MALOWANIE POKOJU I DWA SKLEPY INTERNETOWE

Kolor sypialni miał zostać biały. Ale zmieniłam zdanie i stwierdziłam, że do mebli wenge, będzie pasował kolor np kawy z mlekiem ☕😊

Pojechaliśmy więc do marketu budowlanego Gamma w poszukiwaniu odpowiedniego koloru. W oczy od razu rzucił mi się kolor z palety brązow. Było ich tam zresztą sporo. Jak to się mówi: do wyboru, do koloru 😉 Pan Mąż chciał ciemniejszy kolor, taki niemal czekoladowy. Dla mnie był za ciemny, zmniejszyłby optycznie pokoj i zlał się z meblami. Ale włożyłam mimo to, tę puszkę do koszyka… Poszliśmy do kasy. Stojąc w kolejce, rozmyśliłam się i poszłam wymienić na ten kolor, który od razu wpadł mi w oko. I nie żałuję, bo po wyschnięciu wygląda naprawdę dobrze. Bardzo mi się podoba.

Ogólnie byłam ciut wystraszona tym malowaniem. Do tej pory malowałam tylko na biało. Do tego nigdy nie nakładałam farby na tapetę. A faktura tapety jest trochę chropowata. W pracy na przerwach, szukałam informacji w internetach na temat farb, którymi można malować tapety. Dużo mi to nie pomogło. A tapeta tapecie nierówna. No cóż… Raz się żyje i stwierdziliśmy, że jak coś spieprzymy, to nikt nas przecież za to nie ochrzani, bo to nasz dom. Poza tym pod tapetą nie ma kolejnej warstwy, tylko czysta ściana. Więc można zerwać i zrobić gipsowke. Więcej pracy, ale i tak ją pewnie zrobimy prędzej, czy później 🙂 Ryzyko się opłaciło, bo ta farba elegancko wszystko pokryła, dała piękny kolorek i teraz ładnie schnie. Ściany nie są perfekcyjnie pomalowane, bo malarz ze mnie żaden, ale narazie wystarczy. Sufit sobie darowaliśmy, bo tragedii nie ma. Chyba, że nas najdzie, to odświeżymy go biała farbą.

Zdjęcie było robione wieczorem, gdy już wszystko skończyłam na tip top. Nie widać dobrze, jak kolor się prezentuje. Teraz czekamy, aż wszystko dobrze wyschnie 🙂

Znalazłam też dwa sklepy internetowe, w których kupię to, czego szukałam 🙂 Są rzeczy do kuchni. Podoba mi się nasze okno kuchenne, dlatego chciałam żeby wyglądało jeszcze ładniej. Nie chcę przyczepiać ozdobnej folii. Chcę ładną, krótką zasłonkę z kuchennymi wzorami i może zazdrostke.

Natknęłam się na polski sklep, który towar wysyła też za granicę 🙂 A firanki do kuchni są naprawdę w przystępnych cenach. W przyszłym tygodniu zrobię zamówienie.

https://firaneo.pl/firany-do-kuchni/7

Kolejną rzeczą jest półka- bufet na kółkach. Kuchnię mam małą, a taka półka sprawdzi się idealnie. Potrzebuję miejsca na trzymanie np ziemniaków czy cebuli.

Zależy mi, żeby była w większości z drewna i miała szufladke. Zamontowany metalowy koszyk też może być. Znalazłam taką półkę w holenderskim sklepie internetowym 🙂

https://www.stylemeubels.nl/

😀

SHEET MASKI I NIE TYLKO

Byłam w Actionie po jakąś chemię do sprzątania i oczywiście poszłam w regał z maskami w płachcie. Znalazłam kolejne fajne i parę kupiłam 🙂

Niektóre dziewczyny mają hopla na punkcie robienia paznokci, niektóre na punkcie makijażu a jeszcze inne włosów. Ja co drugi dzień leżę z maską na twarzy 🎭 Często jest to po prostu miód, czasem maska zmywalna a te w płachcie po prostu uwielbiam 💙 Przyklejam do twarzy i na kanapę z książką 😊 A potem resztę wmasuję w skórę i gotowe. Nie trzeba się męczyć ze zmywaniem. W Actionie jest wiele skutecznych masek. I wiele z nich wypróbowałam. Dzisiaj kilka nowych, które pójdą do przetestowania i dwie rzeczy, które już znam i lubię 🙂

Kto nie lubi Disneya? Chyba nie ma nikogo takiego 🙂 Dlatego dorwałam maskę z Królewna Śnieżka. Producent napisał, że jest to maska odświeżajaco- nawilżająca wzbogacona o kwas hialuronowy. Mnie tam pasuje, bo zawsze zwracam uwagę na nawilżenie.

Kokosowa maska odświeżajaca. Na temat oleju kokosowego krążą różne mity. Ja stosuję go do smarowania skóry często zamiast balsamu. Nie narzekam. Wręcz przeciwnie. Dlatego skusiłam się na tę maseczkę kokosową. Mam nadzieję, że skóra po niej będzie miękka 🙂

Maska małpka 🐵 jest głęboko oczyszczająca maską z ekstraktem z liści pachnotki. O pachnotce już pisałam w poście dotyczącym innych masek. Przypomnę tylko, że jest to roślina idealna dla alergików, neutralizuje wolne rodniki i działa przeciwzapalnie. Sądzę, że uspokaja skórę.

Ta maska 😂 działa odświeżajaco i nawilżająco i ma ekstrakt z pomarańczy. Pomarańcza działa na stany zapalne skóry, pomaga w likwidacji trądziku i przetluszczaniu się cery. Spowalnia procesy starzenia się skóry spowodowane np długim opalaniem.

Ice ice baby 🍦🍨🍧 to nawilżająca maska z wyciągiem z ogórka. Pomaga poprawić elastyczność skóry oraz oczyszcza. Ja często przecieram czystą skórę twarzy plastrami świeżego ogórka i mogę powiedzieć, że działa to bardzo odświeżajaco 🙂

Donut worry 🍩🍩🍩 to kolejna maska głęboko oczyszczająca z ekstraktem z pachnotki. Oczyszcza pory i likwiduje zanieczyszczenia. Ogólnie jest dobra dla wszystkich typów cery.

A to złota maska, którą już raz próbowałam i wiem, że sięgnę po nią kolejny raz 😊 W kosmetyce używa się złota koloidalnego, które jest nietoksyczne i całkowicie bezpieczne dla organizmu. Złoto przede wszystkim posiada bardzo silne właściwości nawilżające i odżywcze, likwiduje suchość cery, działa przeciwzmarszczkowo i rozświetla. Ta maska działa łagodząco i zmiękczająco. Pomaga w regeneracji suchej skóry. Jest dwuczęściowa. Czasami mam przesuszoną skórę na brodzie. Ta maska mi pomogła i dodatkowo rozświetlila cerę. Mnie ona odpowiada 🙂

A tu dwie zmywalne maseczki: różowa z czerwoną glinką i rozmarynem oraz niebieska z solą z Morza Martwego i olejkiem macadamia. Jest to masko- peeling. A że ja lubię wszystko, co morskie, to ją wzięłam 🙂 Obydwie maseczki działają oczyszczająco, złuszczająco i usuwają martwe komórki skóry. Do stosowania najlepiej dwa razy w tygodniu.

A tu jedna wypatrzona nowość i druga wypróbowana „starość” 😜 Nowość, to ta zielona aloesowa tubka. Aloes uwielbiam, a że kończył mi się żel do mycia twarzy, to stwierdziłam, że wypróbuję ten. Jest dobry, dobrze się pieni i oczyszcza. Zapach raczej neutralny. Nie ma uczucia ściągnięcia, koi cerę. Kosztuje też niewiele, bo chyba coś koło dwóch euro.

Niebieska buteleczka, do której zawsze wracam, to zmywacz makijażu 🙂 Gdy go odkryłam, to od razu wiedziałam, że to będzie mój nr 1 😊 W tej chwili używam płynu Nivea, kupionego jeszcze w Polsce. Kończy się, więc nabyłam znowu „mój” płyn. Buteleczka ma 150 ml ale starcza na dosyć długo ( u mnie). Płyn jest dwufazowy a to ogromny plus, bo zmywa szybko i dokładnie wodoodporną tapetę. Kosztuje też chyba ok dwóch euro. Jest holenderskiej marki Alvira, która ma w ofercie także toniki, kremy i maski. Stosowałam je też i jestem zadowolona 🙂

Obiecałam sobie, że ograniczę kupowanie kremów do twarzy w plastikowych słoiczkach. Ten w szklanym, różany marki Bielenda powoli się kończy. I co? Zobaczyłam krem w plastiku z wit C. A tę witaminę bardzo lubię, bo działa na skórę świetnie. Najważniejsze, to odmładza, spłyca zmarszczki, rozjaśnia i rozświetla. Od kremu z wit C lepsze jest tylko serum. W Actionie znalazłam krem. Kupiłam go. Jest dosyć gęsty a jego zapach przypomina mi suche… siano 😁 Kończy mi się krem nocny, więc doszłam do wniosku, że tego będę używała na noc, ze względu na gęstość.

Ice ice baby 🍦🍨🍧 na twarzy… W ogóle nie wygląda się, jak z horroru 😂

5 THRILLERÓW, DO KTÓRYCH LUBIĘ WRACAĆ

W ostatni weekend nie miałam weny na jakieś duże porządki. Ogarnęłam pobieżnie to i owo i stwierdziłam, że obejrzę jakiś dobry film. Żadne nowości mi nie podeszły, więc odpaliłam filmy stare, „ale jare” 🙂 Wracam do nich co jakiś czas i polecam na wieczór 😊

„Lucy”- młoda, mieszkająca na Tajwanie studentka, zostaje namówiona przez swojego chłopaka na dostarczenie paczki pewnemu biznesmenowi. Staje się zakladniczką i na jego rozkaz do organizmu kobiety, zostaje wszyta paczka z silną substancją narkotyczną, którą dziewczyna ma przemycić. Paczka pęka, a mózg Lucy podlega niewyobrażalnej transformacji- jego potencjał zostaje uwolniony…

„Skóra, w której żyję”- jeden z bardziej szokujących filmów, będący ekranizacja powieści „Tarantula”. Historia chirurga plastycznego, który próbuje stworzyć syntetyczna ludzką skórę. Swoje eksperymenty przeprowadza na uwięzionej kobiecie. Kim ona jest? Prawda szokuje…

„Adwokat diabła”- Kevin Lomax jest wziętym adwokatem odnoszącym sukcesy. Nie przegrał dotąd ani jednej sprawy. Wkrótce przyjmuje ofertę pracy w Nowym Jorku, ale nie zdaje sobie sprawy kim jest jego nowy pracodawca…

„Siedem”- arcydzieło gatunku. Dwóch policjantów usiłuje schwytać seryjnego mordercę, który zabija wg siedmiu grzechów głównych.

„Jestem bogiem”- Eddie Mora jest niespełnionym, pogrążonym w depresji pisarzem. Dostaje do spróbowania eksperymentalny narkotyk NZT. Powoduje to, że mężczyzna staje się geniuszem i człowiekiem sukcesu. Jest to chyba mój ulubiony thriller, bo na podstawie książki pt „Dawka geniuszu” (Alan Glynn). Czytałam już dawno tę książkę, jeszcze przed filmem. Spodobała mi bardzo i uważam, że jest nawet lepsza niż film. W każdym razie, polecam obydwie pozycje 🙂

Filmy w sam raz na jesienne wieczory 🍁🍂🌛

WILLA, JAK Z HOLLYWOOD

Oprócz pięknych, ciepłych wnętrz w domach krytych strzechą, w Holandii można też znaleźć wille pełne przepychu, z dodatkami w stylu glamour i w kolorze złota. Nawet ogród wygląda, jakby znajdował się w Los Angeles 🙂 Wnętrze wygląda, jak wyjęte z serialu „Dynastia” 😁 Dla jednych, to hit a dla innych kit.

Już drzwi wejściowe robią wrażenie: szerokie, dwuskrzydłowe, przeszklone. Po wejściu do domu, pierwsze, co widzimy, to duży, kamienny wazon z kwiatami. Na filmach widziałam takie, stojące na okrągłych stolikach.

Korytarze lśnią. Zasłony, obrazy i stoliki z kwiatami w kolorze złota+ wielkie szklane drzwi.

Salon także pełen złota, do tego beże, brązy i trochę bieli. Wszystko poprzetykane zielonymi roślinami i kwiatami w wazonach.

Kuchnia o-gro-mna! Chyba pierwszy raz w holenderskim domu widzę taką kuchenną przestrzeń 😜 Na środku wielki stół, meble w białym kolorze z czarnymi blatami i złotymi gałkami. Taki też jest żyrandol. Kuchnia posiada AŻ trzy okna z błękitnymi zasłonami. Znalazło się też miejsce na duże rośliny doniczkowe 🙂

Sypialnie duże z pięknymi oknami od sufitu do podłogi. Oczywiście też w kolorach beżu i złota. Garderoba nie jest przestronna, ale za to z szafą na całą długość ściany. Gdybym miała wybierać między sypialniami, to zdecydowałabym się na tą drugą 🙂

Na koniec zostawiłam zdjęcia łazienki, która zwaliła mnie z nóg 😳 Taką nie pogardziłaby niejedna gwiazda Hollywood 😁

Zdziwiło mnie to, że jest tutaj tylko prysznic. Spodziewałam się raczej wypasionej wanny. Zatkało mnie na widok stolika i krzeseł a także złotych zasłon. Resztę jeszcze bym przeżyła 😜

Ogród pewnie wyszedł z pod ręki wykwalifikowanego ogrodnika 🙂 Starannie przycięty żywopłot, mrozoodporne palmy (a tych akurat w Holandii jest wiele w ogródkach), zadbany, sporych rozmiarów staw, mnóstwo kamiennych figurek, latarnia, niebieski domek ogrodowy i piękny taras z donicami pełnymi kwiatów 🙂

Gdybym miała cokolwiek wybrać z tego domu pełnego błysku, to wybrałabym ogród 😊 Mimo, że oprócz roślin, posiada wiele elementów dekoracyjnych, to jednak ma urok. Sam dom, to dla mnie kit, bo po prostu nie lubię takiego przepychu i stylu.

PIĘKNE WNĘTRZA NA WSI

Są w Holandii takie malutkie miejscowości, że nawet sklepu nie ma. Są za to szklarnie, pola uprawne i ścieżki rowerowe 🙂 Oprócz tego, stoją naprawdę okazałe domy z czerwonej cegły, z dachami krytymi strzechą, pięknymi okiennicami i dużymi ogrodami. W środku jest sielsko i przytulnie.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to dużo drewna, cegła i płytki. Ja fanką płytek (oprócz tych w łazience i trochę w kuchni) nie jestem, ale te brązowe na podłodze mi się podobają. Cegła też świetnie wygląda w domu, a o drewnie nawet nie wspomnę, bo wiadomo, że to jest coś, co nadaje wnętrzu totalnego klimatu. A ja lubię wszystko, co drewniane 😊

Salon jest oczywiście duży, cały w płytkach i drewnianych krokwiach. Podobają mi się też duże okna z zasłonami i kominek. Jedyne, co ja bym zmieniła, to stolik: tu jest szklany, a dla mnie najlepszy by był drewniany, np skrzynia.

Jadalnia, standardowo połączona z salonem. Duży, drewniany stół i rattanowe krzesła. Nie jestem fanką tak wielkich krzeseł, ale rattan jeszcze zniosę 😜 Z sufitu zwisają oczywiście, bezpośrednio nad stołem lampki a na stole świeże kwiaty. Mnie się podoba 🙂

Kuchnia też bardzo mi się podoba 🙂 Jest na tyle duża, że mieści się w niej spory stół z krzesłami. Fantastyczne okna i szafki kuchenne+ stylowy okap i zlew vintage, który jest teraz szalenie modny. Ja bym oczywiście zrobiła dwie rzeczy po swojemu: w oknach delikatne, krótkie firanki i inny kolor mebli. Holendrzy się kolorów nie boją, więc nie dziwi mnie tutaj pistacjowy.

Korytarz- bajka 😊 Długi, podłoga drewniana, drewniane poręcze schodów i drewniana komoda. Sama bym takiej z chęcią poszukała na pchlim targu albo w kringloopie. Ten korytarz kojarzy mi się z filmami produkcji amerykańskiej, bo tam też mają takie długie korytarze- szczególnie w horrorach 😜

Pokój do pracy- marzenie 😊 Stylowe biurko i regały. Do tego wygodny fotel z malutkim stoliczkiem, idealne do czytania. Ja od siebie dodałabym inną lampę, taką z dużym abażurem.

Jedna z sypialni. Piszę jedna, bo ta wydała mi się najciekawsza, a jest ich w tym domu kilka. Tu nowoczesna przesuwana szafa miesza się z okrągłym retro stolikiem kawowym. Łóżko należy raczej do tych nowoczesnych, ale z tego, co widzę, szafki nocne, już nie. Widać też białą komodę, a na niej puszki vintage i radyjko chyba w stylu retro 🙂

W łazience też widać styl retro, np mała drewniana szafka, stojak na ręczniki, czy płytki. Niestety więcej zdjęć nie posiadam i nie widać, czy jest tu wanna, czy prysznic i jak wyglądają :/

Wiadomo: tuinhuis, czyli domek ogrodowy musi być 🙂 Ten jest naprawdę sporych rozmiarów, posiada zadaszenie, pod którym stoi mały stolik z krzesłami. Bezpośrednio przed domem, znajdują się dwa zestawy wypoczynkowe: jeden drewniany z dużym stołem a drugi rattanowy, obydwa z wielkimi parasolami. Wsystko otoczone zielenią: drzewa, krzewy, kwiaty, winorośl 🙂

Miejsce na mini oczko wodne też się znalazło 😊 Otoczone jest paprociami, wybija z niego malutka fontanna a obok stoi kamienna czapla.

Gdybym miała kupę kasy, to tak wyglądałby mój dom marzeń 😊

BREDA- „POLSKIE” MIASTO

Dzień Chłopaka wypadł akurat podczas naszego urlopu, więc wpadłam na pomysł, żeby pojechać do Bredy. Pan Mąż mógł wreszcie zobaczyć czołg Pantera 🙂

Breda leży w prowincji Noord Brabant, czyli w Brabancji Północnej. Wyczytałam ciekawostkę: dla rodzimych mieszkańców tej prowincji, ich kraj kończy się na rzece Mozie. Wyżej zaczyna się kraina, gdzie mieszkają „Hollanders”, czyli niesympatyczni ludzie z północy 🙂 Breda jest trochę holenderska a trochę flamandzka i bliżej jej do belgijskiej Antwerpii.

Troche historii

Breda ma ogromny związek z Polakami. W czasie niemieckiej okupacji, we wrześniu 1944r, mieszkańcy Bredy skrycie słuchający radia BBC, słyszeli o Powstaniu Warszawskim i bohaterskiej walce Polaków o swoją stolicę i sami czekali na wyzwolenie. 29 października 1944r do ich miasta wkroczyli polscy żołnierze. Mieszkańcy gorąco powitali Pierwszą Polską Dywizję Pancerną pod dowództwem Gen Stanisława Maczka. Żołnierze byli skoszarowani w mieście do wiosny 1945r. Wyzwolili Bredę a na ich cześć, w ratuszu znajduje się tablica upamiętniająca wyczyn polskich bohaterów. Jedna z głównych ulic nosi nazwę Generaal Maczekstraat.

W parku, przy ulicy Gen Maczka, postawiono pomnik upamiętniający wyzwolicieli, z polskim orłem zmagającym się z niemieckim i napisem: „W podziękowaniu naszym polskim wyzwolicielom 29 października 1944”.

Po drugiej stronie ulicy, stoi niemiecki czołg Panther- prezent polskich żołnierzy dla miasta. 70letnia tradycja zrobiła swoje i czołg nazywany jest po prostu „polskim czołgiem”.

W Bredzie znajdują się trzy polskie cmentarze wojskowe, gdzie spoczywają polscy żołnierze. Główny cmentarz nosi oficjalną nazwę: Polski Honorowy Cmentarz Wojskowy w Bredzie. Znajduje się przy ulicy Ettensebaan 30, gdzie spoczywa sam Gen Maczek. Gen Stanisław Maczek zmarł 11 grudnia 1994r w wieku 102 lat w Szkocji. Jego życzeniem było być pochowanym wśród swoich żołnierzy. Na cmentarzu, co roku odbywają się uroczystości z okazji wyzwolenia Bredy. Na cmentarz można wejść i zapalić znicz.

Centrum

Grote Markt, czyli rynek, to centrum miasta z licznymi knajpami, restauracjami i barami. Obok rynku stoi Grote Kerk, czyli Duży Kościół- piękna gotycka budowla z 1410r. Wieża kościoła ma 97 metrów i można na nią wejść. My nie skorzystaliśmy.

Stare miasto otacza kanał z parkiem i zamkiem Kastel van Breda, w którym mieści się Królewska Akademia Wojskowa. Historia zamku ma swoje początki w 1353r Był on posiadłościa królewskiego rodu Orańskiego. Zwiedzać go można tylko z przewodnikiem. Zrobiłam zdjęcie tylko częściowo, bo reszty nie wolno fotografować- pan pokazał ręką, że jest zakaz.

Do zamku prowadzi nieduży most, przy którym umieszczonych jest mnóstwo kłódek z imionami ludzi 🙂

Wizyta w Bredzie nie trwała długo, bo chcieliśmy zobaczyć głównie pamiątki na cześć naszych żołnierzy. Będąc blisko miasta warto tam podjechać i zwiedzić chociaż to, co my 🙂

STYLOWY DOM

Holendrzy mają swój styl i dla mnie jest to styl, który warto naśladować 🙂 Ich domy i mieszkania są estetyczne, posiadają meble i dodatki, które nigdy nie wyjdą z mody, np drewno.

W Holandii jest mnóstwo domów krytych strzechą, z dużymi oknami i pięknymi ogrodami 💚 W moim mieście, znajduje się dzielnica Cita Romana, w której są tylko takie domy- wszystkie białe, z dachami ze strzechy. Takie domy mają zazwyczaj duże, piękne salony z kominkami, ogromnymi oknami i mnóstwem drewna. Uwagę trzeba też zwrócić na meble i dodatki 😊 Kiedyś miałam inny gust: podobały mi się nowoczesne meble i dodatki. A w zasadzie, niemal zero dodatków. Teraz lubię wnętrza z dużą ilością drewna, ciepłe światło, dużo poduszek i kwiatów. Czyli, tak, jak jest w holenderskich domach- np tym na zdjęciu wyżej. A poniżej gustowne pomieszczenia 😊

Salon jest ogromny, z drewnianą podłogą i sufitem. Na jednej ścianie wielki kominek a przed nim komplet wypoczynkowy z poduchami, otoczony lampami. Ława też jest pokaźnych rozmiarów. Niemal zawsze stoją na takich ławach świece. W salonie dojrzeć też można sekretarzyk i brązowy kredens. Całości dopełniają olbrzymie okna z zasłonami, które raczej nie są zasuwane 😛

Kuchnia także ma porządny metraż. Jest na tyle duża, że mieści się w niej wyspa i stół z krzesłami i ławą. Pistacjowy kolor i okna nadają lekkości i nie przytłacza to pomieszczenia, mimo tylu mebli.

Salon najwyraźniej jest podzielony na mniejsze części, bo znajdują się tam jeszcze dwa małe stoliki. Każdy z nich stoi przy dużym oknie. Mnie odpowiada ten pierwszy, bo kolor ścian jest jasny, na suficie krokwie, na parapecie lampy a w ścianę wbudowana jest witryna.

Schody są szerokie ze świetną drewnianą poreczą. Do tego okno z zasłonami i niewielka komoda z obrazem 🙂

Łazienka duuuża 🙂 Mieści się w niej i wanna i prysznic. Wszystko w jasnych płytkach, co jeszcze bardziej powiększa przestrzeń. Na uwagę zasługują dwie umywalki zabudowane w drewnie- jasnym. W łazienkach zazwyczaj są małe okienka. Tu: wielkie z zasłonami 🙂

Sypialnia takich rozmiarów, to marzenie pewnie wielu ludzi 🙂 Jest miejsce na ogromne łóżko i nawet szafę. Z tym, że tutaj tej szafy nie ma. Są za to dwa duże (a jakże) okna, fotele a nawet mała kanapa.

Gabinet z pięknym stylowym biurkiem. Do tego kominek, regał z książkami, fotele i obrazy na ścianach. Ja bym oczywiście dostawiła więcej półek na książki 😛 Poza tym, przy takim oknie, z widokiem na ogród, to można sobie popracować… 😊

Dom ogólnie prezentuje się świetnie i uważam, że nawet amerykańska willa nie „dorasta mu do pięt” 😜

MINĄŁ WRZESIEŃ…

Urlop się skończył i trzeba było wrócić do pracy. Za oknami jesień pełną gębą 🍁🍂☔. Pierwszy tydzień mieliśmy gorący. Reszta deszczowa. Teraz wieje i leje na zmianę. W nocy, ostatnio nawet burza była 😊

Najważniejsze, że udało nam się w miarę uporządkować ogródek. Chwastów wyrwaliśmy od groma. Było trochę ostów, pokrzyw, nawet poziomki! Reszta, to trawa i bambus. Ktoś był taki „mądry” i obsadzil tym całe podwórko. W zasadzie, to może i niecałe, bo wystarczy tego trochę i potem bez problemu się rozrasta. Bambus zawsze mi się podobał. Tyle, że ten nie był kontrolowany i jest go teraz pełno. Jego pędy przebijają się nawet między płytami chodnikowymi. Wypuszcza je wszędzie a wyciąć go, to nie lada wyczyn 😬😒 Najgorsze zostało potraktowane sekatorem. Reszta na wiosnę. Znajomy Holender opowiedział nam o torturach bambusem w Wietnamie. Podobno nacinali ludziom skórę a roślina wbijała się w ciało. Znalazłam nawet informację o tym w internetach. Nie chcę już bambusa! Oczko wodne niemal opróżnilam. Ale zaczęło lać i od nowa pełne. Ono też poczeka na wiosnę- będzie likwidowane. Ślimaków mnóstwo. Miały „raj na ziemi”, ale ogródek zrobił się łysy i się zwinęły.

Wybraliśmy się także do Xenosa (sklep z wyposażeniem: meble do domu, np komody i różne gadżety, m.in kuchenne). Szukałam chlebaka. Znalazłam ostatnią sztukę- obok ceny napisane było, że z bambusa 😳 Oprócz tego dzbanek. Biały, prosty, za 7 euro.

W Xenosie było też stoisko z drewnianymi rzeczami, typu łyżki kuchenne, solniczki, pieprzniczki, miski, miseczki, tace i różnych kształtów deski do krojenia 😊 Wyszłam z jedną deską i łyżką.

Natknęłam się też na regały z czarnymi rzeczami do kuchni 😊 Ciekawie wyglądały, ale darowałam sobie kupno, bo nic by nie pasowało do obecnego koloru kuchni.

I jeszcze regał z fajnymi gadżetami w holenderskie motywy 😀 Kupiłam rękawicę kuchenną w niebieskie wiatraki. Są to rzeczy, które warto kupić na pamiątkę.

Zrezygnowałam z zakupu białego biurka, które wypatrzyłam w kringloopie. Pojechaliśmy obejrzeć je jeszcze raz i wtedy zobaczyłam, że ma mnóstwo skaz, m.in brak gałek przy szufladkach, a dolne szuflady były zdezelowane tak, że odpadało im dno :/ No i cena była wysoka, bo aż 60 euro. Pan Mąż powiedział, że na jego wzór mogę zaprojektować sobie nowe i stolarz zrobi.

Papugi znalazły sobie nowe miejsce do rozrabiania. Upodobały sobie kuchnię, szczególnie koszyk z przyprawami. Obgryzają wszystko, jak leci.

A tak wygląda nasz pierwszy tydzień po urlopie 😜

ZAMIAST OSŁONKI NA STORCZYKA…

Ostatnio odwiedziła mnie dobra koleżanka. W prezencie, do nowego domu, dostałam od niej storczyka o pięknym kolorze.

Znowu trzeba było kupić osłonkę na tę plastikową doniczke, w której rośnie kwiatek. Skąd wziąć? Należy udać się do kringloopa 😁 Tak, wiem, siedzę tam często. Ale po co przepłacać w ogrodniczym, skoro tam za centy można cuda na kiju znaleźć 🙂 Wpadłam tam i poszłam w regał z drewnianymi pierdołami. W oko wpadły mi drewniane gruszki 🍐🍐 Mam już jabłka 🍎🍎 więc gruszki do kompletu też muszą być 😛

Potem przeniosłam wzrok na talerze, półmiski i inne takie… A że akurat rozkładali nowy towar, to przejrzałam to i owo. Co znalazłam? Za 2 euro taki płaski półmisek na ser 😊

Pan Mąż zaopatrzył się wcześniej w nożyce do cięcia żywopłotu. Trzeba było wyrównać tę zieleninę przed zimą. Jednak ciąć ✂✂ to, wcale nie jest taką prostą sprawą. Próbowałam sama. W kringloopie mąż znalazł za 12 euro elektryczne „nożyce”-trymer firmy Makita. Nie są nowe, mają ślady użytkowania, ale są w dobrym stanie. Teraz z żywopłotem pójdzie łatwiej 🙂

Co jeszcze było? A np taki wielki słój ozdobny z dużymi makaronowymi muszlami. Szkoda, że mam mało miejsca w kuchni…

Zegar na kuchenną ścianę: piękny, duży, ciężki, żeliwny 😊 Ja już zegar mam. Mały, niestety plastikowy, w kształcie patelni z jajkiem sadzonym 🍳

Wśród ozdobnych szkieł, popielniczek, karafek i innych kryształów, zerknęłam na takie małe coś we wzorek kart do gry 🃏

Zawsze oglądam też drewniane ozdoby, jak np afrykańskie maski, zwierzęta czy naczynia. Bardzo mi się podobają, bo pasują do stylu kolonialnego 😊 Ale nawet w kringloopie są pieruńsko drogie. Jedną taką maskę przyłożyłam do twarzy, jak w filmie „The Mask” 🎭😂

Aaaa, i na koniec muszę wspomnieć, że o osłonce zapomniałam… 😒😂

HAGA-SCHEVENINGEN

W pewien ciut wietrzny, deszczowy, ale ciepły dzień, wybraliśmy się do Hagi. Do tej pory byliśmy tam 2 razy- raz przejazdem, a za drugim razem w Madurodamie (parku miniatur). Teraz przyszedł czas na zobaczenie najpopularniejszego kurortu Holandii, czyli plaży, mola i deptaka w dzielnicy Scheveningen.

Scheveningen kiedyś było małą wioską rybacką. Z Hagą łączyła ją tylko jedna ścieżka. Z biegiem lat, zamożni mieszczanie zaczęli dostrzegać uroki pięknej plaży i nadmorskich spacerów. Dlatego wioska rozrastała się, bo zaczęto budować okazałe rezydencje. Scheveningen zyskało status kurortu dla bogaczy i wraz z rozwojem Hagi, stawało się coraz popularniejsze.

Na plaży wznosi się piękny hotel Kurhaus. Jego pełna nazwa brzmi Grand Hotel Amarath Kurhaus The Hague. Robi naprawdę duże wrażenie. Zresztą wg mnie jest podobny do naszego sopockiego Grand Hotelu 😊 Budynek wzniesiono w latach 1884-1885. Został zaprojektowany przez niemieckich architektów i posiadał wielką salę koncertową i 120 pokoi. Lata 60te przyniosły kurortowi kryzys, bo popularne stały się podróże zagraniczne. Holendrzy porzucili swoje plaże na rzecz tych zagranicznych. Hotel zaczął popadać w ruinę. Na szczęście nie dopuszczono do tego, znalazły się pieniądze na remont i został wpisany na listę zabytków. Ponownego otwarcia dokonała księżniczka Beatrix.

Widok od strony ulicy
Widok z plaży

Molo w Scheveningen, to kolejna wizytówka kurortu. Konstrukcja wcina się w morze na długość prawie 400 metrów i jest dwupoziomowa. Na dole mieszczą się sklepiki z pamiątkami i liczne bary i kafejki: można zjeść burgera, gofra albo wypić drinka. Na górze także jest kilka knajpek. Do molo przylega diabelski młyn i wysoka wieża, z której można skoczyć na bungee. Pierwsze molo zbudowane było z drewna i nosiło imię królowej Wilhelminy. Otwarte zostało w 1901r. Konstrukcja nie przetrwała jednak II wojny światowej. Molo, które widzimy dziś, zostało otwarte w 1959 r.

My nie zwiedzaliśmy całej Hagi. Jak wcześniej pisałam, chcieliśmy zobaczyć hotel, molo i bulwar. Czytałam, że w okresie letnim plażowiczów jest od groma i znalezienie miejsca parkingowego graniczy z cudem. My pojechaliśmy tam w tygodniu i pod koniec września. I tak ledwo udało mam się znaleźć wolne miejsce. Na szczęście udało się zaparkować blisko hotelu i mola. Stwierdziliśmy, że godzina nam wystarczy na zobaczenie najważniejszego. A guzik. Godzina, to mało. Nie przeszliśmy całego bulwaru z knajpami i sklepikami. Skierowaliśmy się od razu na molo. Spacer zaczęliśmy od górnej części, do której prowadzą schody z deptaka.

Po drodze stwierdziliśmy, że zrobimy sobie jazdę na diabelskim młynie. Pamiętam, że będąc w Trójmieście, jeździliśmy na takim w Gdyni i widok na port był super 🙂 Doszliśmy do końca mola, gdzie są dwa zejścia na dół: jedno do wieży widokowej ze skokami i drugie do koła. Bilet: 9€. W Gdyni zapłaciliśmy 50zl od osoby, ale to był sezon letni. I tu muszę napisać, że żałowałam, że w ogóle wlazłam do tej kabiny na młynie. Jak w Gdyni był dzień słoneczny i bezwietrzny, tak tu zachmurzony i na plaży wiało. Co za tym idzie? Bujało nami i niemal zeszłam na zawał 😳😬😵 Prawie oczu nie otwieralam i z samego szczytu plaży i morza nie widziałam. Czekałam, aż wreszcie się to ustrojstwo zatrzyma. A obrotów było chyba ze 4!

Po wyjściu z tego przeklętego koła, udaliśmy się dołem na plażę. Pan Mąż kupił gofra, bo mu pachniało 😀 I znowu przekonałam się, że holenderskie plaże są piękne i szerokie. Morze było wzburzone i wyglądało cudnie 😍🌊 W wodzie było sporo surferów. Ludzie nawet w kurtkach chodzili boso i miałam ochotę zrobić to samo 😊 Do hotelu od strony plaży, blisko nie podchodziliśmy. Wolałam gapić się na fale, mewy i muszle 🐚Chcemy tu przyjechać, gdy będzie ciepło i bezchmurnie, bo podobno zachody słońca są tu piękne 🌅

Pozwolę sobie porównać Scheveningen do Sopotu 😛 Obydwa hotele są piękne i położone na plaży. Holenderska plaża jest jednak ładniejsza, bo baardzo szeroka. Molo? Wygrywa to w Sopocie. Jest dłuższe (część spacerowa wynosi 511,5 m, a 458m wchodzi w morze), bardziej zadbane, czystsze i jest na nim tylko jedna restauracja, co jest dla mnie akurat plusem 🙂 Więc 2:2. Ale! W Sopocie, schodząc z plaży, mijając knajpy, schodzimy na ścieżkę rowerową i park, łączący Trójmiasto. Jest zielono i spokojnie. A w Scheveningen wychodzimy na ruchliwą ulicę pełną hoteli, barów i tramwajów. Zero spokoju i zieleni. Więc 3:2 wygrywa jednak Sopot 😊 Mimo to, uważam, że będąc w Holandii, warto odwiedzić kurort, jak i całą Hagę 😀