W PARKU

Dzisiaj Słońce 🌞 świeciło pięknie caaały dzień, a że wyszliśmy wcześniej z pracy, to po obiedzie poszliśmy na krótki spacer do parku 🍂🍁

Postanowiliśmy zrobić kółko wokół bajora. Myśleliśmy, że do tego sztucznego jeziorka wpływa woda z kanału, a okazało się, że to dwa połączone jeziorka 🙂 Po drugiej stronie, na przeciwko domów znajduje się fajny lasek. Dookoła zielona trawka i mnóstwo drzew. Po jeziorku pływają kaczki, perkozy, łabędzie, a nad brzegiem stoją czaple ☺ Usiedliśmy nad brzegiem na trawie, pod płacząca wierzbą. Oprócz tej, rosną też głowiaste. Tych jest najwięcej tu w parku. Od zawsze mi się podobały. Polskie Towarzystwo Przyrodnicze „Bocian”, ogłosiło 20 stycznia, „Dniem Wierzby Głowiastej” 🙂 Czytałam, że te wierzby, to nie odmiana drzewa, czy gatunek, ale forma uformowana ręka czlowieka. Ekolodzy namawiają na „ogławianie”, czyli przycinanie koron. Należy to robić nieinwazyjnie, zachowując i tworząc nowe siedliska dla zwierząt. Są to jedyne drzewa, które nie niszczą się podczas obcinania koron. Są nawet w tym celu sadzone. W Holandii na niemal każdym kroku spotkać można wierzby głowiaste. Osadnicy sadzili je na terenach zalewowych. Dostarczały im m.in opału i budulca na płoty. Przez wieki, ze względu na fantastyczny kształt wierzbowych głów, powstało wiele legend na temat tych drzew. W czasach pogańskich uważano, że to drzewa płodności. A z bazi robi się w Polsce wielkanocne palemki. Drzewa tworzą piękny sielski krajobraz 😍

I gdy tak sobie siedzieliśmy w słońcu, to żałowałam, że nie wzięłam chleba z domu do karmienia ptactwa. A po chwili przypomniało mi się, że ptaków chlebem się nie karmi, bo im po prostu szkodzi. Od tego jest ziarno. Dostępne zresztą w sklepach zoologicznych. I już wiem, że gdy tylko zrobi się ciepło, to weźmiemy koc, coś do jedzenia, karmę dla ptactwa+ ja jakąś książkę i będziemy siedzieć wśród zieleniny 🌳🌿 i odpoczywać ☺ I cieszę się, że mamy „za rogiem” taki ładny i duży park. Dobrze się mieszka na obrzeżach miasta, na zadupiu 😛💚

Oprócz wierzby płaczącej i głowiastej, jest jeszcze jedna, która bardzo mi się podoba 😁 Jest to wierzba mandżurska- ta z tymi powyginanymi, lekko skręconymi gałązkami 🙂

Zdjęcie z internetu

Chcę taką w ogródku 🙂 👌💚

MINĄŁ PAŹDZIERNIK…

Mój ulubiony jesienny miesiąc poszedł w diabły 😈 Zniknął. Ale tu w Holandii, jesień chyba przeszła samą siebie. Dawno tyle deszczu tu nie widziałam ☔

Padało niemal codziennie. Były może dwa dni, kiedy nie spadła kropla deszczu. Ale i tak było niemal non stop zachmurzone☁Na palcach jednej ręki mogę policzyć wyjście słonka 🌞 Pewnej soboty, ok 5:00 rano obudziła nas burza ⚡A którejś niedzieli, nawet… grad! A moje okropne bajoro wylało.

W weekendy nawet się z domu nie chciało wychodzić. Woleliśmy coś w tym domu porobić. A wiadomo, że teraz zawsze jest coś do roboty. Nie rozumiem ludzi, którzy mówią, że im się nudzi. Ja na nudę nie narzekam 😂 Nawet, gdy leżę i nic nie robię konkretnego, to się nie nudzę. Ostatnio oglądamy np stare odcinki polskiego MasterChefa 🙂

MASTERCHEF SEZON 7 ANNA STARMACH MICHEL MORAN MAGDA GESSLER

Doszliśmy z Panem Mężem do wniosku, że chcemy kiedyś zjeść w restauracji z gwiazdką Michelin i żeby spróbować chociaż raz, jak smakują małże św Jakuba, czyli przegrzebki. W tego typu programach często je robią. Przyrządza je np Gordon Ramsay. A co tam, raz się żyje. I chociaż raz w życiu trzeba zjeść coś „innego” 😁

Przegrzebki

Odkryłam na Yotube muzykę relaksacyjna ☺ Niby nic takiego, ale dobrze jest czasem posłuchać. Tymbardziej, że ten rok jest koszmarny. Np to: https://m.youtube.com/watch?v=Vj6HmDAmgo0

Ja nie medytuje, ale fajnie przy takiej melodii mi się czyta 😊 Oprócz tego, można znaleźć np odgłos deszczu ( to sobie darowałam, bo miałam na żywo), świergot ptaszków, szum potoku, odgłosy dżungli czy burzy. Jak dla mnie bomba! Mało tego. Włączyłam nawet filmy przyrodnicze 🙂 Te o pięknej polskiej zwierzynie i roślinach. Czyta oczywiście Krystyna Czubowna 🙂 Polecam np ten: https://m.youtube.com/watch?v=FFPsk9GbfDU&t=5s

Dostaliśmy listy dotyczące oddawania organów po śmierci.

13 lutego 2018r holenderski parlament przegłosowal ustawę, która mówi o tym, że każdy dorosły i zameldowany obywatel kraju, będzie potencjalnym dawcą organów po swojej śmierci. Osoby, które dotychczas nie zarejestrowały się jako dawcy, otrzymają list z zapytaniem, czy chciałyby po śmierci przekazać organy do celów medycznych. Odbiorcy, którzy nie udzielą odpowiedzi na pierwszy list, oraz kolejny, wysłany 6 tygodni później, będą traktowani jako dawcy. Jednak w każdej chwili przysługuje im zmiana tego statusu. Wybór nie ogranicza się do opcji „tak” lub „nie”- o dalszym losie organów, na wniosek zainteresowanego zadecyduje rodzina lub konkretna, wskazana wcześniej osoba. Osoby, które odmówia oddania swoich narządów, nie będą brane pod uwagę, gdy będą same potrzebowały np serca. Pierwszeństwo mają osoby z decyzją na „tak”. Październik w Holandii, to miesiąc, w którym organizowany jest „donorweek”, czyli „tydzień dawcy”. W tym czasie w mediach porusza się wiele tematów związanych z przeszczepami narządów i tkanek. Również wtedy wysyłane są listy w sprawie przystąpienia do Rejestru Donacji. Mieszkając jeszcze w Polsce, w portfelu nosiłam kartkę z decyzją o oddaniu swoich narządów. Zresztą cały czas ją mam. A teraz wyślę list, także ze zgodą 🙂

Wróciłam też do przeglądania Pinterestu. Dobrze, że nie lubię oglądać seriali, bo wtedy, nie znalazłabym czasu na nic, a Pinterest to złodziej czasu. Ale też kopalnia mnóstwa inspiracji 🙂 Znalazłam np piękne obrazki vintage z lawendą w roli głównej. Za zapachem tej rośliny akurat nie przepadam. Wygląd akurat mi się podoba i na pewno na wiosnę ozdobie nią podwórko.

Przejrzałam też zdjęcia o tematyce Świąt Bożego Narodzenia. A to dlatego, że tu już w Jysku widziałam ubrana choinkę a w Actionie roi się od ozdób choinkowych 😳 Dla mnie to za wcześnie. Ale znalazłam taką fajną tacę przekąsek na świąteczne spotkanie:

No i podoba mi się sansewieria w takich donicach:

Z pracy przytargałam gałązki cyprysa, bo szef dzień wcześniej przycinał i zobaczyłam tyle igliwia w kontenerze, że musiałam trochę do domu zabrać 🙂 A to przecież pięknie pachnie! Bombek jeszcze nie wieszam 😁

A to ja czasem w sobotę… 😛

💪😁😛

RATTANOWE STOLIKI

Pojechaliśmy dzisiaj do Rotterdamu po wypatrzony przeze mnie rattan. I kolejny raz okazało się, że kupno rzeczy na Marktplaats, to strzał w dziesiątkę 😁

Kobitka z ogłoszenia napisała do mnie ok godziny 15:00 z zapytaniem, czy na pewno będę dzisiaj po odbiór. Odpisałam, że tak. Przed 18:00 najpóźniej. Nawigacja zaprowadziła nas prawie prawidłowo, bo na Rotterdam Zuid. Zaparkowaliśmy pod szeregiem domków i szukaliśmy numeru 8. Zapukaliśmy w drzwi domku nr 8. Powiedzieliśmy, że chodzi o ogłoszenie. Pani (trochę wystraszona wieczornym najściem), wyjaśniła, że musimy się wrócić. Okazało się, że patrzyliśmy na numery domków, ale nie mieszkań. Można to porównać do bloków: my patrzyliśmy tylko na numery bloków. A te domki (a la bloki) były długie i wzdłuż nich ciągnęły się drzwi do mieszkań oznaczone numerkami i musieliśmy szukać nr 8. Dodatkowo było już ciemno, padał deszcz i ulica była remontowana. Kupa błota i wody. Ale po ok 5 minutach udało się. Zapukałam, powiedziałam, o co chodzi i stoliczki były moje 🙂

Zdjęcia robiłam wieczorem, więc światło niekorzystne. Ale widać, że to porządny rattan, gruby i ciemny. Do tego przydymione szkło, grube… Jeden jest wyższy, drugi ciut niższy. Jeden wchodzi pod drugi. Są różne kombinacje. Widziałam te mebelki do tej pory tylko w sypialni a teraz „mam wizję” nawet i na salon 😁 Znalazłam świetne stoliki idealnie pasujące do mojego stylu. I będę dodatków szukała dalej 🙂 Poniżej kilka przykładów stolików z internetu:

SZUKAM INSPIRACJI DO SYPIALNI W STYLU KOLONIALNYM

To mój ulubiony styl 😊 Spodobał mi się już baaardzo dawno temu. A że zaczynamy w sobotę skręcać meble do sypialni, to szukam pomysłów na urządzenie jej chociaż trochę egzotycznie 😁

Ciut historii

Kolonializm- jako polityka podboju i przejmowania obcych terytoriów oraz podporządkowanie sobie zamieszkującej tam ludności przez państwa europejskie, (głównie Brytyjczyków), sięga XV i XVI w. Ma związek z odkryciami geograficznymi.

Styl kolonialny stanowi mieszankę europejską z orientem i egzotyka. Kolonizatorzy brytyjscy, po zdobyciu terenów, upodobali sobie egzotyczne meble i dodatki. Połączyli to z angielską elegancją i tak powstał ten styl. Powstał niechlubnie, ale zdobył serca ludzi na całym świecie, np Francuzów.

Urządzając takie wnętrza, można stworzyć klimat dalekich podróży. Podstawowymi materiałami, które są wykorzystywane do budowy mebli w stylu kolonialnym, są drewno egzotyczne (np tekowe, mahoń), rattan i bambus. Są zwykle ciemnego koloru, często postarzane. Kolor ścian, to przede wszystkim naturalne kolory bliskie Ziemi: beże, odcienie brązu, wanilia, kość słoniowa. Te kolory stanowią kontrast dla ciemnych mebli. Podłogi są najczęściej drewniane a w oknach wiszą bambusowe rolety. Oryginalne dodatki, to np maski, figurki, skóry zwierząt, mapy, drewniane skrzynie, globusy, egzotyczne rośliny, np palmy czy bananowce.

I tak sobie wymyśliłam 😁 Ogólnie mogłabym cały dom mieć w tym stylu, albo chociaż podobnie. W tej chwili skupię się na sypialni. Kolor ścian pasuje idealnie do mebli, które zamowilismy. Nie są to typowe meble kolonialne, bo te kosztują kupę kasy. Ale te, które mamy, są w ciemnym kolorze i do nich też będą pasować dodatki związane z egzotyką. Po skręceniu i ustawieniu, pokażę je na blogu. Dzisiaj przeglądałam mój ulubiony Marktplaats i znalazłam dwa rattanowe stoliczki z dymionym szkłem za 20 euro. Jest to porządny ciemny rattan, w dobrym stanie. Napisałam do pani i jutro jadę po odbiór 🙂 Na szczęście niedaleko, bo do Rotterdamu. Kolejnymi dodatkami będą na pewno: palma areca w drewnianej donicy i stare mapy w brązowych, drewnianych ramach, które będą wisieć nad łóżkiem.

Potem pomyślę nad dywanem lub dywanikami a jutro pokażę te dwa rattanowe stoliczki 🙂

MALOWANIE POKOJU I DWA SKLEPY INTERNETOWE

Kolor sypialni miał zostać biały. Ale zmieniłam zdanie i stwierdziłam, że do mebli wenge, będzie pasował kolor np kawy z mlekiem ☕😊

Pojechaliśmy więc do marketu budowlanego Gamma w poszukiwaniu odpowiedniego koloru. W oczy od razu rzucił mi się kolor z palety brązow. Było ich tam zresztą sporo. Jak to się mówi: do wyboru, do koloru 😉 Pan Mąż chciał ciemniejszy kolor, taki niemal czekoladowy. Dla mnie był za ciemny, zmniejszyłby optycznie pokoj i zlał się z meblami. Ale włożyłam mimo to, tę puszkę do koszyka… Poszliśmy do kasy. Stojąc w kolejce, rozmyśliłam się i poszłam wymienić na ten kolor, który od razu wpadł mi w oko. I nie żałuję, bo po wyschnięciu wygląda naprawdę dobrze. Bardzo mi się podoba.

Ogólnie byłam ciut wystraszona tym malowaniem. Do tej pory malowałam tylko na biało. Do tego nigdy nie nakładałam farby na tapetę. A faktura tapety jest trochę chropowata. W pracy na przerwach, szukałam informacji w internetach na temat farb, którymi można malować tapety. Dużo mi to nie pomogło. A tapeta tapecie nierówna. No cóż… Raz się żyje i stwierdziliśmy, że jak coś spieprzymy, to nikt nas przecież za to nie ochrzani, bo to nasz dom. Poza tym pod tapetą nie ma kolejnej warstwy, tylko czysta ściana. Więc można zerwać i zrobić gipsowke. Więcej pracy, ale i tak ją pewnie zrobimy prędzej, czy później 🙂 Ryzyko się opłaciło, bo ta farba elegancko wszystko pokryła, dała piękny kolorek i teraz ładnie schnie. Ściany nie są perfekcyjnie pomalowane, bo malarz ze mnie żaden, ale narazie wystarczy. Sufit sobie darowaliśmy, bo tragedii nie ma. Chyba, że nas najdzie, to odświeżymy go biała farbą.

Zdjęcie było robione wieczorem, gdy już wszystko skończyłam na tip top. Nie widać dobrze, jak kolor się prezentuje. Teraz czekamy, aż wszystko dobrze wyschnie 🙂

Znalazłam też dwa sklepy internetowe, w których kupię to, czego szukałam 🙂 Są rzeczy do kuchni. Podoba mi się nasze okno kuchenne, dlatego chciałam żeby wyglądało jeszcze ładniej. Nie chcę przyczepiać ozdobnej folii. Chcę ładną, krótką zasłonkę z kuchennymi wzorami i może zazdrostke.

Natknęłam się na polski sklep, który towar wysyła też za granicę 🙂 A firanki do kuchni są naprawdę w przystępnych cenach. W przyszłym tygodniu zrobię zamówienie.

https://firaneo.pl/firany-do-kuchni/7

Kolejną rzeczą jest półka- bufet na kółkach. Kuchnię mam małą, a taka półka sprawdzi się idealnie. Potrzebuję miejsca na trzymanie np ziemniaków czy cebuli.

Zależy mi, żeby była w większości z drewna i miała szufladke. Zamontowany metalowy koszyk też może być. Znalazłam taką półkę w holenderskim sklepie internetowym 🙂

https://www.stylemeubels.nl/

😀

SHEET MASKI I NIE TYLKO

Byłam w Actionie po jakąś chemię do sprzątania i oczywiście poszłam w regał z maskami w płachcie. Znalazłam kolejne fajne i parę kupiłam 🙂

Niektóre dziewczyny mają hopla na punkcie robienia paznokci, niektóre na punkcie makijażu a jeszcze inne włosów. Ja co drugi dzień leżę z maską na twarzy 🎭 Często jest to po prostu miód, czasem maska zmywalna a te w płachcie po prostu uwielbiam 💙 Przyklejam do twarzy i na kanapę z książką 😊 A potem resztę wmasuję w skórę i gotowe. Nie trzeba się męczyć ze zmywaniem. W Actionie jest wiele skutecznych masek. I wiele z nich wypróbowałam. Dzisiaj kilka nowych, które pójdą do przetestowania i dwie rzeczy, które już znam i lubię 🙂

Kto nie lubi Disneya? Chyba nie ma nikogo takiego 🙂 Dlatego dorwałam maskę z Królewna Śnieżka. Producent napisał, że jest to maska odświeżajaco- nawilżająca wzbogacona o kwas hialuronowy. Mnie tam pasuje, bo zawsze zwracam uwagę na nawilżenie.

Kokosowa maska odświeżajaca. Na temat oleju kokosowego krążą różne mity. Ja stosuję go do smarowania skóry często zamiast balsamu. Nie narzekam. Wręcz przeciwnie. Dlatego skusiłam się na tę maseczkę kokosową. Mam nadzieję, że skóra po niej będzie miękka 🙂

Maska małpka 🐵 jest głęboko oczyszczająca maską z ekstraktem z liści pachnotki. O pachnotce już pisałam w poście dotyczącym innych masek. Przypomnę tylko, że jest to roślina idealna dla alergików, neutralizuje wolne rodniki i działa przeciwzapalnie. Sądzę, że uspokaja skórę.

Ta maska 😂 działa odświeżajaco i nawilżająco i ma ekstrakt z pomarańczy. Pomarańcza działa na stany zapalne skóry, pomaga w likwidacji trądziku i przetluszczaniu się cery. Spowalnia procesy starzenia się skóry spowodowane np długim opalaniem.

Ice ice baby 🍦🍨🍧 to nawilżająca maska z wyciągiem z ogórka. Pomaga poprawić elastyczność skóry oraz oczyszcza. Ja często przecieram czystą skórę twarzy plastrami świeżego ogórka i mogę powiedzieć, że działa to bardzo odświeżajaco 🙂

Donut worry 🍩🍩🍩 to kolejna maska głęboko oczyszczająca z ekstraktem z pachnotki. Oczyszcza pory i likwiduje zanieczyszczenia. Ogólnie jest dobra dla wszystkich typów cery.

A to złota maska, którą już raz próbowałam i wiem, że sięgnę po nią kolejny raz 😊 W kosmetyce używa się złota koloidalnego, które jest nietoksyczne i całkowicie bezpieczne dla organizmu. Złoto przede wszystkim posiada bardzo silne właściwości nawilżające i odżywcze, likwiduje suchość cery, działa przeciwzmarszczkowo i rozświetla. Ta maska działa łagodząco i zmiękczająco. Pomaga w regeneracji suchej skóry. Jest dwuczęściowa. Czasami mam przesuszoną skórę na brodzie. Ta maska mi pomogła i dodatkowo rozświetlila cerę. Mnie ona odpowiada 🙂

A tu dwie zmywalne maseczki: różowa z czerwoną glinką i rozmarynem oraz niebieska z solą z Morza Martwego i olejkiem macadamia. Jest to masko- peeling. A że ja lubię wszystko, co morskie, to ją wzięłam 🙂 Obydwie maseczki działają oczyszczająco, złuszczająco i usuwają martwe komórki skóry. Do stosowania najlepiej dwa razy w tygodniu.

A tu jedna wypatrzona nowość i druga wypróbowana „starość” 😜 Nowość, to ta zielona aloesowa tubka. Aloes uwielbiam, a że kończył mi się żel do mycia twarzy, to stwierdziłam, że wypróbuję ten. Jest dobry, dobrze się pieni i oczyszcza. Zapach raczej neutralny. Nie ma uczucia ściągnięcia, koi cerę. Kosztuje też niewiele, bo chyba coś koło dwóch euro.

Niebieska buteleczka, do której zawsze wracam, to zmywacz makijażu 🙂 Gdy go odkryłam, to od razu wiedziałam, że to będzie mój nr 1 😊 W tej chwili używam płynu Nivea, kupionego jeszcze w Polsce. Kończy się, więc nabyłam znowu „mój” płyn. Buteleczka ma 150 ml ale starcza na dosyć długo ( u mnie). Płyn jest dwufazowy a to ogromny plus, bo zmywa szybko i dokładnie wodoodporną tapetę. Kosztuje też chyba ok dwóch euro. Jest holenderskiej marki Alvira, która ma w ofercie także toniki, kremy i maski. Stosowałam je też i jestem zadowolona 🙂

Obiecałam sobie, że ograniczę kupowanie kremów do twarzy w plastikowych słoiczkach. Ten w szklanym, różany marki Bielenda powoli się kończy. I co? Zobaczyłam krem w plastiku z wit C. A tę witaminę bardzo lubię, bo działa na skórę świetnie. Najważniejsze, to odmładza, spłyca zmarszczki, rozjaśnia i rozświetla. Od kremu z wit C lepsze jest tylko serum. W Actionie znalazłam krem. Kupiłam go. Jest dosyć gęsty a jego zapach przypomina mi suche… siano 😁 Kończy mi się krem nocny, więc doszłam do wniosku, że tego będę używała na noc, ze względu na gęstość.

Ice ice baby 🍦🍨🍧 na twarzy… W ogóle nie wygląda się, jak z horroru 😂

5 THRILLERÓW, DO KTÓRYCH LUBIĘ WRACAĆ

W ostatni weekend nie miałam weny na jakieś duże porządki. Ogarnęłam pobieżnie to i owo i stwierdziłam, że obejrzę jakiś dobry film. Żadne nowości mi nie podeszły, więc odpaliłam filmy stare, „ale jare” 🙂 Wracam do nich co jakiś czas i polecam na wieczór 😊

„Lucy”- młoda, mieszkająca na Tajwanie studentka, zostaje namówiona przez swojego chłopaka na dostarczenie paczki pewnemu biznesmenowi. Staje się zakladniczką i na jego rozkaz do organizmu kobiety, zostaje wszyta paczka z silną substancją narkotyczną, którą dziewczyna ma przemycić. Paczka pęka, a mózg Lucy podlega niewyobrażalnej transformacji- jego potencjał zostaje uwolniony…

„Skóra, w której żyję”- jeden z bardziej szokujących filmów, będący ekranizacja powieści „Tarantula”. Historia chirurga plastycznego, który próbuje stworzyć syntetyczna ludzką skórę. Swoje eksperymenty przeprowadza na uwięzionej kobiecie. Kim ona jest? Prawda szokuje…

„Adwokat diabła”- Kevin Lomax jest wziętym adwokatem odnoszącym sukcesy. Nie przegrał dotąd ani jednej sprawy. Wkrótce przyjmuje ofertę pracy w Nowym Jorku, ale nie zdaje sobie sprawy kim jest jego nowy pracodawca…

„Siedem”- arcydzieło gatunku. Dwóch policjantów usiłuje schwytać seryjnego mordercę, który zabija wg siedmiu grzechów głównych.

„Jestem bogiem”- Eddie Mora jest niespełnionym, pogrążonym w depresji pisarzem. Dostaje do spróbowania eksperymentalny narkotyk NZT. Powoduje to, że mężczyzna staje się geniuszem i człowiekiem sukcesu. Jest to chyba mój ulubiony thriller, bo na podstawie książki pt „Dawka geniuszu” (Alan Glynn). Czytałam już dawno tę książkę, jeszcze przed filmem. Spodobała mi bardzo i uważam, że jest nawet lepsza niż film. W każdym razie, polecam obydwie pozycje 🙂

Filmy w sam raz na jesienne wieczory 🍁🍂🌛

WILLA, JAK Z HOLLYWOOD

Oprócz pięknych, ciepłych wnętrz w domach krytych strzechą, w Holandii można też znaleźć wille pełne przepychu, z dodatkami w stylu glamour i w kolorze złota. Nawet ogród wygląda, jakby znajdował się w Los Angeles 🙂 Wnętrze wygląda, jak wyjęte z serialu „Dynastia” 😁 Dla jednych, to hit a dla innych kit.

Już drzwi wejściowe robią wrażenie: szerokie, dwuskrzydłowe, przeszklone. Po wejściu do domu, pierwsze, co widzimy, to duży, kamienny wazon z kwiatami. Na filmach widziałam takie, stojące na okrągłych stolikach.

Korytarze lśnią. Zasłony, obrazy i stoliki z kwiatami w kolorze złota+ wielkie szklane drzwi.

Salon także pełen złota, do tego beże, brązy i trochę bieli. Wszystko poprzetykane zielonymi roślinami i kwiatami w wazonach.

Kuchnia o-gro-mna! Chyba pierwszy raz w holenderskim domu widzę taką kuchenną przestrzeń 😜 Na środku wielki stół, meble w białym kolorze z czarnymi blatami i złotymi gałkami. Taki też jest żyrandol. Kuchnia posiada AŻ trzy okna z błękitnymi zasłonami. Znalazło się też miejsce na duże rośliny doniczkowe 🙂

Sypialnie duże z pięknymi oknami od sufitu do podłogi. Oczywiście też w kolorach beżu i złota. Garderoba nie jest przestronna, ale za to z szafą na całą długość ściany. Gdybym miała wybierać między sypialniami, to zdecydowałabym się na tą drugą 🙂

Na koniec zostawiłam zdjęcia łazienki, która zwaliła mnie z nóg 😳 Taką nie pogardziłaby niejedna gwiazda Hollywood 😁

Zdziwiło mnie to, że jest tutaj tylko prysznic. Spodziewałam się raczej wypasionej wanny. Zatkało mnie na widok stolika i krzeseł a także złotych zasłon. Resztę jeszcze bym przeżyła 😜

Ogród pewnie wyszedł z pod ręki wykwalifikowanego ogrodnika 🙂 Starannie przycięty żywopłot, mrozoodporne palmy (a tych akurat w Holandii jest wiele w ogródkach), zadbany, sporych rozmiarów staw, mnóstwo kamiennych figurek, latarnia, niebieski domek ogrodowy i piękny taras z donicami pełnymi kwiatów 🙂

Gdybym miała cokolwiek wybrać z tego domu pełnego błysku, to wybrałabym ogród 😊 Mimo, że oprócz roślin, posiada wiele elementów dekoracyjnych, to jednak ma urok. Sam dom, to dla mnie kit, bo po prostu nie lubię takiego przepychu i stylu.

PIĘKNE WNĘTRZA NA WSI

Są w Holandii takie malutkie miejscowości, że nawet sklepu nie ma. Są za to szklarnie, pola uprawne i ścieżki rowerowe 🙂 Oprócz tego, stoją naprawdę okazałe domy z czerwonej cegły, z dachami krytymi strzechą, pięknymi okiennicami i dużymi ogrodami. W środku jest sielsko i przytulnie.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to dużo drewna, cegła i płytki. Ja fanką płytek (oprócz tych w łazience i trochę w kuchni) nie jestem, ale te brązowe na podłodze mi się podobają. Cegła też świetnie wygląda w domu, a o drewnie nawet nie wspomnę, bo wiadomo, że to jest coś, co nadaje wnętrzu totalnego klimatu. A ja lubię wszystko, co drewniane 😊

Salon jest oczywiście duży, cały w płytkach i drewnianych krokwiach. Podobają mi się też duże okna z zasłonami i kominek. Jedyne, co ja bym zmieniła, to stolik: tu jest szklany, a dla mnie najlepszy by był drewniany, np skrzynia.

Jadalnia, standardowo połączona z salonem. Duży, drewniany stół i rattanowe krzesła. Nie jestem fanką tak wielkich krzeseł, ale rattan jeszcze zniosę 😜 Z sufitu zwisają oczywiście, bezpośrednio nad stołem lampki a na stole świeże kwiaty. Mnie się podoba 🙂

Kuchnia też bardzo mi się podoba 🙂 Jest na tyle duża, że mieści się w niej spory stół z krzesłami. Fantastyczne okna i szafki kuchenne+ stylowy okap i zlew vintage, który jest teraz szalenie modny. Ja bym oczywiście zrobiła dwie rzeczy po swojemu: w oknach delikatne, krótkie firanki i inny kolor mebli. Holendrzy się kolorów nie boją, więc nie dziwi mnie tutaj pistacjowy.

Korytarz- bajka 😊 Długi, podłoga drewniana, drewniane poręcze schodów i drewniana komoda. Sama bym takiej z chęcią poszukała na pchlim targu albo w kringloopie. Ten korytarz kojarzy mi się z filmami produkcji amerykańskiej, bo tam też mają takie długie korytarze- szczególnie w horrorach 😜

Pokój do pracy- marzenie 😊 Stylowe biurko i regały. Do tego wygodny fotel z malutkim stoliczkiem, idealne do czytania. Ja od siebie dodałabym inną lampę, taką z dużym abażurem.

Jedna z sypialni. Piszę jedna, bo ta wydała mi się najciekawsza, a jest ich w tym domu kilka. Tu nowoczesna przesuwana szafa miesza się z okrągłym retro stolikiem kawowym. Łóżko należy raczej do tych nowoczesnych, ale z tego, co widzę, szafki nocne, już nie. Widać też białą komodę, a na niej puszki vintage i radyjko chyba w stylu retro 🙂

W łazience też widać styl retro, np mała drewniana szafka, stojak na ręczniki, czy płytki. Niestety więcej zdjęć nie posiadam i nie widać, czy jest tu wanna, czy prysznic i jak wyglądają :/

Wiadomo: tuinhuis, czyli domek ogrodowy musi być 🙂 Ten jest naprawdę sporych rozmiarów, posiada zadaszenie, pod którym stoi mały stolik z krzesłami. Bezpośrednio przed domem, znajdują się dwa zestawy wypoczynkowe: jeden drewniany z dużym stołem a drugi rattanowy, obydwa z wielkimi parasolami. Wsystko otoczone zielenią: drzewa, krzewy, kwiaty, winorośl 🙂

Miejsce na mini oczko wodne też się znalazło 😊 Otoczone jest paprociami, wybija z niego malutka fontanna a obok stoi kamienna czapla.

Gdybym miała kupę kasy, to tak wyglądałby mój dom marzeń 😊

BREDA- „POLSKIE” MIASTO

Dzień Chłopaka wypadł akurat podczas naszego urlopu, więc wpadłam na pomysł, żeby pojechać do Bredy. Pan Mąż mógł wreszcie zobaczyć czołg Pantera 🙂

Breda leży w prowincji Noord Brabant, czyli w Brabancji Północnej. Wyczytałam ciekawostkę: dla rodzimych mieszkańców tej prowincji, ich kraj kończy się na rzece Mozie. Wyżej zaczyna się kraina, gdzie mieszkają „Hollanders”, czyli niesympatyczni ludzie z północy 🙂 Breda jest trochę holenderska a trochę flamandzka i bliżej jej do belgijskiej Antwerpii.

Troche historii

Breda ma ogromny związek z Polakami. W czasie niemieckiej okupacji, we wrześniu 1944r, mieszkańcy Bredy skrycie słuchający radia BBC, słyszeli o Powstaniu Warszawskim i bohaterskiej walce Polaków o swoją stolicę i sami czekali na wyzwolenie. 29 października 1944r do ich miasta wkroczyli polscy żołnierze. Mieszkańcy gorąco powitali Pierwszą Polską Dywizję Pancerną pod dowództwem Gen Stanisława Maczka. Żołnierze byli skoszarowani w mieście do wiosny 1945r. Wyzwolili Bredę a na ich cześć, w ratuszu znajduje się tablica upamiętniająca wyczyn polskich bohaterów. Jedna z głównych ulic nosi nazwę Generaal Maczekstraat.

W parku, przy ulicy Gen Maczka, postawiono pomnik upamiętniający wyzwolicieli, z polskim orłem zmagającym się z niemieckim i napisem: „W podziękowaniu naszym polskim wyzwolicielom 29 października 1944”.

Po drugiej stronie ulicy, stoi niemiecki czołg Panther- prezent polskich żołnierzy dla miasta. 70letnia tradycja zrobiła swoje i czołg nazywany jest po prostu „polskim czołgiem”.

W Bredzie znajdują się trzy polskie cmentarze wojskowe, gdzie spoczywają polscy żołnierze. Główny cmentarz nosi oficjalną nazwę: Polski Honorowy Cmentarz Wojskowy w Bredzie. Znajduje się przy ulicy Ettensebaan 30, gdzie spoczywa sam Gen Maczek. Gen Stanisław Maczek zmarł 11 grudnia 1994r w wieku 102 lat w Szkocji. Jego życzeniem było być pochowanym wśród swoich żołnierzy. Na cmentarzu, co roku odbywają się uroczystości z okazji wyzwolenia Bredy. Na cmentarz można wejść i zapalić znicz.

Centrum

Grote Markt, czyli rynek, to centrum miasta z licznymi knajpami, restauracjami i barami. Obok rynku stoi Grote Kerk, czyli Duży Kościół- piękna gotycka budowla z 1410r. Wieża kościoła ma 97 metrów i można na nią wejść. My nie skorzystaliśmy.

Stare miasto otacza kanał z parkiem i zamkiem Kastel van Breda, w którym mieści się Królewska Akademia Wojskowa. Historia zamku ma swoje początki w 1353r Był on posiadłościa królewskiego rodu Orańskiego. Zwiedzać go można tylko z przewodnikiem. Zrobiłam zdjęcie tylko częściowo, bo reszty nie wolno fotografować- pan pokazał ręką, że jest zakaz.

Do zamku prowadzi nieduży most, przy którym umieszczonych jest mnóstwo kłódek z imionami ludzi 🙂

Wizyta w Bredzie nie trwała długo, bo chcieliśmy zobaczyć głównie pamiątki na cześć naszych żołnierzy. Będąc blisko miasta warto tam podjechać i zwiedzić chociaż to, co my 🙂