MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ KAWY

Ten wpis powstał na wieczór, a powinien rano przy kawie ☕☕ Dowiedziałam się niedawno, że 29 września mamy święto kawy 😊

Ja kawę lubię i piję codziennie rano. Musi być ta zwykła, czarna, fusiasta, gorąca i często ze zwykłym mlekiem. Kiedyś nie lubiłam jej pić, a teraz nie wyobrażam sobie dnia bez kubka kawy. Bo w kubku smakuje mi najlepiej 😄 Muszę też napisać słów kilka na temat picia tego napoju przez Holendrów, bo już dawno zauważyłam, że oni jej piją baardzo dużo…

W Holandii podobno wypija się codziennie 6,5 mln litrów tego napoju. I też miliony zarabia się na kawie. Jest tutaj nawet jej festiwal w Amsterdamie. Tu nie pija się samej wody, tylko kawę. To właśnie Holendrzy sprawili, że mała czarna jest teraz popularna na całym świecie 🌍🌎🌏 Początkowo napój znany był tylko w Afryce Wschodniej. Potem stał się znany w krajach arabskich. Znana nazwa „mokka” pochodzi od miasta Mokka w Jemenie. To właśnie z Mokki holenderscy żeglarze wywieźli w XVII wieku Coffea arabica na indonezyjska wyspę Jawę, gdzie roślina świetnie się przyjęła. XVII wiek był Złotym Wiekiem Niderlandów a wypełnione towarem statki ze sprytnymi kupcami pływały po morzach i oceanach całego świata. Wiedzieli, że na kawie da się zarobić. Dlatego rośliny kawowca wywieźli m.in do Sri Lanki i krajów Ameryki Południowej 🙂 Holendrzy twierdzą nawet, że pierwszym największym centrum sprzedaży i konsumpcji kawy był Amsterdam. Początkiem ogólnoeuropejskiej popularności kawy był rok 1715. Wtedy to burmistrz Amsterdamu podarował roślinę kawowca królowi Francji, Ludwikowi XIV. Od tamtej pory i Francja pokochała czarny napój. Początkowo na picie kawy mogli pozwolić sobie tylko najbogatsi. Potem to się wreszcie zmieniło i kawa była popularniejsza od piwa. Na początku XVIII wieku w dużych miastach takich jak Amsterdam czy Haga, zaczęły powstawać coffiehuizen, czyli pijalnie kawy. Holendrzy zarabiają na kawowym biznesie od początku. Jednym z największych producentów na świecie jest firma Douwe Egberts- założona w 1753 roku w małym fryzyjskim miasteczku Joure.

Już wiadomo, że kawa w Holandii była, jest i będzie. W pracy automat do kawy jest zawsze. Na każdej pauzie pija się kawkę. W domu goście częstowani są kawą. Najlepiej z ciasteczkiem 🍪☕ Ciastka są podawane w różnych, kolorowych, metalowych puszkach, które uwielbiam 😊 Holendrzy posiadają w domach ekspresy do kawy i to nawet takie bardzo nowoczesne. Ogólnie tradycją jest podawanie filiżanki kawy z ciastkiem. Jeżeli zaprosi się Holendra do siebie- także w dobrym tonie jest zaproponowanie kawki i ciastka. A takie mamy tu rodzaje ciastek:

Będąc w Holandii, warto zakupić kilka rodzajów tutejszych kaw, bo są naprawdę dobre 🙂

HURAAA! JESIEŃ 🍂🍁

Naszło mnie takie przemyślenie, że kiedy byłam mała, moją ulubioną porą roku było lato 🌞🌳🌾. I trochę też zima, szczególnie czas Bożego Narodzenia ❄⛄. Potem zmieniło mi się i lubiłam wiosnę 🌼🌻🌿 A teraz uwielbiam jesień 🍂🍁🎃🍄

Najbardziej lubię właśnie jesień, chyba dlatego, że wtedy kończą się upały, które ciężko znoszę. I dlatego też, że robi się szybciej ciemno, a ja lubię wieczory i noc. Wieczory z książką. I jest zmiana czasu, więc i pospać można tę godzinę dłużej 🙂 I dzisiaj jest taki kolorowo- jesienny wpis ze zdjęciami, które bardzo mi się spodobały.

W 2020 roku, na półkuli północnej, jesień zaczęła się 22 września i potrwa do 21 grudnia. Wiele osób mówi, że ta pora roku w Polsce, kojarzy im się zazwyczaj z nostalgią i smutkiem. Może ze względu na pogodę, krótkie dni i Święto Zmarłych, które ja akurat lubię. I lubię wtedy wygląd nekropolii, szczególnie wieczorem. A mnie jesień kojarzy się z przyjemnym chłodem, deszczem (a w Holandii, nie dość, że leje, to jeszcze porządnie wieje), kolorowymi liśćmi w parku, czy lesie, grzybami, wrzosami, dyniami, żołedziami,kluczami ptaków🍄🎃☔☁😊 Jest taki wiersz Juliana Tuwima pt „Wspomnienie”, w którym pisał, że „Mimozami jesień się zaczyna, złotawa, krucha i miła”. Utwór wykorzystał Czesław Niemen, wykonując go jako piosenkę.

Znalazłam też mnóstwo ładnych cytatów jesiennych. Oto kilka, które szczególnie mi się podobają:

„Gorycz poranka i słodycz jesieni dopiero w późnym wieku się ceni”- Jan Sztaudynger

„Życie ma swój ustalony biologiczny rytm. Od czasu do czasu burze przerywają jego bieg, ale wiosna, lato, jesień, zima, następują po sobie jak urodzenie, życie, śmierć. Tyle, że przyroda zmartwychwstaje. My-nie.”- Zofia Kucowna

Jesienią, jesienią, sady się rumienią, czerwone jabłuszka pomiędzy zielenią”- Maria Konopnicka

Jesień to druga wiosna, kiedy każdy liść jest kwiatem”- Albert Camus

„O szyby deszcz dzwoni, dzwoni. Deszcz dzwoni jesienny i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny”- Leopold Staff

Jesienią nie idź do jubilerów, aby zobaczyć złoto. Idź do parków!”- Mehmet Murat Ildan

Przysłowia nawiązujące do jesieni też są ciekawe i dotyczą zmian pogodowych, przepowiadających aurę na najbliższe miesiące pór roku 🌷🌞☔❄ Np takie:

Gdy w kwietniu ciepłe deszcze padają, pogodną jesień zapowiadają.

Bartłomiej ukazuje, jaka jesień następuje.

Gdy jesień zamglona, zima zaśniezona.

Na koniec sierpnia śniegiem okryte góry, jesień bez chmury.

Gdy łagodna jesień trzyma, będzie krótka, ostra zima 😊

A czy są filmy odpowiednie do obejrzenia akurat w jesienny wieczór i do tego z jesienią w tle? A są 😊🎥 Oto kilka tytułów, które polecam:

„Halloween„- jest kilka filmów z tym słowem w tytule. A ten jest najnowszy, bo z 2018r. Ostatnia konfrontacja Laurie Strate z prześladowca, przed którym uciekała 40 lat wcześniej. Dla fanów grozy, jak znalazł 😁

„Miłość w Nowym Jorku”- komedia romantyczna o 50- letnim playboyu, który pewnej pięknej jesieni poznaje 21- letnią Charlotte. Warto obejrzeć ze względu na jesienny Nowy Jork 🙂

„Kiedy Harry poznał Sally”- kultowa komedia romantyczna, w której spora część filmu rozgrywa się także w jesiennej scenerii Wielkiego Jabłka.

„Masz wiadomość”- kolejna komedia romantyczna z jesienią w tle na Manhattanie. Dwoje ludzi rywalizujących ze sobą w biznesie książkowym 📚

„Słodki listopad”- dramat, w którym nowojorski biznesmen- karierowicz, poznaje w listopadzie dziewczynę, która postanawia „naprawić” jego życie.

„Dziewczyna z pociągu”- film na podstawie książki- bestsellera. Jest to dobry thriller psychologiczny, który idalnie nadaje się na wieczór 🙂 Książkę czytałam 😊

Jesień ma mnóstwo zalet 😊 Pogoda nie dopisuje? Można ten czas spędzić pod kocem z filmem lub książką. Albo zrobić trochę porządków w domu, tak jak ja 😄 Nawet w typowo jesienny weekend można czas spędzić fajnie. A jeśli za oknem jest „polska złota jesień” , warto iść do lasu lub parku. Ubrać ciepły sweter, termos z herbatą i w długą 😁 Czasem można jeszcze na kocu posiedzieć. Ja postanowiłam ostatnie w miarę ciepłe dni spędzić na ostatnich pracach w ogródku: zasadzić cebulki tulipanów i żonkili, powiesić karmę dla ptactwa i zgrabić ostatnie liście 🍁🍂

W SKLEPIE OGRODNICZYM I DEKORACJA JESIENNA

Pogoda się zmieniła. Zaczęło padać, ale mnie to nie przeszkadza, bo lubię deszcz. Raz nawet burza była 🙂 Takie jesienne wieczory mi odpowiadają, szczególnie, że jeszcze trwa urlop. Postanowiłam wyciągnąć Pana Męża do wielkiego sklepu ogrodniczego, który mieści się w szklarni 🙂

Ja oczywiście oczopląsu tam dostawałam, bo roślin i dekoracji jesiennych ogrom. Ogólnie potrzebowaliśmy jakieś grabki do liści i szczote do zamiatania chodnika. Myślałam też o wrzosie i chryzantemach. Zakupiłam też dwa plecione koszyczki, żeby te wrzosy jakoś się prezentowały. Chryzantemy wsadziłam do koszyków kupionych w kringloopie. Do tego trzy małe dynie i przed domem jest jesiennie 🍂🍁😊

Była promocja na bratki: 10 sztuk za 4 euro! No trzeba było wziąć 🙂 Do tego dwie sztuki ozdobnych kapustek, cebulki tulipanów i żonkili. Jedne tulipany wzięłam czarne, bo zawsze takie chciałam. Reszta jest różnokolorowa. Posadzone na jesień, powinny na wiosnę wyrosnąć.

Na końcu podwórka mamy dwa drzewa, a w zasadzie to dwa wysokie pieńki i są to chyba wierzby, których tu pełno nad kanałami. Stwierdziłam, że powiesze na nich jedzenie dla ptactwa 🙂 W sprzedaży były m.in kolby z ziarnami i połówki kokosów, w których, w tłuszczu, zatopione są ziarna. Kupiłam to i zaraz idę wieszać 🙂 W sklepie było też mnóstwo innych rzeczy 🙂

W Actionie były także dekoracje jesienne. Do tego na równi z tymi na Halloween 🎃 i Boże Narodzenie 😄 Dwa tygodnie temu, kupiłam drewnianą tacę+ sztuczne liście i plastikowe dynie. Nie lubię plastiku, a te ozdoby to w sumie takie byle gówno, ale trudno, niech będą. Dobrze, że szyszki są naturalne i małe plastry drewna. Dodałam parę wkładów i w domu też ciut jesiennie 🙂

Jeszcze tylko trzeba ogródek dokończyć, doprowadzić do ładu i składu i zima może przyjść 😜

PIERDOŁY DO DOMU Z INNEGO KRINGLOOPA

W związku z tym, że urządzamy powoli nasze kąty, to znowu chciałam odwiedzić kringloopek 😁 Ale nie ten, co zawsze. Mamy w mieście jeszcze drugi. Można powiedzieć, że podwójny, bo w jednej hali jest wszystko, że „dziada z babą” brakuje, a w drugiej tylko meble. No i pojechaliśmy. Co kupiłam? A to:

Dwa plecione koszyki, bo chciałam kupić wrzos i przesadzić do takich właśnie koszyczkow. Wymyśliłam sobie dekorację jesienną, a takie plecionki sprawdzają się idealnie 🙂

Mała lampka nocna. Spodobała mi się, bo ma drewniane nóżki, a drewno lubię. Żarówka poszła do wymiany, bo świeciła na…czerwono 😬

Pan Mąż wypatrzył taki rondelek. Mamy tylko jeden. A kolejny się przyda. Poza tym w ogóle nie zniszczony.

W toalecie na dole, lampa u sufitu jest przepalona, stara, ale mimo to świeci. Nie podoba nam się i idzie do wymiany. Szukaliśmy fajnego plafonu. I udało się. Trzeba było go tylko wyczyścić z kurzu 🙂

Świeczki z muszelkami 🙂 A ja lubię wszystko, co morskie, więc je złapałam i cyk do koszyka. Pewnie nie pachną, ale one w sumie mają robić za dekorację.

Poszliśmy też na drugą halę, tam gdzie meble. Wpadł mi w oko piękny sekretarzyk- biurko. Kiedyś na taki mebel nie zwróciłabym uwagi. Teraz gust mi się zmienił. Nie mam pomysłu jeszcze, gdzie mógłby stać… Gdybym go kupiła, to zmieniłabym kolor. Nie lubię białych mebli. Przydałoby mi się takie biurko. Już żałuję, że go nie kupiłam. Kringloop będzie otwarty od wtorku. I na 99% pojadę tam. Oby jeszcze mebel był 😊

NIE TAKI SĄSIAD- HOLENDER STRASZNY, JAK GO MALUJĄ

Poznaliśmy naszych nowych sąsiadów: i tych z lewej i tych z prawej strony. Poszliśmy wreszcie się przedstawić. Zabraliśmy ze sobą „prezenty”, tzn pełne skrzynki 🍅. Ale po kolei…

Jak już wcześniej pisałam, przed nami mieszkali tu inni Polacy. Od tych ostatnich słyszeliśmy, że małżeństwo sąsiadów z prawej jest super. Ci po lewej, nie odpowiadali nawet na „dzień dobry” i non stop skarżyli się na hałasy. No to ja sobie myślę, że jakiś powód tej niechęci do Polaków skądś się wziął… Pan Mąż mówi tak: „Dobra, zaczynamy urlop i trzeba iść się przedstawić i przywitać”. Ja byłam, przyznam się, pełna obaw. A już na pewno w stosunku do tych sąsiadów nieprzychylnych Polakom. Ale dobra, poszliśmy zaraz po pracy. Najpierw do tych miłych. Otworzyła nam pani uśmiechnięta i ciut zaskoczona, bo nie wiem, czy nas obserwowała z okna, gdy znosiliśmy klamoty. Możliwe, że jednak tak, bo Holendrzy podobno lubią wiedzieć dużo na temat swoich sąsiadów. Przedstawiliśmy się i powiedzieliśmy skąd jesteśmy i że teraz tu będziemy mieszkać, bo kupiliśmy dom. Pani na to, że wie, że jest jej miło i od razu zapraszała nas na kawę. Była sama, bo mąż w pracy. Grzecznie podziekowalismy i odmówiliśmy, bo my ledwo po pracy. I jeszcze chcieliśmy przecież iść do tych drugich „niemiłych”. Powiedziała, że rozumie i się cieszy z nowego towarzystwa 🙂 Fajnie, super, miło, nie? I potem z duszą na ramieniu zapukalismy do kolejnych drzwi. Ja miałam myśl typu: „Kurwa zamkną nam drzwi przed nosem i będzie siara”… Ale nie! Rozmowa była krótka i miła. Spokojni, fajni ludzie. Podziękowali za warzywa i nawet stwierdzili, że będzie się dobrze mieszkać. A! I też wiedzieli kim jesteśmy i że kupiliśmy dom.

W piątek, ostatni dzień przed urlopem. Przyjechaliśmy po pracy, parkujemy a tu wychodzi sąsiad (ten, co wcześniej był w pracy i nie poznał nas osobiście). Najwidoczniej czekał na nas. Przedstawił się i mówi, że widzi nas w przyszły weekend na kawie. Ok, przyjdziemy 🙂 W pierwszy tydzień urlopu nawet nie dobiło jeszcze weekendu a tu dzwonek do drzwi. Wróciliśmy akurat dopiero co z zakupów i jedliśmy kapsalony. Pan Mąż otwiera, a tu sąsiad „od kawy”. Mówi, że mamy wpaść teraz na kawę i piwo. Coooo? Przecież umówieni byliśmy na weekend. Ale ok. Poszliśmy. 2 godzinki zleciały przy kawie i rozmowie. Mili, sympatyczni, weseli. Wiele nam opowiedzieli o jeszcze dużo wcześniejszych lokatorach 😬 Np to, że raz mieszkało tu przed nami 9 facetów! Pracowników z Polski. Wesoło nie było. Tzn sąsiadom, bo ci panowie podobno co weekend bawili się wybitnie 😣 No i co się potem dziwić Holendrom… Wychodzi na to, że po prostu wystarczy mieszkać „po ludzku”, być spokojnym, miłym, mówić „dzień dobry”, „dziękuję” i „do widzenia” a przekonają się tubylcy i do obcokrajowców 🙂

CO CIEKAWEGO WYNALAZŁAM W KRINGLOOPIE

Pojechaliśmy dzisiaj z Panem Mężem do ulubionego sklepu ze starociami. Ja miałam w planach poszukać niedużej osłonki na doniczke i dużej doniczki na przesadzenie kwiatka…

Jak to zazwyczaj bywa, wyszłam ze sklepu z paroma innymi rzeczami. A że była dostawa nowego towaru, to miałam w czym przebierać 🙂 W oko wpadły mi drewniano- metalowe stojaki na gazety. Stwierdziłam, że jeszcze nie będę tego kupować a teraz żałuję. Jak zawsze zresztą, bo zamiast brać od razu, to się rozmyślam i potem już tego czegoś upatrzonego nie ma :/ A ja taki gazetnik chcę mieć, mimo że gazet nie czytam, tylko książki. Jest to fajna ozdoba domu. Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia. Oglądałam też żyrandole. Musimy zmienić jeden w toalecie na dole, bo jest przepalony. Jak na złość w tym temacie wyboru dużego nie było. Przeważały kinkiety. Dobrze, że w miasteczku mamy jeszcze jeden krongloop, więc na pewno coś znajdziemy. A to, co wygrzebałam dzisiaj:

Metalowa puszka w kwiaty za 2 euro. Szukałam takiej większego rozmiaru, bo muszę trzymać gdzieś papuzie ziarno. Z torebek się wszystko wysypuje. Natrafiłam na tą i ją wzięłam. Zmieściło się i ziarno i proso.

Dynia na Halloween 🎃 Jest szklana a z tyłu ma otwór na wkład świeczki. Fajny gadżet nawet na jesień. Lubię Halloween, więc taka dyńka się przyda 🙂

Były trzy obrazki: Nowy Jork, Paryż i Londyn. Żałuję, że nie wzięłam wszystkich trzech :/ Mamy w korytarzu przy drzwiach wbity haczyk na klucze. Stwierdziłam, że taki obrazek będzie się w tym miejscu dobrze prezentował. Chyba jutro kupię pozostałe, bo już widzę, że będą fajnie razem wyglądać. Obrazek pochodzi z Ikei.

Ta osłonka najbardziej mi się podobała. Parę napisów, kawałek oplecionego wokoło sznurka i fajny kolor.

Szklany dzbanek w krowy 🙂 Szukałam takiego na łyżki kuchenne i jest! To już drugi w krówki, jaki posiadam. Świetna ozdoba kuchni.

Zegar za 7,50 euro. Spodobał mi się od razu. Jest otwierany, w środku ma trzy półeczki na jakieś pierdoły. Bardziej spodziewałam się haczyków na klucze 😉 Znalazłam za to zapasową baterię. Wymieniłam i chodzi 🙂

2 doniczki w kształcie skorupek jajek. Idealne, jako ozdoba na Wielkanoc. Już widzę w nich posadzone małe żółte żonkile 🙂

Spora doniczka jest mi potrzebna do przesadzenia kwiatu, który tak mi się pięknie (odpukać) rozrósl, że szkoda aby się dalej męczył. Wypuścił odnożkę, więc muszę ją wsadzić do tej donicy. Szkoda, że ziemi zapomniałam kupić :/ Ogólnie w donicach nie było wyboru. Dobrze, że trafiłam na taką chociaż. Kolor mi odpowiada, bo w większości posiadam białe doniczki.

Dopiero zaczęłam urlop, więc jeszcze mam dużo czasu na bieganie po kringloopach 🙂

KUCHENNE GADŻETY I SPRZĘT, KTÓRY BYM CHCIAŁA

Stwierdziliśmy z Panem Mężem, że jeszcze nie będziemy robić remontu kuchni, tj wymiany mebli, płytek itp. Nie podoba mi się jej żółty kolor, ale nie jest w tragicznym stanie, więc odpuścimy a zajmiemy się innym pomieszczeniem.

Powoli doprowadzam kuchnię do porządku. Czyszcze szafki i próbuję w nich upychać swoje rzeczy. I nie jest to łatwe, bo w poprzednim mieszkaniu, kuchnia miała więcej większych szafek. Tutaj jest 5palnikowa kuchenka (!) z ogromnym okapem. Była wcześniej wymieniana i jest niedopasowana do mebli. Z obydwu stron są szpary i jedzenie z garów śmiało wpada w te dziury 😒 Nam takich rozmiarów gazówka i okap, nie są potrzebne. W tą przestrzeń można dołożyć więcej blatu i szafkę u góry. No, ale jakoś się przeżyje. Oglądałam w internetach zdjęcia fajnych rzeczy, które mogłyby dodać tej kuchni trochę „ładności” 🙂 I wybrałam kilka, które wpadły mi w oczy 👀

Magnesy na lodówkę

Lubię magnesy a im bardziej kolorowe i fajne, tym lepiej. Mam ich kilkanaście, ale są to np z odwiedzonych przez nas miejsc. Chcę też jakieś śmieszne. W mieszkaniu lodówkę mieliśmy zabudowaną. Magnesy wylądowały na okapie i niezbyt mi się to podobało. Teraz lodówka będzie wolnostojąca i tam się je przyczepi 🙂

Dzbanki na łyżki kuchenne

Tutaj są tylko dwie szuflady. W dodatku płytkie i wąskie. Nie mogę włożyć wszystkich łyżek i łych do mieszania w garach. Dobrze, że na sztućce miejsce jest. U Holendrów podpatrzyłam w kuchni emaliowane dzbanki z ładnymi obrazkami, do których wkładane są różnej maści „mieszadła” i wygląda to naprawdę ładnie. Od czego mam kringloopy? Tam jest mnóstwo takich dzbanków za centy 🙂

Chlebak

Nie chodzi o taki chlebak zwykły plastikowy, jakich pełno było kiedyś. Chcę drewniany, a najlepiej z bambusem 🙂 Do tej pory chleb trzymaliśmy w siatce w szafce, bo na blacie miejsca mało. Teraz mam ( o dziwo ) gdzie ten chlebak postawić, więc na pewno go kupię.

Suszarka do naczyń

Nie plastikowa! Nie lubię plastiku. Najlepiej drewniana, bambusowa. Lubię bambus 🙂 Tu też jest zmywarka. Ale podobno po włączeniu jej, wywala korki w chacie 😬 Pan Mąż musi ją sprawdzić. Zresztą trzeba ją najpierw porządnie doczyścić, bo pleśni trochę jest. Narazie trzeba zmywać gary ręcznie. Gdyby okazało się, że nie jest już sprawna, to ta suszarka się przecież przyda.

Grafiki kuchenne

Świetna ozdoba kuchennej ściany! Podobają mi się grafiki vintage, jak i te nowoczesne: np przeliczniki kuchenne. W naszej kuchni jest spory kawałek wolnej, czystej ściany, więc będą pasowały jak ulał 🙂

Pojemniki kuchenne

Szczególnie upodobałam sobie te metalowe (ten pierwszy) na ziemniaki czy cebulę. Warzywa nie walają się w reklamówkach i nie gniją. A takie pojemniki są dodatkowo fajną ozdobą i nie muszę być schowane 🙂 Wydaje mi się, że pasują do każdej kuchni.

Czajnk bezprzewodowy

Kiedyś podobały mi się proste czarne czajniki. Teraz coś mi się odmieniło i stawiam na fajny ciekawy kształt, kolor a nawet wzór 🙂 Widziałem np czajnik vintage w kolorowe kropki. Będę na pewno szukać jakiegoś nietuzinkowego kształtu.

Lodówka SMEG

Wcześniej jakoś kolor czy kształt lodówki nie miały dla mnie znaczenia. Wiedziałam na pewno, że chcę sprzęt niezabudowany, bo muszę mieć gdzie wieszać magnesy 🙂 Potem stwierdziłam, że nie chcę białej lodówki, ale srebrną. Bajery typu kostkarka do lodu, nie są mi potrzebne. Od jakiegoś czasu, w oko wpadły mi lodówki marki SMEG- kultowe, vintage, o pastelowych kolorach. Zresztą w holenderskich domach, sprzęt tej marki ( roboty kuchenne czy czajniki ) można często spotkać. Zobaczyłam tę w kolorze czarnym i oszalałam 😉 Jak pastelowa by mi nie pasowała, tak czarna owszem. Lodówki są cholernie drogie, bo ok 2 tys euro, ale wiem, że na pewno będę ją miała. Ta na zdjęciu jest niska, a są też te wysokie z dużym zamrażalnikiem na dole. Mnie akurat przypadła do gustu ta mniejszych rozmiarów. Zobaczymy, jakie znajdziemy w tutejszych sklepach 🙂

NASZ JEST TEN KAWAŁEK ZIEMI…

Wcześniej był balkon, teraz dorobiliśmy się ogródka 🙂 W zasadzie, to podwórka. Tutaj wiele osób mówi na ten mały plac- ogród. Ja mówię po prostu ogródek.

Oczami wyobraźni widziałam już mini taras z palet, krzaki bzu i mały warzywniak. Teraz jedyne, co chcę, to pozbyć się chwastów i śmieci. Jak wcześniej pisałam, mieszkali tu pracownicy firm. Dlatego nie dziwię się, że „ogród” jest w tak opłakanym stanie. Dobre jest to, że poprzedni właściciel na pół z sąsiadem, postawili nowe ogrodzenie z prawej strony. To jedno jest z głowy.

W ogródku rosną dwa drzewa liściaste i jedno małe iglaste. Nie wiem niestety, co to są dokładnie za drzewka. Ja się cieszę, że w ogóle jakieś są 🙂 Na całą szerokość domu, przy drzwiach wyjsciowych, wyłożone są płyty chodnikowe. W tym miejscu dobry by był podest podświetlany z palet 🙂

Znalazło się nawet miejsce na małe oczko wodne. Niestety nie nadaje się na ozdobę ogródka. Woda czarna, pływa w niej jakaś biała plastikowa kaczka, wokoło kupa chwastów,dwie smętne lampki solarne, nad wodą latają komary ( teraz już wiem, skąd mamy ich tyle w chacie 😒), a dzisiaj zauważyłam, że zrobiły się w tym bajorku ślimaki! Po wyczyszczeniu oczka, pójdą mieszkać do kanału 🐚🐚

Rośnie też resztka bambusa. Piszę „resztka”, bo wczesniej było go tu od groma, ale przy stawianiu ogrodzenia został wytargany z ziemi. Podobno jest to kłopotliwa roślina, a mnie się od zawsze podobała… Obok jest paproc i chyba ją akurat zostawię, bo też mi się podoba 🙂

No i oprócz tych chwastów i innych roślin, znalazłam kupę śmieci m.in zdezelowany stolik ogrodowy z podniszczonymi krzesłami, stary dmuchany basen, grill, jakieś papierki i słoik z petami :/ Do tego, odkryłam na ścianie domu drewnianą drabinkę ( zapomniałam jak się to fachowo nazywa) do pnących roślin 🙂

Na urlopie będziemy mieć tu dużo roboty. Cieszę się, że od przyszłego tygodnia będzie ciepło i bez deszczu. Na jesień elegancko wysprzątamy ogródek i ponownie wrzucę zdjęcia na bloga. Potrzebna będzie też mini szopka- tuinhuis, bo niestety zabrakło jej tu a jest naprawdę przydatna. Bo gdzie schowam rower, doniczki, i inne takie? Wiem na pewno, że nie chcę „wychodnikowanego” podwórka, jak to w zwyczaju mają Holendrzy. Trawka musi być 🙂 Poniżej trzy przykłady ogrodu bez trawy. Ładnie urządzone, ale jak dla mnie, za dużo betonu :/

Jak to się mówi: ciasny (ogródek), ale własny 😊

KILKA „PEREŁEK” Z NOWEGO DOMU

Wczoraj, przez cały dzień, robiliśmy porządki w domu. I nadal jest bajzel na kółkach. Dom kupiliśmy od właściciela firmy, który pośredniczy w oferowaniu pracy Polakom i innym obcokrajowcom. Są tutaj jeszcze meble i rzeczy, które firma zabierze w przyszły weekend. Dla nas, to nie problem, bo mamy na czym spać i lodówkę 🙂 Nasze łóżko i szafę zostawiliśmy w poprzednim mieszkaniu nowym lokatorom. I tak były już starawe, bo z kringloopa. Lodówka nie była naszą własnością. A w tej chwili korzystamy z tej firmowej.

Przed nami mieszkało tu wielu Polaków. Sama kiedyś też korzystałam z firmowych domów. Na szczęście tylko trzech i wybyłam potem na prywatne- wynajmowane, bez żadnych współlokatorow. Cisza, spokój i czysto. No właśnie- o czystość mi głównie chodzi. Mieliśmy świadomość, że znajdziemy tu niespodzianki po poprzednich lokatorach, bo widzieliśmy na własne oczy, że ludzie tutaj nie dbają o porządek na firmowych mieszkaniach. Nie wszyscy oczywiście, bo znam osoby, które o czystość walczyły z brudasami. Wiem, że ludzie po pracy zmęczeni itp. Ale jeśli się mieszka np w 4 czy 5 osób, to posprzątanie syfu w weekend jest szybkie. Poza tym, gdyby każdy dbał o porządek wokół siebie i po sobie zawsze sprzątal, to wtedy jest jeszcze prościej. Niszczenie firmowych rzeczy, to druga sprawa. Po co szafka na ubrania ma mieć drzwi? Najlepiej je wyrwać i wyrzucić na podwórko. Potem zrobić z niej prowizoryczny stolik lub ławkę, którą i tak się przypali papierosami. Ludziom niektórym się nie przetłumaczy. Wolą sobie żyć w takim burdelu, bo przecież za parę tygodni czy miesięcy i tak zjadą do Polski a inni niech się męczą z tym syfem i go sprzątają. Smutne to, ale niestety prawdziwe: wielu Polaków nie dba o miejsce, z którego korzysta…

My mieliśmy pozwolenie na przewiezienie naszych rzeczy jeszcze przed wizytą u notariusza. Więc wiedzieliśmy, że firma nie zdąży zabrać gratów i posprzątać. Zresztą uzgodnilismy między sobą, że zabiorą to, gdy będą tylko mogli. Sprzątać zaczęliśmy sami, ale i tak nie są to wielkie porządki. Te zostawimy na urlop 🙂 Natknęlismy się na dwie niespodzianki po dawnych właścicielach domu- Holendrach i dwie właśnie po Polakach. I jak te po Holendrach nie są takie brzydkie, tak te po naszych rodakach- niezbyt przyjemne 😦

Napis na ścianie. Ładny cytat, zresztą Boba Marleya lubię, ale nie jestem zwolenniczką liter na ścianie. Nie podobają mi się takie naklejki z różnymi maksymami, czy obrazkami. Wiem, że to modne i że Holendrzy je sobie upodobali, ale ja jestem na nie. Gdybym już musiała zgodzić się na takie coś, to tylko napis: hakuna matata 😁

Jak Holender weźmie się za podłogi, to mucha nie siada 😂 Widziałam już dużo, ale paneli położonych na wykładzinę jeszcze nigdy. Mało tego! Paneli brakło, więc nie jest to skończone i tak sobie zostało. Kiedyś widziałam ścianę bez kawałka tapety. Pewnie też brakło. No więc zastawili szafą i po problemie. Tu pewnie było tak samo: łóżko, szafa i nie widać.

Kupa jedzenia w pokoju na podłodze- normalne dla niektórych. Dla mnie, nie. Dla mnie logicznym jest odkurzanie też pod łóżkiem. Ale po co? Najlepiej wrzucić chrupki i papierki pod i „pozamiatane”. A to czerwone coś, to damska koronkowa koszulka nocna. Nawet ładna. Szkoda, że babka jej nie zabrała.

A tu chyba jakieś oświadczyny się odbyły. On poprosił ją o rękę a ona wyryła w tapecie odpowiedź. Wcześniej zastanawiała się ze 2 dni. Potem zrobiła napis i kazała mu go znaleźć. Ot, taka historyjka mi się nasunęła 😅 Dobrze, że te tapety brzydkie i wszystko będzie zrywane.

Cieszę się, że TYLKO takie niespodzianki były. Że nie znaleźliśmy np zużytych prezerwatyw. A piszę to dlatego, że już raz się zdarzyło. Kiedyś firma poprosiła nas (mnie i kilka koleżanek z pracy) o pomoc w sprzątaniu kilku mieszkań po pracownikach. To był grudzień, ludzie zjechali do Polski. Pojechaliśmy, bo przecież to też zarobek. Na 5 mieszkań, tylko jedno było naprawdę czyste. Reszta, to obraz nędzy i rozpaczy, Sodoma i Gomora, syf- malaria. I w jednym takim, pod łóżkiem leżały sobie gumki… Ohyda. Doszłam do wniosku, że na takie tematy, to mogę już książkę napisać 😉 Jeszcze tydzień i urlop. Urlop+ wielkie sprzątanie= ulga 🙂

KUPILIŚMY DOM- CZY BYŁO TRUDNO?

I tak i nie. Tak, bo był problem ze znalezieniem odpowiedniego domu. Nie, bo formalności po znalezieniu wreszcie domu, to przysłowiowa bułka z masłem. Warto też zasięgnąć opinii i wybrać dobrą firmę pośredniczącą w kupnie, która pomoże w załatwieniu kredytu hipotecznego. Chyba, że kupujemy bez pośredników, ale to już inna sprawa. My korzystaliśmy z ich pomocy 🙂

Od początku zależało nam, żeby dom kupić w Hellevoetsluis. Mieszkamy tu już od 6 lat i bardzo nam to miasto przypasowało. Starania o kupno rozpoczęliśmy rok temu. Zgłosilismy się do bardzo znanego w Holandii pośrednika. Zresztą od nas z pracy, z jego pomocy korzystała koleżanka i sporo doradziła też w tej sprawie. Oglądaliśmy już wiele domów, ale żaden nie przypadł nam do gustu. A przecież nie będziemy kupować pierwszego lepszego, bo to inwestycja na lata. Schody zaczęły się, gdy tej koleżance sąsiad zalał mieszkanie… Zero pomocy od firmy. Okazało się, że pośrednik stawia na ilość a nie jakość usług. Nie zdążyliśmy jeszcze z nimi podpisać umowy i zapłacić. Zrezygnowaliśmy z ich usług. Polecono nam mniej znaną firmę i to był strzał w 10 🙂

Zadzwonilismy do firmy i umówiliśmy się na wspólne oglądanie domu. Mogliśmy iść w sumie sami, bo to był „otwarty dom” dla potencjalnych klientów. Każdy zainteresowany wchodził i oglądał kiedy chciał od godz. 10:00 do 16:00. Sympatyczna pani pośrednik przywiozła nam umowę, którą omówiła z nami na kanapie w tym domu i odpowiedziała na każde pytanie. Dowiedzieliśmy się m.in że teraz nastał raj dla sprzedających a kupujący mają pod górkę. Dlaczego? Oprocentowanie w banku niskie i mnóstwo chętnych na kredyt i kupno. Dużego wyboru w domach nie było a ludzie się o nie niemal zabijali. Po wyliczeniu nam zdolności kredytowej, teoretycznie było nas na dom stać. Ale… Przy ogłoszeniach widniały ceny wyjściowe. Czyli np kwotę 250 tys euro należało przebić. Ale jak, skoro bank może pożyczyć „tylko” np 260 tys euro. Kto może więcej dac, ten przebija. Dlatego nawet bardzo zniszczone domy szły za duże pieniądze. Druga sprawa jest taka, że bank przyzna kredyt nie większy, niż wynosi wartość domu, który wycenia rzeczoznawca. Czyli nawet jeżeli mamy zdolność na 300 tys euro, a wartość nieruchomości wynosi np 250, to tyle pożyczy bank. Resztę można dopłacić z własnej kieszeni + wkład własny. Trzecia sprawa, to właśnie ten wkład własny. Słyszałam historie o tym, że kiedyś to nie trzeba było go w ogóle mieć albo tylko z 5 tys euro. W praniu wyszło, że potrzebujemy 7 % od wartości domu. Mieliśmy pieniądze, ale domu nie. Szukaliśmy dalej…

W międzyczasie podpisaliśmy oczywiście umowę z pośrednikiem, odbyło się też drugie spotkanie, podczas którego dobrali nam odpowiednie raty ( co parę lat malejące), ubezpieczenie nieruchomości i na życie ( wypełniliśmy specjalną ankietę dotycząca naszych przebytych i ewentualnych chorób i jeżeli za x czasu np mąż by zmarł wcześniej ode mnie, to ubezpieczyciel spłaca całą hipotekę a ja już raty mam z głowy) i ogólnie ubezpieczylismy się na wszystkie 3 możliwości, np jeżeli poszlibyśmy do kogoś w odwiedziny i z naszej winy doszłoby np do zniszczenia telefonu gospodarza, to ubezpieczenie pokrywa naprawę. Wybrano dla nas też bank- Ing, bo to w nim mamy od początku założone konta.

Wreszcie znalazł się dom 🙂 Znajomy Holender chciał pozbyć się domu. Dogadaliśmy się i zadzwonilismy do pośrednika. Jako, że sami znaleźliśmy dom, to firma nie pobrała całej kwoty za pomoc. Ale zajęła się oczywiście resztą formalności i sprawy potoczyły się bardzo szybko. Decyzja z banku z pozytywnym rozpatrzeniem przyszła w niecały tydzień. Przysłano nam na maila papiery do wydruku i podpisu. Wpłaciliśmy na podane konto kwotę na wkład własny, z którego poszła zapłata m.in na notariusza i tłumacza przysięgłego. Spotkanie w urzędzie odbyło się 1 września i trwało ok pół godziny. Parę podpisów i mamy dom i kredyt na 30 lat w Holandii 🙂 Na korzystnych warunkach 🙂 I tak np dom możemy sprzedać za 10 lat ale bank oddaje nam część zapłaconych rat. Nie zostajemy z niczym. Dostaliśmy nawet jeszcze niższe oprocentowanie z racji posiadania kont w tym banku.

Jesteśmy zadowoleni 🙂 Domek jest w Hellevoetsluis, w spokojnej dzielnicy z parkiem i w środku wszystkie pomieszczenia nam odpowiadają 🙂 Z własnego doświadczenia wiemy, że wystarczy chcieć i mieć trochę cierpliwości, żeby „dorobić się” tutaj chaty 🙂