja też od dawna lubuję się w roślinach i dostaję oczopląsu w kwiaciarniach 😀 Poniżej kilka przykładów salonów z pięknymi roślinami 🙂
Ficus Elastica- efektowna roślina domowa. Pochodzi z Płw. Indyjskiego, Indochin i Malezji. Zachwyca ulistnieniem, czyli dużymi, skórzastymi i ciemnozielonymi liśćmi. Oczyszcza powietrze.
Dracena Marginata- tworzy pióropusz wąskich, długich, zielonych, ostro zakończonych liści. Pochodzi z tropikalnych rejonów Azji, Afryki i Wysp Kanaryjskich.Neutralizuje zanieczyszczenia.
Fikus i dracena
Monstera dziurawa- roślina występująca w lasach tropikalnych od południowego Meksyku po północną Panamę. Niezwykle efektowna i ostatnio bardzo popularna. Ma piękne, duże i błyszczące liście, dodające charakteru wnętrzom.
Monstera
Banan zwyczajny- nazywany też figą rajską. Pochodzi z Azji Południowo Wschodniej. W domowych warunkach lubi słoneczne miejsca i wysoką wilgotność powietrza. Odmiany karłowe osiągają wysokość do 2-3 metrów.
Bananowiec
Figowiec lirolistny- jest jednym z najpiękniejszych gatunków fikusów. Ma duże, błyszczące liście o ciemnozielonej barwie z ozdobnym unerwieniem. W domowych warunkach fikus nie kwitnie. Dorasta do 2-3 m wysokości.
Figowiec lirolistny
Paproć- roślina, która była niemal w każdym polskim domu za czasów PRLu 🙂 Kształty liści paprotek, wnoszą do każdego wnętrza coś egzotycznego. Mimo, że nie kwitną, potrafią zachwycać. Domowe paprocie pasują do każdego pomieszczenia: czy to nowoczesnego futuryzmu, czy klasycznej kuchni. Rośliny te doskonale oczyszczają powietrze i podobno łagodzą promieniowanie urządzeń elektrycznych.
Paproć
Palma Areca- jest rośliną silnie oczyszczającą powietrze i łatwą w pielęgnacji. Pochodzi z Madagaskaru. Nadaje się i do mieszkań i do biur. Jedną z jej cech, jest długa żywotność. W Holandii nazywana jest złotą palmą.
Areca
Palma Livingstona- piękna palma z bardzo dekoracyjnymi, wachlarzowatymi liśćmi. Pochodzi z Południowej Azji. Liście ma błyszczące w zielonym kolorze. Łodygi mają ostre krawędzie. Często w podłoże palmy, wsadzane są dla dekoracji małe kokosy.
Palma Liwingstona
Figowiec Benjamina- naturalnie występuje od południowej Azji po północną Australię. Jest oficjalnym drzewem Bangkoku. Jest łatwy w uprawie, ale bywa kapryśny. Jeśli nie odpowiadają mu warunki- gubi liście. Nie znosi np dymu papierosowego. Jest bardzo popularnym, dekoracyjnym drzewkiem. Dorasta do ok 2 metrów.
Figowiec Benjamina
Sansewieria gwinejska „wężownica”- jest sukulentem liściowym, magazynuje wodę w mięsistych liściach. Pochodzi z Zachodniej Afryki. Jako roślina pokojowa, uprawiana od bardzo dawna. Łatwa w uprawie, długowieczna i wytrzymała na niekorzystne warunki. To zaraz po monsterze, kolejny hit wnętrzarski 🙂
Sansewieria
Z powyższych roślin, na tę chwilę, posiadam małą monsterkę, figowca lirolistnego, dwa rodzaje paproci, dużego i małego Benjaminka i trzy rodzaje sansewierii 🙂 Które z tych roślin są dla mnie najłatwiejsze w uprawie? Figowiec lirolistny i sansewieria 🙂
P.S. Poza roślinami, warto oczywiście rzucić okiem na urządzone salony, pokazane na zdjęciach 🙂
Dało do pieca! Ja wiem, że lato, że latem to tylko taka pogoda porządana. Ale już wystarczy. Fajnie, że weekend piękny, bo tu to w tygodniu zazwyczaj słońce a sobota i niedziela deszcz. Można wyskoczyć nad morze, szczególnie jak się ma je pod nosem, tak jak my 🙂 No właśnie, miała być plaża ze znajomymi. Guzik z tego wyszło, bo oni ledwo na dwór wystawili głowy, to zaraz je schowali. Nie dało się na zewnątrz wytrzymać. My siedzieliśmy zamknięci w domu. Dobrze, że posiadamy dwa wentylatory, więc nie padliśmy jak muchy. Dobrze, że lubię zieloną herbatę, bo ona rewelacyjnie gasi pragnienie. Zawsze mam zaparzona w dzbanku i piję zimną. Teraz, gdy to piszę, dochodzi północ a temperatura na dworze: 26°C 😵 Jak w piekle. Dopiero wieczorem otworzyłam balkon, zebrałam pranie, które się zeschło na wiór i podlałam kwiatki, które ledwo zipały. Drzwi balkonowe zostawiłam na noc szeroko otwarte. Pająki i inne tarantule mają zaproszenie. Dzisiaj na balkonie weszłam w sieć. Non stop wyrzucam je na zewnątrz z wc, bo wchodzą przez otwarte okno. Nie zabijam, bo nic złego nie robią. Przeciwnie, uwalniają od much 🙂 Jutro jedziemy nad morze. Muszę wreszcie zanurzyć się w wodzie. Nie przepadam za opalaniem, ale za wodą już tak. Nawet zimna mi nie przeszkadza 😊 Dlatego wczoraj w Jumbo wynalazlam (przypadkiem) kapelusze plażowe i kupiłam, bo takiego nie posiadam a rondo ma spore, więc twarz osłoni przed słońcem.
Czytałam, że w Holandii z powodu ekstremalnych upałów, wprowadzono kod pomarańczowy w prowincjach Zelandia, Brabancja Północna, Limburgia i Geldria. Średnie temperatury to 35-37°C w cieniu! Podobno fala upałów zniknie w połowie przyszłego tygodnia. A teraz zaleca się oszczędzanie wody: branie prysznica, zamiast kąpieli, rezygnacja z mycia auta, napełniania basenów i podlewania ogródków. Jeśli już, to nawadniac należy od godziny 22:00 do 7:00. Ja i tak zawsze robię to wieczorami.
Ułanka
Omlet- nic odkrywczego, każdy pewnie jadł. Przy okazji smażenia ryby, zostało trochę jajek, więc zrobiłam omleta z kilkoma składnikami, bo same jajka to jakoś mi nie pasują. Nie dodaję nigdy mąki. Reszta składników, to tzw czyszczenie lodówki: jakaś wędlina, pomidor 🍅, szczypiorek, tarty żółty ser, sól. Wszystko wrzuciłam do jajek, wymieszałam i na patelnię. Wyszło jak zawsze, czyli bardzo dobre 😊🍳🍴
W zeszły piątek pogoda dopisała bardzo. Dla mnie aż za bardzo, bo upałów nie lubię. Po godzinie 21:00 nadal utrzymywał się gorąc. Wiał lekki, ale ciepły wiaterek. Czuć też było w powietrzu, że zbiera się na burzę. Potem nadeszły obłoki, a z nich uformowały się niewielkie chmury. Nie chciało mi się w domu kisić, więc wzięłam lornetkę i oznajmiłam Panu Mężowi, że idziemy na spacer nad zatokę 🙂 Nie jest to tak dosłownie zatoka, lecz rozlewisko Renu. Mieszkamy 5 minut drogi od plaży, gdzie jest woda słodka. Na prawo znajduje się tama a za nią już woda słona, czyli Morze Północne. Przechodzilismy obok knajp. Ludzi pod parasolami pijących drinki, od groma. Weekend się zaczął, do tego gorący, więc wszyscy poszli w balety. Tutaj koronawirus nikogo już chyba nie obchodzi, bo ileż można… Dalej przeszliśmy mostem nad kanałem i skierowaliśmy się w stronę bunkrów. Są porośnięte trawą i można na nie się wspiąć. Tak też zrobiliśmy i rzut na trawę 🌿😊 Dochodziła 22:00. Niektórzy jeszcze pływali 🙂 Ogólnie na plaży kręciło się sporo osób. My oglądaliśmy przez lornetkę łódki, jachty i zachód Słońca ⛵🌅 Zebrało nam się na wspominki. Mieszkamy w tej dzielnicy, tzn Starym Mieście, już niemal 4 lata. Przyzwyczailiśmy się do turystów latem, do imprez, które tu w okresie letnim są niemal non stop. Nawet do tego, że zawsze nad ranem słychać wtedy wracające grupy pijanych i często wydzierających się ludzi 😂 Czasem nawet i Polaków. We wrześniu będziemy mieszkać już w spokojnej dzielnicy, bardziej zielonej, bo na obrzeżach miasta, z ogromnym parkiem za rogiem 😍 Cieszymy się, bo jak to się mówi: na stare lata, to się ciszę i spokój chce 😜 Coś w tym jest, ale mam duży sentyment do teraźniejszego (jeszcze) mieszkania i ogólnie do tego miejsca. Nie wiem kiedy znowu znajdziemy czas, żeby zajrzeć nad „zatokę”… Będzie nas dzieliło ok 2 km. Ok, mamy auto, ale spacer, to spacer. Pan Mąż mówi, że przecież możemy przyjeżdżać tu rowerami 🚲 Wszystko fajnie, tylko, że ja rower mam a on nie! I to mu powiedziałam: mieszkasz chłopie w Holandii i nie masz roweru 😳😬 Stwierdził, że sobie kupi… Zobaczymy 🙂
Wracając do domu, stwierdziłam, że nie ma co się przejmować odległościami. Nawet dwukilometrowy spacer przecież można zrobić, to nie problem 🙂 Miasto jest małe- 46,27 km kw. Poza tym, a w zasadzie to jest najważniejsze: udało nam się kupić właśnie TU dom! Zależało nam, żeby nie zmieniać miejscowości. Przyzwyczailiśmy się do Hellevoetsluis. Blisko do pracy, sklepy są, w tym polski, i przede wszystkim fajnie się tu mieszka 😊 Mamy mentalność typowego Polaka: cały czas w jednej miejscowości. Holendrzy nie mają problemu z przeprowadzkami, zmianami miejsc i domów. My wolimy cały czas nasze Helle 😁
Jak ktoś powie Action, to wiadomo: chińszczyzna. Czyli raczej bubel. Ale! Nawet tam można znaleźć gadżety kuchenne, które długo posłużą 🙂 Mam dwa i jestem zadowolona 🙂
Sandwich toaster, czyli toster do kanapek
Kiedyś z Panem Mężem stwierdziliśmy, że może by tak w weekendowe śniadanie zjeść coś innego, niż jajka czy parówki 🍳🍴 Pomyśleliśmy o tosterze do kanapek. Wiadomo: chleb tostowy (zwykły też jest ok), trochę masła, wędlina, ser żółty, ja dodaję też paprykę świeża lub pomidora i voila! Ciepła kanapka gotowa. Poszliśmy do sklepu ze sprzętem agd. Chyba to był Blokker. Kupiliśmy toster znanej marki ( nie pamiętam już jakiej), ale chcieliśmy wydać pieniądze raz a porządnie. Toster miał nawet wymienne blaszki: jedna z nich była do gofrów. Co za tym idzie, łatwe do mycia. No i guzik! Po paru razach, po prostu padł. Nie pamiętam dokładnie, co w nim poszło. Na pewno urwał się ten „prztryk” zamykający toster. W każdym razie, potem nie nadawał się już kompletnie do użycia. Wkurzyłam się. Za jakiś czas byliśmy w Actionie. Pan Mąż stwierdził, że kupimy toster tu. Ja nie bardzo chciałam, bo od razu założyłam, że to już będzie bubel do kwadratu. Mimo to, zgodziłam się. Kupiliśmy. I Pan Mąż miał rację, żeby go wziąć 🙂 Służy nam do dziś! Nie ma wymiennych blaszek, myję go normalnie w wodzie (nie całego), ale jeszcze iskry nie poszły. Działa 😊
Grill elektryczny
Dawno temu, kiedy jeszcze mieszkaliśmy w firmowym domu, znajomi (wtedy już wynajnowali prywatne mieszkanie i które potem my przejęliśmy, bo oni dostali dom z gminy), zaprosili nas na grilla. Pierwsza myśl: gdzie ten grill? Na balkonie? Chyba nie wolno. Jaja sobie robią 🙂 Ale poszliśmy. A tam, na stole, na środku: grill elektryczny, półmiski z mięsem (na gotowo doprawionym z Lidla), bagietka z masłem czosnkowym i sałatka 😊 Do tego, na łopatkach pieczarki przykryte żółtym serem. Było pycha! Potem my też nabyliśmy taki grill. I znowu z Actiona. Widziałam pełno ich w kringloopach. Holendrzy lubią grillowac. Jak nie na dworze, to w domu. Nawet w święta, obiad u nich to właśnie grill. I teraz czasem wyjmujemy nasz chiński sprzęt i też grillujemy 🙂 My wykładamy kuchenkę gazową folią aluminiową i na niej włączamy grilla. Potem łatwiej jest sprzątać. Blachę do smażenia wkładam razem z łopatkami do zmywarki. A sam grill myje gorącą wodą, ale tak, żeby go nie zalać. Mięso gotowe kupujemy w Lidlu. Do tego pieczarki kroimy w plastry i posypujemy tartym żółtym serem. Ostatnio dołożyłam specjalny ser do grillowania 🙂 Czasem kładę też świeża paprykę w kawałkach.
Do tego zimne piwo 🍺 i 100 kg przybywa 😉 Ale jakie pyszne 😁
Nawet nie wiem, kiedy zleciał kolejny miesiąc lata 😬 W lipcu dużo się działo pod względem kupna domu. Decyzja z banku była na tak i dostaliśmy kredyt 😊 Jesteśmy już jedną nogą w nowym miejscu i myślimy nad pakowaniem klamotów.
HortensjaSurfinia
Kiedyś, w internetach natknęłam się na artykuł o Azorach. Zobaczyłam zdjęcia, na których jest mnóstwo kwiato- krzewów w różnych kolorach. Okazało się, że na wyspie rośnie wszędzie mnóstwo hortensji. Potem, wszędzie tu, w Holandii widziałam je na każdym kroku 😍 Jak widać, Holendrzy też lubią te kwiaty sadzą je na podwórkach, przed domami, itp. Teraz już wiem, co i ja posadzę 😊 W ogóle, mam tak, że jak widzę jakiś fajny kwiatek, to robię zdjecie i potem wiem, co w ogródku, na przyszłość posadzę 🙂
W domu staram się mieć w wazonie świeże kwiaty. Lubię słoneczniki, zaraz po tulipanach 🌻🌷 W Lidlu przy kasie zazwyczaj stoją wiadra z cietymi kwiatami i zawsze coś wynajdę 🙂 Te akurat są z Albert Hijna, bo tam też spory wybór. Świeczki różnego kalibru też lubię. Nie tylko zapachowe. Te o fajnych kształtach od razu rzucają mi się w oczy. Motyw liścia monstery bardzo mi się podoba, a to od kilku sezonów hit wnętrzarski. W Actionie jest duży wybór świec, jak np ta na ostatnim zdjęciu, o zapachu tropikalnej dżungli.
Będąc właśnie w Albert Hijnie, wyszłam nie tylko z bukietem słonecznikow, ale i kwiatami na balkon, bo niektóre już padły i trzeba było dosadzić żeby nie było tak łyso. Kupiłam celozje i chryzantemy, które tu nie kojarzą się akurat z cmentarzem 😉 Innym razem dorwałam palmę. Dwie poprzednie- kokosowe, niestety mi padły 😣 Nie potrafię ich w domu utrzymać. Są zresztą bardzo wymagające. Ta, którą mam obecnie, to chyba palma królewska. Marzy mi się jeszcze areca.
CelozjaFiołki nadal kwitną 🙂
Kremów do rąk nigdy nie za mało 🙂 Niektóre są z Actiona, dwa z Lidla… W domu są wszędzie, bo nie lubię suchych rąk. A mgiełki do twarzy firmy Ziaja uwielbiam! Jestem uzależniona 😍 Są tanie i baaaardzo dobre 🙂
Znowu wrócę do marketu Albert Hijn, bo tam w lodówkach ze zdrowymi świeżymi sokami, odkryłam sok jabłkowy 🍎🍏 Szkoda, że w plastikowej butelce, ale trudno. Przeżyję, bo smak rewelacyjny! Nie jest sztucznie słodzony, lekko kwaśny. Oczywiście krótka data ważności. Trzymam w lodówce, przed wypiciem najlepiej wstrząsnąć. Świetnie gasi pragnienie.
Miałam też ochotę na jakieś dobre ciasto. Przy okazji zakupów w Lidlu, wrzuciłam do koszyka kokosowe z płatkami migdałów. A że ja ciast piec nie umiem, to muszę się zadowolić kupnymi. A te akurat mi tutaj smakują 🙂 I to też było pyszne. Fakt- słodkie, ale czasem można 😉 A ja kokosowe nadzienie lubię.
Odkrycie Pana Męża: orzechowe 3bity z polskiego sklepu i actionowe Milki, które mają smak, jak kultowe Kinderki 🙂
Ostatnio od brata Pana Męża, dostaliśmy napój, a w zasadzie sok owocowy do picia co rano. Podobno zdrowy jak nie wiem co i warto pić go. No więc od parunastu już dni, na czczo walimy po kieliszku 😂
Co to dokładnie jest? Jest to SOK Z MANGOSTANU. Mangostan, to egzotyczny owoc z Azji Południowo Wschodniej wielkości mandarynki z grubą skórką o fioletowej barwie. Owoc ten w medycynie azjatyckiej używany jest od wieków. Dr James Duke- amery, kański etnobotanik, dowiódł zastosowanie owocu aż w 138 przypadkach, np: choroby reumatyczne, dyskopatie, migreny, wrzody żołądka i dwunastnicy, nowotwory, choroby sercowo- naczyniowe, nadciśnienie, infekcje grzybicze, wirusowe, bakteryjne, jamy ustnej, cukrzyca, łuszczyca, alergie…Swoje właściwości mangostan zawdzięcza zawartym w nim naturalnym antyoksydantom-ksantynom: silnym związkom roślinnym. Zawiera ich aż 40 na 200, jakie występują w przyrodzie. Owoc jest uważany za najcenniejsze źródło naturalnych „wymiataczy” wolnych rodników, które są odpowiedzialne za proces starzenia się organizmu i całe zdrowie. Spożycie nie przynosi skutków ubocznych 🙂
Ten sok, który my pijemy, jest firmy Souvre. W internetowych sklepach znaleźć można go bez problemu. W smaku jest lekko kwaskowy, czuć, że to napój owocowy, ale mi nie przypomina żadnego znanego owocu. Butelkę należy trzymać w lodówce, wstrząsnąć przed użyciem i wypić w ciągu 30 dni od daty otwarcia. Zawiera 100% naturalnego soku i wit C. Więc teraz, do zielonej herbaty i czystka, dołącza mangostan 🙂
Zdj z internetu. Na żywo nigdy tego owocu nie widziałam
A w Actionie już dekoracje jesienne 🍁🍂 Mimo, że jeszcze cały sierpień 😬 Ale co ja się będę dziwić… Parę lat temu, latem, wyłożyli na półki artykuły i dekoracje bożonarodzeniowe 😂 Ostatnio nawet czytałam, że w USA, Burger King zrobił już reklamę na Boże Narodzenie! Chodzi im podobno o to, żeby ten pechowy rok 2020 jak najszybciej się skończył. Mnie czas leci bardzo w tym roku, ale Sylwestra raczej przesunąć się nie da.
I na koniec, kilka zdjęć z Hellevoetsluis 😊🌊⛵⚓
Zamiast kamieni- muszelki! Nie wiem, jak oni to zrobili i skąd tyle muszli nabrali… Chyba łopatami na przyczepke 🙂
Dzisiaj w pracy tak sobie myślałam na temat naszego zbliżającego się urlopu, który spędzimy w Polsce. I pierwsze, co zrobię, to pójdę do lasu 😊🌲🌳A potem utworzyła mi się w głowie lista tego, czego tutaj nie ma. No może nie do końca, bo z braku laku można to znaleźć albo czymś zastąpić. Ale to nie to samo, bo te rzeczy są typowo polskie, że już bardziej chyba być nie mogą 😁
4 pory roku
Te pory roku już nie są w sumie tak typowo 4, bo klimat się niestety zmienił. Brakuje tych pięknych zim, szczególnie w Boże Narodzenie. Wiosna jest, bo wtedy czuć inne powietrze i widać pąki liści. Lato raz chłodne, raz upalne. Ale nigdzie nie ma takiej złotej jesieni, jak w Polsce 🙂 W Holandii wtedy leje i wieje, że łeb chce urwać. I tak do zimy
Wsie i skanseny
Tu w Holandii, nie ma typowej wsi. Owszem, są małe miejscowości, ale domy stoją od siebie w różnych odległościach o dzieli je np pole. Kiedyś sobie pomyślałam, że jakby jednemu sąsiadowi coś złego się stało, to drugi nic by nie widział i nic by nie słyszał. Co nie znaczy, że lubię wtykanie nosa w cudze sprawy. Wszystko z umiarem. Nie ma tu też typowych wiejskich sklepów. No i muszę wspomnieć o polskich skansenach- muzeach. Piękne, drewniane chatki, pomalowane w ludowe wzory a do tego mnóstwo drzew i kwiatów 🙂
Miasta
Nie chodzi mi o blokowiska, czy szklane biurowce. Mam na myśli stare części miast, w których znajduje się rynek i kolorowe kamienice. Gdańsk, Wrocław, Poznań, Toruń, Kraków… Tygodni by brakło, żeby pospacerować wszystkimi uliczkami. Nie twierdzę, że w Holandii nie ma kamienic. Są i jest też Grote Markt. Ale polskie miasta mają wg mnie większy urok 🙂
Sklepiki lokalne z warzywami i owocami
Tutaj kupuję warzywa i owoce u Turka. Jest to sklep z typowymi tureckimi rzeczami a na zewnątrz stoją skrzynki z różnymi jarzynami i owocami. No i jeszcze są markety, gdzie np ogórki z biouprawy pakowane są w folię 😬 A w Polsce mamy wiele małych sklepików owocowo- warzywnych z odmianami jabłek, gruszkami, czy wielkimi głowami kapusty na słoneczniku do łuskania kończąc. I w tych sklepikach tak charakterystycznie pachnie… 🙂
Targowisko
Czyli tzw „rynek”. Kupić można wszystko: od ubrań po jedzenie lokalnych producentów: miody, chleby, wędliny i hod- dogi w budkach 🙂 Tutaj też jest coś na kształt rynku. Ale w okresie letnim i nie ma tylu produktów do kupienia, co w Polsce. Nie mówię o pchlich targach, bo to coś innego.
Kuchnia
Nie ma co się rozpisywać dużo w tym temacie, bo wiadomo o co chodzi 🙂 Te wszystkie nasze zupy, pierogi, kopytka, kluchy śląskie, surówki, kompoty, ogórki kiszone… Owszem, gotujemy po polsku. Ale najbardziej smakuje mi wszystko w Polsce. Nawet zwykła bułka „dupka” z pasztetem „kogutkiem” 😊
Wyroby
Znowu jedzenie, ale tym razem chodzi mi np o wędliny. Przecież kiedyś niemal każdy gospodarz miał wedzarkę i robił swojskie kiełbasy. A jaki smak i zapach! I bez chemii 🙂 Do tego dołożmy słoiki z przetworami, surówkami, kompotami, dżemami, miody i chleb. Żyć, nie umierać. Tutaj wszyscy wszystko kupują w sklepach, a w Polsce do tej pory domowa robota idzie pełną parą 🙂
Lasy
Który Polak nie lubi chodzić do lasu? Chyba nie znam takiego. Ja od dziecka po lesie się włoczyłam. W Polsce chociaż są te lasy 😊 I można sobie do nich wejść i spacerować do woli leśnymi duktami. W Holandii, owszem gdzieś tam się lasy zdarzają… Ale to nie to samo. W dodatku często poprzecinane kanałami i mnóstwo chaszczy. Wchodzę do lasu polskiego i od razu czuję ten zapach… 🙂
Grzyby
No jak las, to muszą być i grzyby 🙂 Zbieranie grzybów jest dla Polaka sportem narodowym 😀 My to po prostu mamy we krwi. Holendrzy grzybów nie zbierali i nie zbierają. Znają pieczarki i to je jedzą. Jest takie stare powiedzenie: „Wat een boer niet kent, dat lust ie niet” – Czego chłop nie zna, tego chłop nie lubi. Dla Holendra, grzyb to po prostu część lasu, natury, nie wolno ruszać. Oficjalnie podobno nie ma prawa zabraniajacego zbierania grzybów. Istnieją jedynie zakazy wynoszenia czegokolwiek z lasu. Kara nawet do 4 tys euro! Właścicielem lasu jest państwo holenderskie. Mimo to, na terenie kraju, znajdują się wyznaczone miejsca do zbioru „dzikich grzybów”. Ale trzeba przestrzegać kilku zasad, np zebrać można tylko tyle, ile mieści się w opakowaniu pieczarek ze sklepu… Pamiętam, mieszkając jeszcze w mieszkaniu firmowym, że przed naszym domem, na trawniku, gdzie było też parę drzew, wyrosło kilkanaście pięknych kań. Aż żal było je zostawić. Nastawilismy z Panem Mężem budziki na 2:00 w nocy i poszliśmy je zrywać 😁 Wyzerka była ogromna!
Ukształtowanie terenu
W Holandii wszystko na płasko. Tak, jakby Ziemia była faktycznie płaska 😉 Wszędzie łąki, pastwiska i pola uprawne. A między nimi kanały. Najwyższy „szczyt” znajduje się w Limburgii, bo tam jest ciut ciut wyżej niż nizina. A w Polsce są niziny, wyżyny i góry. Do tego Mazury z jeziorami, lasy. Mamy morze- Holandia też. Mamy rzeki- Holandia też+ kanały 🙂
Kosmetyki i drogerie
Uwielbiam drogerie Hebe. Tu jej niestety nie ma. Nie dostanę tu też wszystkich polskich produktów. Owszem, są w polskich sklepach, ale asortyment ograniczony i drogo. Wg mnie, holenderskie drogerie są skromnie zaopatrzone. Dlatego zawsze zapasy robię będąc w Polsce. I zawsze kierunek: Hebe 🙂
Po tygodniu, nawet słonecznych dni, przyszedł deszczowy weekend. Standard. I co tu robić? Stwierdziłam, że przejdziemy się do kringloopa, bo już w tygodniu zauważyłam w szybie wystawowej, że była nowa dostawa klamotów 🙂
Ta krowa ha ha 🙂 Pan Mąż siedzi i czeka, aż wreszcie się obkupie 🙂
Mimo pogody do bani, w środku było sporo ludzi. Ja akurat tego nie lubię, więc obleciałam wszystko w miarę szybko. Nie zobaczyłam dokładnie całego towaru, bo wkurza mnie plątanie się z koszykiem między innymi ludźmi. Do tego jeszcze trzeba pilnować tego 1,5 m odstępu. Mimo to, coś tam fajnego wygrzebałam 🙂
Zobaczyłam stolik przeznaczony do jedzenia w łóżku 😬 Ja nie jestem zwolenniczką takiego spożywania jadła. Koszmarem dla mnie są okruchy i plamy. Ale np w filmach wiele razy widziałam sceny, gdzie bohaterowie tak jedzą i to wyglądało nawet, nawet… No, ale to film przecież, nie realia. Mimo to, wzięłam ten stolik, bo spodobał mi się obrazek na nim i ważne, że drewniany, a nie plastikowy 🙂 I mam postanowienie: wypróbuję go w nowym domu 😊
Czerwony notes- kalendarz od razu wpadł mi w oko 🙂 Ma piękną, skórzaną, czerwoną okładkę. Lubię kalendarze i planery, więc wrzuciłam do koszyka. Ten ma mini kalendarz jeszcze na 2020r, kartki przeznaczone do zapisania adresów a reszta służy do notatek. A ja mam taki nawyk, że interesujące mnie adresy stron internetowych, zapisuję w kajetach. I ten jest do tego idealny 😀📝📖
Idę, idę, patrzę: na paterze do ciast stoją takie ładne „cosie”. Myślę: mydła. Ale przecież to nie ta półka… Wzięłam to to do ręki, widzę, że ma knoty, czyli świeczki 🙂 I takie ładne! No żal było nie brać, bo każda po 50 centów. Patrząc na wygląd, to jedna z nich imituje roladę orzechową a druga jakieś ciasto kakaowo- czekoladowe. Nie pachną niestety ciastowo, ale za to wyglądają 😊
Jest tam w kringloopie taka jedna półka z różnymi kosmetykami ( tak, ludzie i takie rzeczy oddają). Mam już wiele mydełek w kostce, które dobrze myją dłonie. Znajdziemy tam nawet minikosmetyki hotelowe. Ja dzisiaj wynalazłam balsam w formie olejku od znanej francuskiej marki Yves Rocher. Porządne 200ml i piękny waniliowy zapach. Przyznam, że jeszcze nie miałam okazji używać kosmetyków tej firmy. Słyszałam tylko opinie na plus. Nie miałam też powodów, by zacząć kupować te produkty, bo mam inne swoje ulubione. Ale, że balsam był za „aż” 1 euro, więc kupiłam 🙂 Ocena? Duży plus! Po pierwsze- nie jest to mdły zapach. Czuć wanilię, którą od zawsze lubiłam. Po drugie- nie zostawia tłustego filmu na skórze. Po trzecie- aromat utrzymuje się już drugą godzinę, a posmarowałam tylko dłonie 🙂 No i produkt nie jest przeterminowany.
Wina też tam już są. Kilka sztuk, ale można coś tam wybrać. Kiedyś w magazynie dla facetów „CKM”, wyczytałam, że normalny, dorosły facet, do obiadu powinien pić wino i jest to wyższa sztuka jazdy, bo tego trzeba się nauczyć. W żadnym wypadku nie powinno się pić coca- coli, jak to bywa w reklamach. A znam takich, co obiadu bez coli sobie nie wyobrażają. Ja tego typu napoje i inne gazowane, już dawno odstawiłam, bo ich po prostu już nie lubię. Na szczęście. No to trzeba z tym winem spróbować 😉 O, przepraszam- nasz polski kompot przebija wino 😍 Ale stwierdziłam, że będę sobie kupować czasem jakiś starawy trunek i składować go w specjalnym stojaku w nowym domu. To wino jest z 1996r z Nowej Zelandii. A niech stoi i się bardziej starzeje 😀
W kringloopie jest regał, na którym stoi różnej maści ptactwo. Najwięcej jest sów. Już mam 3 i stoją na półce z horrorami. Uważam, że one ogólnie pasują do książek 😁 Dziajaj wypatrzyłam jedną nietypową… Wygląd, jak z koszmaru 😂 Zrobiłam zdjęcie i poszłam dalej. W kolejce, przy kasie, stwierdziłam, że jeśli jej nie kupię, to będę żałowała. I poleciałam po nią. Od teraz stoi elegancko obok innych sówek i straszy 🙂
Aloesem najczęściej spotykanym w hodowli domowej, jest Aloe Vera, czyli aloes zwyczajny. Jest jedynym gatunkiem nieoobjętym ochroną. Składa się z rozety grubych, mięsistych, czasem biało nakrapianych liści. Bardzo łatwy w uprawie: słoneczne miejsce, podlewanie, gdy ziemia wyraźnie przeschnie.
Bez względu skąd roślina pochodzi, zawiera mnóstwo aktywnych substancji, np aloina, aloeemodyna, wit A, C, E, witaminy z grupy B, cholina i kwas foliowy. Działanie: przeciwzapalne, przeciwgrzybiczne, bakteriobójcze, przeciwbólowe, redukujące obrzęki, oczyszczające, nawilżające, łagodzące i wzmacniające układ odpornościowy. Same zalety 🙂 Pamiętam ostatnie lato i poparzenie słoneczne ( niestety). Skórę uratował mi żel aloesowy trzymany w lodówce.
W tej chwili hoduję dwa aloesy a jeśli widzę, że w sklepie rzucą jakieś fajne żele aloesowe, nie waham się- biorę, bo wiem, że się przydadzą 🙂 Mój Holika Holika jest prawie wykończeniu, ale mam w zanadrzu jeszcze jeden.
Fajna jest także maseczka zmywalna do twarzy marki Avon. Dobrze nawilża i łagodzi zaczerwienienie twarzy. Przyjemnie pachnie. Wart uwagi jest także żel regenerujący Aloesove: do twarzy, ciała i włosów.
Ostatnio w Lidlu pojawiła się półka z produktami na bazie aloesu pochodzącego z Wysp Kanaryjskich: kremy do rąk pakowane × 2, żele nawilżające, mydła glicerynowe i kremy 2 w 1: do twarzy i ciała. Nie mogłam przejść obok tego obojętnie, tym bardziej, że cena była fajna. Mam kremy do rąk, mydło i żel. Zapach kremów jest zbyt słodki, przez co mdły dla mnie, ale szybko się ulatnia. To akurat nie jest problem. Ważne, że dobrze nawilża 🙂
Jest jeszcze jedna zaleta aloesu: oczyszcza powietrze, więc warto go trzymać w sypialni 🙂
Już raz pojawił się wpis na temat sypialni w holenderskich domach. Teraz postanowiłam zrobić kolejną część, bo są one naprawdę ciekawie urządzone, mimo, że nie ma w nich aż tak dużo rzeczy. Niektóre posiadają np tylko łóżko, 2 nocne stoliki i tv. W porównaniu do salonów, prezentują się minimalistycznie. Chociaż ja, usunęłabym z sypialni tv i dodała rośliny, które oczyszczają powietrze 🙂
Sypialnia na strychu, cała w drewnie, co akurat mnie bardzo się podoba. Na podłodze plecione dywaniki, pod oknem komoda a w oknie mini firanka. W oczy rzucił mi się też fotel, stojący w kącie. Prawdopodobnie bujany, a tych w holenderskich domach nie brakuje 🙂
Nie jestem fanką całkowicie białych pomieszczeń. Mimo to, ten pokój jest bardzo ładny, bo biel przełamuje ciemne łóżko (chyba kolor wenge) i stoliki nocne w stylu kolonialnym. Sama mam taki kupiony w kringloopie i bardzo mi się one podobają. Nawet taki pojedynczy, do salonu jak znalazł. Ciekawym rozwiązaniem są lampki nocne przymocowane do ściany. A nad łóżkiem wiszą dwa obrazki, na których namalowane są kwiaty, przypominające kwitnącą wiśnię 🙂
2kolorowa sypialnia, z olbrzymim łóżkiem i stolikami nocnymi. Na przeciwko szafa, ale nietypowa, bo kilku drzwiowa, wbudowana w ścianę, posiadająca drzwi typowe dla pokojowych. Obok drzwi wejściowych stoi półka a nad nią wisi obraz w formie plakatu filmowego. Sprawdziłam. Jest to tytuł filmu pt „Shirley- wizje rzeczywistości”, w reżyserii Gustaca Deutscha. W filmie wykorzystano 13 obrazów Edwarda Hoppera, który portretował amerykańską klasę średnią, np sekretarki, urzędników, gości hotelowych. Połączono te obrazy w historię jednej kobiety, Shirley- aktorki. Autorem zdjęć do filmu, jest pochodzący z Polski Jerzy Palacz. Filmu nie widziałam, ale lubię sprawdzać informacje dotyczące rzeczy, które znajdują się w domach i służą jako dekoracje 🙂
Tu śpi wielbiciel koloru niebieskiego i swoją drogą- ładny odcień. Podobają mi się: podłoga, komoda, krzesło i drewniana skrzynia, którą widać w lewym dolnym rogu zdjęcia. Aha i jeszcze okna i drewniana ściana 🙂
I znowu drewno 🙂 Łózko nie mój gust, ale komoda, toaletka już tak 🙂
Biel w nowoczesnym wydaniu i nawet podoba mi się 🙂 Prosto, bez zbędnych ozdób. Fajne obrazki nad łóżkiem i dywan 🙂 A najpiękniejszy jest fotel!
Ta sypialnia kojarzy mi się z pokojem w jakimś bungalowie w egzotycznym miejscu 🙂 Chyba za sprawą tej moskitiery i palmy 🙂 Nawet, jeśli nie jestem fanką takich metalowych łóżek, to to akurat wpadło mi w oko 🙂 Nawet drabina jest, która teraz w wielu domach i pomieszczeniach, np łazienkach, pełni rolę dekoracyjną.
A ta sypialnia kojarzy mi się z jakimś nadmorskim kurortem, np na plaży w Hamptons 🙂 Jest duuużo bieli, ale przełamanej drewnem. Komoda piękna! Więcej niebieskich dodatków i mamy styl hampton 🙂
Ten styl określiłabym jako rustykalny albo prowansalski. Baaardzo fajne ściany i dodatki 🙂 Jedynie lustro nad półką, oprawiłabym w ciekawą ramę. Reszta dla mnie, na plus!
Strasznie podobają mi się drzwi rozsuwane wychodzące z sypialni na podwórko lub taras. Łóżko już niekoniecznie, bo kolor nijaki i pluszowy materiał. Za to nad łóżkiem, wisi fajny obraz z tulipanami a na przeciwko- stoi ładne krzesło.
Łóżko, łóżko i jeszcze raz łóżko!!! Jest świetne! Do tego „w nogach” skromny stolik z dwiema paprotkami i wyjście na balkon 🙂 Idealnie!
Sypialnia na poddaszu… Mi w oczy rzuciły się oczywiście krokwie 🙂 Tutaj jak znalazł, pasuje metalowe łózko, a w zasadzie 2 połączone ze sobą. To bym zmieniła. Podobają mi się okna, lampki nocne i lustro w rogu 🙂
To jest typowa dziewczęca sypialnia. Ogólnie nie mój gust, ale mimo to ma w sobie jakiś urok 🙂 Jest w stylu romantycznym, jest rozświetlona, posiada kwiatowe akcenty. Fajną rzeczą jest parawan i komoda z lustrem, na której stoi dzbanek w róże.